Kolej na protest

0
541

W nomenklaturze PKP to wiadukt, według urzędników – tunel, zaś okoliczni mieszkańcy mówią o nim… chociaż nie, te cytaty lepiej pominąć. Jak zwał, tak zwał. Grunt, że druga tego rodzaju budowla zwali się ludziom na głowy, czy tego chcą, czy wręcz przeciwnie. Choć cała sprawa z demokracją nie ma akurat nic wspólnego, większość tubylców jest, zdaje się, za. A i nawet najbardziej głodni widoków turyści nie będą płakać, że zamiast przymusowego, długiego jak towarowy podziwiania malowniczych okolic szlabanów przy Polnej i Kwiatowej, ktoś wpuści ich pojazdy w kanał. Cóż, taka kolej rzeczy.

Wszczynane przez sąsiadów inwestycji bunty w Legionowie nie dziwią. Cytując ratuszowego klasyka, w jego mieście nawet próba przestawienia piaskownicy rodzi protesty na miarę górniczych szturmów stolicy. Tyle że w jej sypialni rzuca się nie brukową kostką, lecz najwyżej mięsem. Fakt, coś jest na rzeczy. Jako lokalny gastarbeiter, ba, już uczeń mijający w wagonie ten gród, zauważyłem, że ludzie w nim jacyś inni: uniesione podbródki, dumne spojrzenia, godność. Jakże ja, zakompleksiony prowincjusz, im zazdrościłem! Czy to cechy wynikające z karmienia mężnym, legionowym mlekiem, czy może mimowolna kompensacja uwierającego poczucia bycia „prawie” warszawiakiem, nie wiem. Wiem za to, że łatwo trafić tu na obywatela, któremu coś w przestrzeni publicznej przeszkadza. I chętnie głośno daje temu wyraz.

Jak dowodzi historia, histeria części mieszkańców wieszczących tunelowe trzęsienie ziemi to sprawka przyzwyczajenia lub po prostu strachu przed nowym. Inni z kolei spróbują coś kosztem kolei na owym trzęsieniu ugrać. Przykładowo dostrzegając na swym domu pęknięcia, które słyszały wprawdzie wystrzał z Aurory, ale teraz są, panie, duuużo większe! Ich prawo. Warto wszak pamiętać, zwłaszcza w okolicach 1 listopada, że każdy z nas odbędzie kiedyś podróż tunelem mającym nie dwa, lecz jeden, zwieńczony białym światłem koniec. Dlatego w życiu lepiej zbytnio nie ściemniać.

Poprzedni artykułKolejowe tor story
Następny artykułPodatki bez zmian
Waldek Siwczyński
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.