Kiedy część rodaków emocjonowała się wyborczą dogrywką krajowych samorządników, ja wziąłem na widelec trudne i wymagające krzepy kultywowanie rodzimej tradycji familijno–gastronomicznej. Prowodyrem i sprawcą tej celebry był kolega, a właściwie jego zakulisowe starania, które sprawiły, że po blisko dziewięciu miesiącach wraz z małżonką dochrapali się „becikowego”. Ponieważ to rozwiązanie wielce ich uradowało, pan domu ściągnął pod swój dach grono śmiałków gotowych wziąć czynny udział w uświęconym hektolitrami czystej narodowym zwyczaju ku czci pępowiny. Choć w tym przypadku nazwa „siusiakowe” byłaby bardziej na miejscu. Oj, gdyby nieświadomy niczego junior wiedział, jak tatuś i wujkowie przez wiele godzin, z przerwami na wymuszony zmęczeniem odpoczynek, starali się zapewnić mu zdrowy żywot. Gdyby miał świadomość, do jak morderczego i nierównego stanęli ci mężowie boju. Wtedy z pewnością zapłakałby nad ich poświęceniem i skłonnością do ponoszenia ofiar, wdzięczny, że los zesłał mu tak oddanych sprzymierzeńców.

Gdy się dobrze zastanowić, przebieg powyższego obrzędu stanowi w pewnym stopniu odzwierciedlenie i zapowiedź tego, z czym rodzice będą się w przyszłości zmagać. I to przez ponad dwie dekady, bo tyle mniej więcej wiosen zajmuje w naszych realiach wyhodowanie samodzielnego potomka z dyplomami. W tym okresie, podobnie jak przy biesiadnym stole, nie raz i nie dwa przyjdzie starym wychylić kieliszek goryczy, ale też momentami posilą się osiągnięciami małolata. Kto wie, może nawet z wrażenia pod ów stół wpadną? Przyjdą też dni, kiedy od nadmiaru obowiązków czy kłopotów zaboli głowa i ciężko będzie utrzymać ją w pionie. To rodzicielska normalka. Grunt, żeby się wtedy nie poddawać i – niczym w trakcie pępkowego świętowania – mozolnie, kolejka po kolejce wypijać to, co się we dwójkę ongiś nawarzyło. Nawet jeżeli od czasu do czasu zaatakuje nas z tego powodu olbrzymi kac. I ten prawdziwy, i metaforyczny mają przecież co najmniej jedną niepodważalną zaletę: prędzej czy później mijają. A gdy już uda się znów trzeźwo spojrzeć na świat, warto uświadomić sobie, że nikt nie powinien być jego pępkiem. I stosownie do tej konstatacji zacząć w życiu postępować.  

Poprzedni artykułZmieniał pas ruchu
Następny artykułRodziny na swoim
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.