W miniony weekend (9-10 września) to w legionowskiej Arenie najmocniej biło serce mazowieckiego basketu. Wszystko za sprawą 65. edycji Turnieju Koszykówki Mężczyzn Mazovia Cup oraz obecności kilkudziesięciu specjalistów, którzy zawodowo zajmują się szkoleniem nowych kadr dla tej widowiskowej dyscypliny sportu.

Imprezę, która w jego mieście odbywała się już nie po raz pierwszy, honorowym patronatem objął legionowski prezydent. Ufundował też dla najlepszej drużyny swój puchar. Natomiast rolę sportowego gospodarza całych zawodów tradycyjnie wziął na siebie klub Legion Legionowo. – Dla nas to jest świetny sposób na zaprezentowanie, po pierwsze, naszej drużyny przed sezonem, żeby kibice mogli przyjść i zobaczyć nowy skład, nowych zawodników i jakieś nasze nowe założenia taktyczne. A po drugie, to świetna promocja tej dyscypliny. Uważam, że każdy taki turniej pokazuje ją kibicom, pokazuje ją młodzieży, która w ten sposób jest zachęcana do uprawiania koszykówki. I to jest, poza tym sportowym, nasz cel: zachęcanie młodych ludzi do sportu. No i pokazywanie mieszkańcom, że funkcjonuje w Legionowie koszykówka i ma się całkiem dobrze – mówi Tomasz Matysiak, prezes KS Legion Legionowo.

W tegorocznym turnieju Mazovia Cup, oprócz zespołu z Legionowa, wzięły udział jeszcze trzy ekipy: Isetia Białołęka Warszawa, UKS Trójka Żyrardów oraz Energa Basket Warszawa. Przygotowujący się do ligowej inauguracji gospodarze potraktowali ten sprawdzian raczej szkoleniowo. Inna sprawa, że sportową ambicję nie tak łatwo jest drużynie schować do kieszeni… – Wiadomo, że chce się wygrywać, ale do sezonu mamy jeszcze dwa tygodnie. Na razie kładziemy jeszcze nacisk na sprawdzanie zawodników, na ich odnalezienie się w drużynie. Mamy sześciu nowych graczy i trzeba to wszystko poukładać, zobaczyć jak sobie radzą w różnych układach na boisku, w różnych sekcjach. I głównie chodzi nam o to. Jeżeli uda nam się wygrać turniej, będziemy bardzo zadowoleni, ale jeśli się nie uda, też będzie dobrze, bo zawodnicy się ograją, poznają rywali i siebie nawzajem. Nauczą się również grać pod presją i współpracować ze sobą – dodaje prezes Matysiak.

W sobotę, pierwszego dnia turnieju, odbyły się dwa mecze. Dzień później ich zwycięzcy spotkali się w finale, a przegrani walczyli o trzecie miejsce. A skoro już o nim mowa, na ostatnim stopniu podium stanął osłabiony brakiem kilku kluczowych graczy Legion Legionowo. Zwycięzcą Mazovii Cup została Energa Basket Warszawa, druga była Isetia, ostatnia lokata przypadła zaś żyrardowskiej Trójce. Niezależnie od końcowych rozstrzygnięć, dzięki turniejowi legionowscy kibice mogli popatrzeć, jak na kilkanaście dni przed startem rozgrywek prezentuje się miejscowy drugoligowiec. Całkiem sporo, jak przyznaje szef klubu, po poprzedniej batalii zmieniony. – W tym sezonie stawiamy na „młodą krew”. Wszyscy nowi gracze są młodymi zawodnikami, najstarszy z nich jest z rocznika 2002. To dla nas ważne, bo chcemy sobie wychować, ułożyć zawodników pod siebie – jeśli nie na ten sezon, to na kolejny. Ciekawostka jest taka, że dwóch z tych nowych to gracze, którzy zaczynali w Legionie, chłopaki z Legionowa. Później poszli do szkół sportowych, rozjechali się po Polsce, a teraz wrócili i będą nas wspierali w drugiej lidze. I to jest fajne, że wychowujemy sobie koszykarzy, inwestujemy w nich, kiedy są jeszcze dziećmi, a potem jest szansa, że to do nas wróci i będziemy grać niejako swoimi zawodnikami.

Sporo działo się przez weekend na koszykarskim parkiecie, ale interesująco było też poza nim. Choć tym razem już nie dla fanów basketu, lecz dla tych, którzy na Mazowszu, w swojej codziennej pracy, usiłują podnosić jego poziom. – Przy okazji Mazovii Cup organizowana jest przedsezonowa konferencja dla trenerów z województwa mazowieckiego. Jest ona dla nich obowiązkowa. Aby otrzymać licencję okresową na kolejny sezon, trzeba przynajmniej jedną taką konferencję zaliczyć. I stąd dzisiejsza obecność wielu trenerów mazowieckich drużyn: od młodzieży, przez drużyny juniorskie, po trzecią ligę. Dzięki udziałowi uznanych szkoleniowców, psychologów i fizjoterapeutów to świetna okazja, żeby coś podpatrzeć i czegoś się nauczyć. A przy okazji pokazujemy uczestnikom miasto i jego infrastrukturę sportową. A jest ona super i wszyscy goście byli pod mega wrażeniem – zdradza Tomasz Matysiak.

Pozostaje trzymać kciuki, aby podobne odczucia towarzyszyły też miejscowym kibicom na meczach Legionu. Drugoligowa inauguracja już wkrótce.

Poprzedni artykułOpowieści o powieści
Następny artykułUpragnione zwycięstwo
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 53-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od dwóch dekad dzielnie trwa na legionowskim posterunku.