W dzisiejszych realiach rynku budowlanego chcieć i mieć pieniądze to często za mało, aby zrealizować inwestycję. Wszystko przez topniejącą liczbę wykonawców, którzy ze względu na liczbę zleceń albo nie biorą nowych, albo żądają za swe usługi kwot wziętych z przysłowiowego sufitu. Z tego powodu sufitu, a właściwie dachu nie może doczekać się lodowisko na Stadionie Miejskim w Legionowie.

Na pojawiające się głosy o potrzebie przedłużenia działania lodowiska zarządzająca nim miejska spółka KZB Legionowo zareagowała jak trzeba: zleciła wykonanie projektu jego zadaszenia. Pozwoliłoby ono nie tylko wyjść naprzeciw oczekiwaniom dotychczasowych użytkowników, lecz także – dzięki zwiększeniu funkcjonalności obiektu – zyskać nowych. Wygospodarowano więc potrzebne środki i z nadzieją na jego szybkie rozstrzygnięcie, wzięto się za przygotowywanie przetargu. Wtedy nikt w spółce jeszcze nie wiedział, że będzie to droga przez proceduralną mękę.

Pierwszą próbę znalezienia chętnego do modernizacji lodowiska podjęto w kwietniu ubiegłego roku. Ku zaskoczeniu inwestora, warte 3 mln zł zlecenie spotkało się z lodowatym przyjęciem – nie była nim zainteresowana żadna firma. Znając sytuację na rynku, w KZB pomyślano zapewne „zdarza się” i w maju ogłoszono kolejny przetarg. A po nim – w czerwcu i sierpniu – kolejne. Na żadne z nich nikt nie odpowiedział. Niezrażeni takim obrotem sprawy pracownicy spółki w listopadzie spróbowali raz jeszcze. I z początku nie posiadali się z radości, bo do przetargu zgłosił się jeden przedsiębiorca. Jednak po otwarciu jego oferty członkom komisji szybko zrzedły miny. Okazało się, że potencjalny wykonawca życzy sobie astronomicznej kwoty ponad 8,5 mln zł! Czyli blisko trzy razy tyle, ile KZB, w oparciu o rzetelną wycenę bazującą na projekcie budowlanym, zamierzało przeznaczyć na realizację zadania. W związku z tym przetarg unieważniono.

Aktualnie spółka ogłosiła kolejny, szósty już przetarg na zadaszenie miejskiego lodowiska. Licząc na to, że wreszcie znajdzie się firma, która zarówno inwestora, jak i legionowskich fanów łyżwiarstwa nie zostawi na lodzie.

Poprzedni artykułPod jednym dachem z katem
Następny artykułKolejny cios w hazard
Waldek Siwczyński
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 49-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.