Tanecznym krokiem i ze śpiewem na ustach członkowie senioralnego zespołu Na Luzie wkroczyli właśnie w drugie dziesięciolecie swej ożywionej aktywności scenicznej. I jak na jubileusz przystało, podkreślili ten fakt zaserwowaniem swoim oddanym fanom specjalnego, urodzinowego przedstawienia. A ponieważ wejściówki tradycyjnie rozeszły się błyskawicznie, tym razem pokaz nowego show zaplanowano wedle zasady: do trzech razy sztuka!

Zadedykowano je, co zrozumiałe, głównie Małgorzacie Luzak, czyli osobie, która przed ponad dziesięcioma laty wpadła na pomysł artystycznego uaktywnienia legionowian po sześćdziesiątce. – Ja jakoś tak mam, że od zawsze lubiłam działać i coś robić. Najpierw był szkolny, później miejski Festiwal Młodych Talentów, więc doszłam do wniosku, że skoro młodzi ludzie mają talenty, to ci starsi też będą je mieli. I dałam ogłoszenie do gazet w sprawie naboru seniorów do tworzonego od podstaw zespołu – wspomina była nauczycielka i długoletnia legionowska radna. Niedługo później pani Małgorzata mocno się zdziwiła, bo na zamieszczony przez nią anons pozytywnie odpowiedziało aż 20 osób. A więc ponad połowa wszystkich ludzi, którzy przewinęli się przez zespół w trakcie całego okresu jego działalności. – Jedni bywają utalentowani muzycznie, drudzy w innym kierunku, na przykład są lepsi aktorsko, więc dla każdego coś się znalazło. Ci, którzy nieczysto śpiewali, dostawali po prostu inne zadania, tak żeby każdy miał jakąś rolę – tłumaczy Marek Pawłowicz, opiekun wokalny grupy Na Luzie.

Droga na scenę, nawet tą amatorską, bywa jednak wyboista. Co wyszło na jaw choćby wtedy, gdy seniorzy zaczęli śpiewać nie z akompaniamentem na żywo, lecz do przygotowanych dla nich podkładów muzycznych. – Na początku to była duża trudność, głównie przez ograniczone umiejętności rytmiczne naszych wokalistów. Mimo to powoli, powoli, stosując różnego rodzaju ćwiczenia i wybiegi – na przykład rytmiczne rozśpiewanie, ludzie stopniowo się tego nauczyli. Ale to było trudne – nie ukrywa legionowski śpiewak. Z drugiej strony, jak ktoś kiedyś trafnie zauważył, wszystko jest trudne, nim stanie się proste. Wcześniej jednak, zanim to wreszcie nastąpiło, wielu legionowskim „luzakom” nieraz towarzyszyła duża trema. – Pierwszy program był naprawdę wyzwaniem, natomiast później, spektakl po spektaklu, nasza „młodzież” się rozwijała i dzisiaj śpiewa już właściwie wszystko – mówi Marek Pawłowicz. – Jest kilka osób ewidentnie uzdolnionych. One mają po prostu dar od Boga oraz potrzebę występowania. I wtedy tak naprawdę niewiele trzeba z nimi robić. Są też osoby, którym idzie gorzej, albo bardzo by chciały, a nie mają tej iskry bożej. Ale z tego też da się jakoś wybrnąć, bo jeżeli ludzie chcą, to zawsze można coś zrobić, aby odpowiednio wykorzystać ich umiejętności – dodaje Ilona Kucińska, opiekunka teatralna zespołu.

Można i sądząc po efektach pracy grupy, naprawdę warto: dla dobra wykonawców oraz przyjemności ludzi, którzy ich później słuchają i oglądają. – Czasami samouk może swoimi umiejętnościami zadziwić mistrza. Ale jak go się zajdzie z drugiej strony, okazuje się, że w pewnych sytuacjach potrafi być na scenie bezradny. I my musimy to wyrównać. Ktoś, kto ma zawodowe wykształcenie artystyczne, wie jak się zachować w każdych okolicznościach, natomiast naszym podopiecznym trzeba w takich sytuacjach pomóc – mówi pan Marek. A jego koleżanka po instruktorskim fachu zapewnia: – Wielu z nich bardzo się dzięki temu rozwinęło. Są osoby, które były kompletnie zamknięte i miały problem z tym, żeby w ogóle wyjść na scenę, a teraz na niej skaczą i śpiewają.

Jubileuszowe przedstawienie, zatytułowane „X lat minęło”, w stu procentach potwierdziło słowa opiekunów grupy. Zanim jednak w pierwszy piątek stycznia się ono zaczęło, przyszedł czas na podziękowania, życzenia i gratulacje. Ich wyrazicielem, w imieniu mieszkańców miasta i animatorów jego życia kulturalnego, stał się prezydent Legionowa. – Dosyć często bywam na tej sali, ale nieczęsto zdarza się, że jest ona wypełniona po brzegi i są jeszcze dostawki. Myślę, że państwa obecność jest chyba największą nagrodą i ukoronowaniem tego, że mamy taki fantastyczny i cudowny zespół Na Luzie. Bo w dzisiejszych czasach tego luzu nam brakuje i dobrze, że wy nam go tak dużo dostarczacie. (…) Bardzo wam dziękuję, że jesteście: i dla tej widowni, i dla nas i dla całego miasta. Ale też, że jesteście dla siebie, bo to jest ogromna wartość – podkreślił Roman Smogorzewski, wręczając założycielce zespołu okazały bukiet kwiatów.

Na urodzinowy show zespołu Na Luzie złożyły się, jak to w takich przypadkach bywa, jego najlepsze skecze i piosenki. Dobrze wprawdzie znane z wcześniejszych, oryginalnych wykonań, ale podane w inny, odświeżony senioralną inwencją sposób. Pokrzepieni żywiołową reakcją publiczności, artystki i artyści starali się widzom dać ze sceny wszystko to, po co tak tłumnie przyszli do sali widowiskowej ratusza. – Największą dla nas frajdą jest chyba to, że przychodzimy, dajemy spektakl, a sala jest pełna. Okazało się, że jedno przedstawienie premierowe to za mało. Teraz robimy trzy i na wszystkich mamy komplet. I oczywiście miłe jest również to, że publiczność się razem z nami bawi, śpiewa i klaszcze. A przecież nasze programy nie są krótkie, bo zawsze trwają około dwóch godzin. I jakoś nikt z nich nie wychodzi – śmieje się Marek Pawłowicz. Zaś Ilona Kucińska dodaje: – Przychodzi taki czas w życiu człowieka, że najtrudniejszym aspektem tego życia jest samotność. A to, że wokół ciebie są ludzie, że co tydzień mobilizujesz się, żeby wyjść na próbę, żeby co tydzień spotkać się z innymi ludźmi – ludźmi, którzy się tobą interesują i są na ciebie wrażliwi, jest według mnie podstawowym walorem takich zajęć. Po to się to robi, żeby mieć wokół siebie ludzi.

Dlatego właśnie odpowiedź na zadane Małgorzacie Luzak pytanie, czy kiedykolwiek nie żałowała czasu i wysiłku włożonego w stworzenie oraz prowadzenie zespołu, mogła być tylko jedna. – Warto było, jest satysfakcja. Myślę, że to, co osiągnęliśmy przez te 10 lat, warte było wszelkich trudów. Nasi artyści są i myślę, że będą coraz lepsi. Chociaż jak sobie oglądamy album, który im dałam z okazji tej rocznicy, to widać, że się zmieniamy. Wydaje nam się, że wciąż mamy dużo siły, ale… mamy! I dzisiaj widownia się przekona, że jeszcze dużo możemy. Myślę, że każda z osób kiedykolwiek występujących w zespole Na Luzie odczuwa z tego powodu jakąś satysfakcję. Bo każda dostała mniejszą lub większą rolę, ale była na scenie. I chyba właśnie to liczy się najbardziej.

Poprzedni artykułUczulanie na profilaktykę
Następny artykułYanosik na trzeźwo
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 52-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od blisko dwóch dekad dzielnie trwa na legionowskim posterunku.