Pożądanie na rząd-anie

0
114

Są takie dni, a raczej chwile, gdy wszyscy jesteśmy patriotami. Tak się przynajmniej czujemy. Wystarczy, że po murawie lata jedenaście orląt, za granicą ktoś powie coś złego o rodakach, ewentualnie, gdy w kalendarzu zaczerwieni się jakiś dzień i nie trzeba iść do roboty – tak jak w miniony, listopadowy czwartek. Wtedy puchniemy z napędzanej wiarą w polską wyjątkowość dumy, podkręcanej jeszcze przez ociekające patosem słowa wielkich tego kraju, miasta lub gminy. I nawet łatwo to (rzecz)pospolite uniesienie zrozumieć, zwłaszcza wśród tłumu, który – jak dowodzi historia jego histerii – potrafi z jednostką czynić cuda. Nie tylko nad Wisłą. Trudniej pojąć, dlaczego często tak mało zostaje nam z tego patriotyzmu po tym, gdy już pod pomnikiem odegrają hymn, złożą kwiaty, hukną ślepakami, zaś oficjele rozejdą się do domów. Bo w dzień powszedni patriotyzm, dziwnym zrządzeniem losu, jakoś traci dla wielu na atrakcyjności. A ostatnio również w nocy.

Widać to tam, gdzie z butami ani w butach wchodzić nieładnie – w polskich alkowach. Na przekór szczerym(?) chęciom żoliborskiego naczelnika tudzież jego podkomendnych (nie wspominając o miliardach wyszarpywanych z krajowego budżetu zaskórniaków), w sferze rozrodczości naród stosunkowo mocno zawiódł. Akcja 500+, cóż począć, nie wypaliła. A przecież produkowanie nowych obywateli to najwyższa, bo wypełniająca ją ludem, forma miłości do ojczyzny. I należy uprawiać ją z przyjemnością, zwłaszcza będąc na rządowym żołdzie! Każdy powinien docenić, że obecnej władzy także w wolnorynkowej gospodarce udało się wypełnić treścią popularne w PRL-u motto: czy się stoi, czy się leży, parę stówek się należy. W tym przypadku dokładnie pięć, no i z naciskiem na „leży”. Niestety, póki co leży też rodzima demografia, więc z roku na rok się „odgęszczamy”. Jedno nam widać jednak nie leży – płatna, finansowana przez państwo miłość.

Poprzedni artykułSzampan pod gwiazdkami
Następny artykułDevelopres sprasowany!
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here