Czwarta odsłona XVI Legionowskiego Festiwalu Muzyki Kameralnej i Organowej pod kilkoma względami była szczególna. Nie tylko z uwagi na fakt, że odbywała się 15 sierpnia – w dniu państwowego, a zarazem kościelnego święta. Tym razem w goszczącym festiwal kościele św. Ducha wystąpili bowiem znani i uznani mistrzowie: pomysłodawca całej imprezy Jan Bokszczanin oraz flirtujący ongiś z muzyką pop oboista Tytus Wojnowicz.

Mając na względzie wyjątkową datę, trudno się dziwić, że obaj mistrzowie repertuar przygotowali na swój koncert wyjątkowy. Dość powiedzieć, że na dzień dobry poczęstowali słuchaczy krótkim preludium z „Te Deum” Marca Antoine’a Charpentiera – utworem bardziej znanym jako hymn Eurowizji, później zaś Jan Bokszczanin wykonał napisany przez Antonio Vivaldiego, a przerobiony z pamięci na organy przez Johanna Sebastiana Bacha – i choćby z tego powodu interesujący – Koncert d-moll. Po tym solidnym wstępie organowy gospodarz koncertu z solisty zamienił się bardziej w akompaniatora. Co oznacza, że z przyjemnością ustąpił pola swemu znamienitemu gościowi. Pytany o to, czy tego dnia będzie mógł muzycznie się wyszumieć, Tytus Wojnowicz nad odpowiedzią nie zastanawiał się długo. – Tak, chociaż wystąpię w roli typowo obojowej. Większość tych utworów eksponuje taki melodyczno-nostalgiczny charakter tego instrumentu. Bo wiadomo, że jeśli chodzi o liczbę nut na sekundę, to są instrumenty znacznie bardziej doskonałe pod tym względem i tutaj oboista nie wygra. Natomiast w kształtowaniu prostych nut, ale w sposób, rzekłbym, zwracający uwagę, to obój ma mało konkurencji. I to głównie ten jego aspekt będę dzisiaj pokazywał – zapowiedział ceniony oboista.

Ponad stu melomanów, którzy w niedzielę odwiedzili legionowską świątynię, na własne uszy przekonało się, że organy z obojem stanowią dobraną i zgodną parę. Wiadomo to zresztą od wieków, co przełożyło się na bogatą literaturę muzyczną, z której mogą teraz czerpać współcześni instrumentaliści. – To jest bardzo zgrabny i zgrany duet. I to już od dawnych czasów, dlatego że kompozytorzy bardzo często pisali utwory właśnie na te instrumenty. Często były one też pisane na jakiś inny instrument solowy oraz organy, no ale na przykład skrzypce można wspaniale zamienić obojem, a poza tym ma on taki swój szczególny koloryt barwowy, jest bardzo słodki w brzmieniu i z tego powodu jest jednym z najbardziej lubianych instrumentów w muzyce klasycznej – mówi Jan Bokszczanin. Zaś Tytus Wojnowicz potwierdza: – Poza tym w kościołach organy były instrumentem związanym z liturgią, ale wiązał się z nią także śpiew. A jeśli chodzi o naśladowanie ludzkiego głosu, to obój i skrzypce są dwoma instrumentami, które uważane była za najbliższe temu ideałowi, jakim jest ludzki głos. Tak więc to połączenie oboju z organami jest i historyczne, i estetycznie naturalne.

Wisienką na torcie niedzielnego koncertu było prawykonanie utworu skomponowanego specjalnie dla Jana Bokszczanina. Ową eteryczną, odmienną stylistycznie od reszty utworów wisienką ceniony legionowski organista zdecydował się poczęstować właśnie mieszkańców swego miasta. – Carson Cooman, kompozytor na co dzień związany z Harvardem, niedawno napisał dla mnie utwór i mi go zadedykował. I właśnie dzisiaj, podczas tego koncertu, postanowiłem wykonać go po raz pierwszy. Utwierdzając kolegę w przekonaniu, że dokonał słusznego wyboru, Tytus Wojnowicz z uśmiechem dodał: – To wprawdzie kompozycja bardzo ambitna, ale w końcu Legionowo to nie jest małe miasto: tutaj mieszkają ludzie wykształceni, obyci w świecie, tak więc myślę, że ten utwór jak najbardziej będzie tu na miejscu.

Sądząc po reakcji publiczności, przewidywania muzyków się sprawdziły. Dzięki czemu i słuchacze, i artyści kolejny koncert Legionowskiego Festiwalu Muzyki Kameralnej i Organowej mogli uznać za udany.

Poprzedni artykułKłopotliwe podrzucanie
Następny artykułFilmy na to jak na lato!
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.