Zadebiutowały dokładnie 21 lat temu. Sześć lat później w organizację Międzynarodowych Spotkań Folklorystycznych włączyła się gmina Serock. Tak więc, jak łatwo obliczyć, w ostatnią niedzielę popularna Kupalnocka zagościła tam po raz piętnasty.
    – W tym roku na naszym festiwalu gościmy zespoły ze Słowacji, Albanii, Turcji i Gruzji. Oczywiście w każdym z czterech miast festiwalowych występują też zespoły polskie – mówi Katarzyna Sobiecka – Tomporowska, choreografka LZA Serock.W niedzielę gospodarzy reprezentował na scenie oczywiście właśnie on. Zanim to jednak nastąpiło, wokół tamtejszego rynku jak zwykle przemaszerował rozśpiewany i roztańczony korowód. Podczas tradycyjnej prezentacji pod miejskim ratuszem największe emocje wzbudził miniwystęp gruzińskiego zespołu Shevardeni. Właśnie na tego typu przeżycia mieszkańcy czekają przez okrągły rok. – To spotkanie z inną kulturą, można się czegoś o niej dowiedzieć, zobaczyć, przy okazji zabawić. Ta cenna inicjatywa sprawdza się od wielu lat, przychodzi tu coraz więcej ludzi – uważa Magdalena Sobieraj.  
    Mimo pięknej pogody, z frekwencją najlepiej jednak nie było. Być może po części z winy turystów, którzy – mogąc już korzystać z obwodnicy – ominęli Serock jej szerokim łukiem. Bo mieszkańcy gminy Kupalnocką znudzeni raczej nie są. – To potrzebna impreza i na stałe wpisana w ten teren – jest zdania Joanna Jakubowska – Wójcik. – Z przyjemnością tutaj się przyjeżdża. Z każdym rokiem są tu inne narodowości, czasem tak egzotyczne, że nie sposób ich gdzie indziej zobaczyć. A tutaj można. Myślę, że będzie fajnie – dodaje Marta Oleksiak. Nadzieje tubylców okazały się uzasadnione. Mimo zróżnicowanego poziomu artystycznego, występ każdego z pięciu zespołów mógł się podobać. Rozpoczęli, jak nakazuje festiwalowy obyczaj, seroccy gospodarze. – Od niedawna nasz zespół rośnie w siłę, rozrasta się. Przychodzą do nas ludzie w każdym wieku, od 5 do 50 lat. To wspaniałe, że tworzą taką rodzinę – cieszy się Katarzyna Sobiecka – Tomporowska. I to rodzinę wzorową. Widać to zarówno we wzajemnych relacjach członków zespołu, jak też w ich kontaktach z innymi artystami. A festiwale, takie jak Kupalnocka, sprawiają, że są one nie tylko dość częste, lecz także coraz bardziej przyjacielskie. – Powodują integrację między zespołami, umożliwiają wyjazdy, poznawanie innych kultur. My na przykład byliśmy w tym roku w Indiach i na Białorusi – cały czas coś się dzieje – zapewnia pani Kasia. Wynika z tego, że w dzisiejszych, niepewnych czasach, pewny zysk może zagwarantować choćby inwestowanie w folklor. Pewny, i ponad wszelką wątpliwość – długoterminowy.