Od około dwóch lat, przy wsparciu i pod bokiem DPD Areny, rośnie w siłę miejski nordic walking. Duża w tym zasługa mody na zdrowy styl życia, ale równie wielka człowieka, który do chodzenia z kijkami zachęca. Legionowskie zajęcia prowadzi bowiem Krzysztof Człapski, mieszkający w powiecie wielokrotny medalista mistrzostw świata i Europy w tej dyscyplinie sportu. I to prowadzi po mistrzowsku!

Przy stawianiu pierwszych kroków trudno o lepszego nauczyciela. – Na początku przychodziło mało osób, stopniowo coraz więcej, nawet około trzydziestu. Tak więc fajnie to rozpropagowaliśmy. Ludzie chętnie przychodzą, bo jest to zdrowa forma ruchu i lepiej się po nim czują. Nawet jeżeli na naszych treningach nordic walking dajemy sobie troszkę w kość. Zajmuję się tym już od ponad dziesięciu lat, a dzięki kijom nie poddałem się operacji kręgosłupa. Tak że one naprawdę pomagają – zapewnia Krzysztof Człapski.

Pomagają, lecz tylko pod warunkiem ich prawidłowego używania. W przeciwnym razie, tak samo jak w życiu, może się potwierdzić, że każdy kij ma dwa końce. – Na początku jest profesjonalna rozgrzewka z kijami, następnie maszerujemy w Parku Zdrowia, robiąc tam minimum pięć kilometrów. Na prostej chodzimy szybszym tempem, później zwalniamy, czyli robimy tak zwane interwały. Każdy, wiadomo, idzie swoim tempem, ale jest ono dostosowane do jego górnych możliwości, aby po treningu jego uczestnik mógł dostrzec, że coś zadziało się w jego organizmie i czuje się po tym lepiej.

Na legionowskie treningi przychodzą mieszkańcy w każdym wieku: dzieci, młodzież i seniorzy. Tym chętniej, że do tej skandynawskiej formy aktywności praktycznie nie ma przeciwwskazań. Również jeśli chodzi o aurę, bo jak powtarza pan Krzysztof, „nie ma złej pogody, są tylko słabe charaktery”. – Naprawdę przyciąga do siebie uczestników i nawet przy kiepskiej pogodzie raz, dwa razy w tygodniu odbywają się regularne zajęcia. Z korzyścią dla zdrowia, dla ducha i dla sprawności fizycznej. Są świetne, bo nie wymagają aż tak wiele hartu ducha czy zdrowia, a każdy uczestnik, również senior, może spróbować swoich sił, no i później podołać wyzwaniu – uważa Michał Kobrzyński, kierownik DPD Areny w Legionowie.

Kiedy zadba się o właściwą technikę, to z reguły żaden problem. Niestety, większość praktykujących nordic walking rodaków nie ma o niej pojęcia. – Dziewięćdziesiąt procent społeczeństwa chodzi nieprawidłowo. Ludzie biorą kije i jak ja to nazywam, wyprowadzają je na spacer. Idą i tylko coś tam nimi sobie dziobią. A technika jest tutaj bardzo ważna i na naszych treningach zawsze pilnuję, aby u ich uczestników była ona prawidłowa – mówi instruktor. Równie istotne jest używanie właściwego sprzętu. – Bo dziewięćdziesiąt procent ludzi, którzy chodzą nieprawidłowo, używa w dodatku nieprawidłowych kijów. Używają oni składanych kijów trekingowych, zaś w naszych kijach o stałej długości mamy rękojeść, którą jeśli puszczamy, to kij wraca później do dłoni i tak idąc, łapiemy – puszczamy, łapiemy – puszczamy. Bardzo ważny jest też dobór prawidłowych kijów do wzrostu – uczula Krzysztof Człapski. – Nordic walking opieramy opieramy na naturalnych chodzie, czyli ruch wychodzi z ramienia i te kije mają nam tylko pomagać, a nie przeszkadzać. Kiedy wbijamy kij w podłoże, to mamy tym samym odciążyć stawy. Przy jednym kroku odciążamy około pięciu kilogramów masy ciała, co przez godzinę daje nam ponad dwadzieścia ton odciążonej masy. Czyli mięśnie i ścięgna pracują, a stawy są odciążone – mniej więcej tak, jak na basenie. Natomiast u nas nie potrzeba basenu, tylko bierzemy kije i w trakcie chodzenia wzmacniamy górne partie ciała oraz mięśnie.

O ile przy jeździe na rowerze pracuje ich około czterdziestu procent, zaś u biegaczy o połowę więcej, prawidłowy chód z kijkami angażuje ponoć nawet dziewięćdziesiąt procent mięśni ciała. Podczas pandemii warto też podkreślić fakt, że pod okiem mistrza nordic walking da się uprawiać bez ryzyka kontaktu z koronawirusem. W okolicach DPD Areny miejsca do trenowania wystarczy dla każdego. – Nie mamy ograniczeń, bo trenujemy na sporej przestrzeni i może nas być tutaj dużo. Zachowujemy oczywiście wymagany dystans. Jak ja to mówię, „na odległość kija nie podchodź”. Dzięki temu trzymamy się od siebie z daleka – śmieje się mistrz nordic walkingu. Trzymając zarazem świetną formę. Taką, z którą można w życiu zajść o wiele dalej.

Poprzedni artykułPrzecz-szkole życia
Następny artykułZawirusowana komunikacja
Waldek Siwczyński
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.