Można mieć przejechane

0
170

Każdy automobilista to wie, a jak nie wie, to się dowie: szczęśliwy bywa on głównie wtedy, gdy samochód kupuje oraz kiedy znajduje nań amatora. Sęk w tym, że mając w rękach wieńczącą nasze kłopoty umowę sprzedaży, myślimy już o wpakowaniu się w kolejne. Bo trudno jest posiąść przecho… przejeżdżony wóz, który byłby wolny od nieznanych nowemu właścicielowi tajemnic. Tak samo zresztą rzecz się ma z szukaniem życiowej partnerki.

Zaczyna się od rocznika: facet nigdy nie może być pewien autentycznej daty produkcji. Powszechne są przypadki wprowadzania przez oferentkę w błąd, a zdarza się nawet fałszowanie dowodów. I to nie rejestracyjnych. Inna sprawa, że trudno wyczuć, za którym rocznikiem najlepiej się rozglądać. Młode oferują wprawdzie bezproblemową eksploatację, lecz są kosztowne w utrzymaniu – pozbawione regularnego serwisu w galeriach handlowych długo nie pojeżdżą. Ale i ze starszymi bywa różnie. Ciężko np. ustalić rzeczywisty przebieg, czyli liczbę przepracowanych chłopogodzin. Cofanie licznika jest tu wręcz na porządku nocnym. Z wiekowymi egzemplarzami należy też uważać na powłokę lakierniczą. Nagminnie zdarza się nakładanie takiej ilości szpachli, że właściwie przestaje być wiadomo, co się pod nią kryje. Kiedy później, w porannym słońcu, nowy właściciel wreszcie to ujrzy, często bywa już za późno. Aha, mimo okazyjnej ceny, bezwzględnie należy uważać na modele sprowadzane z zagranicy. Głównie dlatego, że w grę wchodzi właściwie tylko ta wschodnia, a taki zakup to niemal gwarancja kłopotów. Zwłaszcza, jeśli egzemplarz ściągnie swych rodzimych serwisantów.

Ano właśnie – gwarancja. Kierowco, w życiowej przejażdżce z niewiastą nigdy jej nie miałeś i mieć nie będziesz. Zapomnij. Chcesz uniknąć awarii, to codziennie na swoje cudo chuchaj i dmuchaj. Wtedy za każdym razem, nawet gdy nie włożysz kluczyka – pojedziesz. Inna sprawa, że nie zawsze w oczekiwanym wcześniej kierunku. Bo nam, szoferom, z reguły tylko wydaje się, że to my prowadzimy.

Poprzedni artykułZ paletą w plener
Następny artykułCenne dofinansowanie
Waldek Siwczyński
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 49-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here