Dotychczas dyrektorzy gminnych szkół czy przedszkoli najczęściej kontaktowali się ze swymi samorządowymi zwierzchnikami lub z kuratorium oświaty. Teraz, w dobie pandemii, „gorącą linię” miewają głównie z inspekcją sanitarną. Kłopot w tym, że z dnia na dzień coraz bardziej przeciążone są i kanały komunikacji, i wyznaczeni do jej prowadzenia ludzie. A kiedy sytuacja – tak jak w Legionowie – zaczyna się robić naprawdę chora, niektórym po prostu puszczają nerwy…

W teorii wszystko powinno grać: jest rząd, są zaordynowane przezeń procedury – nic, tylko skrupulatnie je realizować. Praktyka, o czym politykom nagminnie zdarza się zapominać, chadza jednak własnymi ścieżkami. Co w przypadku zagrożenia w rodzaju koronawirusa czyni je wyjątkowo niebezpiecznymi. Cóż zatem owa praktyka pokazuje w Legionowie i powiecie? Ano to, że zawaleni robotą pracownicy sanepidu jadą już na rezerwie i nie chcąc wywiesić pewnego dnia białej flagi, wyciągają ręce po pomoc. W odniesieniu do placówek oświatowych przybrało to formę pisma wysłanego w związku ze wzrostem wyników pozytywnych badań w kierunku COVID-19 wśród mieszkańców powiatu legionowskiego. Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna poinstruowała w nim, jakie działania winni podejąć dyrektorzy szkół i przedszkoli w razie wystąpienia zakażenia, „aby usprawnić i przyśpieszyć przerwanie łańcucha szerzenia się choroby zakaźnej”.

„Po otrzymaniu informacji o zakażeniu ucznia bądź pracownika szkoły lub przedszkola dyrektor w pierwszej kolejności kieruje maila do PSSE w Legionowie, w którym przekazuje informacje o wystąpieniu zakażenia (…). Następną informacją, jaką należy przekazać, są listy osób z kontaktu. W pierwszej kolejności nauczyciele, którzy mieli kontakt z pracownikiem bądź uczniem zakażonym. W drugiej kolejności dzieci członkowie klasy/grupy ucznia zakażonego, a w przypadku pracownika dzieci, które miały bliski kontakt. Czas, jaki należy wziąć pod uwagę, to maksymalnie 7 dni wstecz od dnia badania osoby zakażonej”. Co więcej, „na listach uczniów mających kontakt z zakażonym nauczycielem w czasie lekcji, prosimy o wskazanie uczniów siedzących w pierwszych ławkach”.

Informując o przeciążeniu pracą, PSSE zawiadamia, że jakkolwiek kontakty z oświatą są dlań priorytetowe, wydawanie opinii dla szkół czy przedszkoli w godzinach ich pracy jest praktycznie niemożliwe. Mogą zatem dotrzeć wieczorem lub w trakcie weekendu. Sorry, taki mamy klimat. „Może być również taka sytuacja, że Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Legionowie zwróci się z prośbą o przekazanie za pośrednictwem dziennika elektronicznego informacji dla rodziców”. Przewidując trudności w dodzwonieniu się do sanepidu, instytucja radzi skorzystanie z adresu mailowego. Obiecując, że w razie konieczności jej pracownik do dyrektora placówki oświatowej oddzwoni. „Dopiero w następnej kolejności wskazane jest przesłanie ewentualnego wniosku o zawieszenie zajęć lekcyjnych i przejście na tryb zdalny nauczania. Opinia zostanie wyrażona dopiero po rozpoznaniu sprawy i w pierwszej kolejności po przeprowadzeniu wywiadów epidemiologicznych z nauczycielami.

Prawda, że proste? Lecz niestety nie w tzw. realu. O tym, jak on na co dzień (a często też po nocach) wygląda, napisał, a właściwie wykrzyczał przed kilkoma dniami na Facebooku Mariusz Borkowski, dyr. Szkoły Podstawowej nr 7 w Legionowie. Nie w proteście przeciwko działaniom przywalonej zadaniami inspekcji sanitarnej, lecz rządowym decydentom, którym nie chce się sprawdzić, jak działa stanowione przez nich prawo. Z uwagi na treść i charakter dyrektorskiego wpisu, warto przytoczyć go w całości.

Staram się nie wypowiadać publicznie na tematy związane z pomysłami naszych rządzących ws. funkcjonowania systemu oświaty w tych trudnych warunkach epidemii. Ale …no właśnie… ale…chyba rzeczywiście trzeba zacząć się wypowiadać, nieustannie wyrażać swoje zdanie, nawet pomimo faktu że „rządzący” (choć to stwierdzenie na wyrost) będę mieli je w głębokim poważaniu. Dlaczego? A dlatego, że nie da się długo iść drogą nieprzemyślanych i nie skonsultowanych ze środowiskiem oświatowym decyzji Ministra Edukacji Narodowej i Premiera. To zwyczajnie szkodzi zdrowiu:)

Panie Ministrze Piontkowski, zapraszam Pana z całego serca do placówki którą kieruje w celu „przetestowania” wymyślonego przez Pana prawa w zakresie funkcjonowania szkół i przedszkoli w tych niewątpliwie trudnych czasach epidemii. Placówka nie jest z pewnością największą w kraju, nie ma się Pan czego obawiać…Liczymy tylko 59 oddziałów ( 1300 dzieci), no dobrze jesteśmy jedną z większych placówek w regionie. W skład Zespołu wchodzi szkoła podstawowa i przedszkole. Ale co to dla tak doświadczonego ministra i przede wszystkim nauczyciela.

Panie Ministrze jest sobota 17 października 2020 – około godziny 11.00 dostaje informację o pozytywnym wyniku u dwóch nauczycieli w przedszkolu. Cóż robię? Ano sobota czy nie, to wdrażam procedurę współpracy z sanepidem. Nie wiem czy Pan wie co to oznacza, więc króciutko wytłumaczę – przeprowadzam wywiad epidemiologiczny, oczywiście wstępny, choć nie wiem czy on się różni od właściwego. Przygotowuję listę osób, które w konkretnych dniach mogły mieć kontakt z osobą pozytywną, w między czasie kontaktuję się z Organem Prowadzącym (tu ukłony do mojej Pani Naczelnik, która tak jak ja pracuje 24h/dobę), informuję rodziców o zaistniałej sytuacji, przekazuję, że sanepid będzie się kontaktował z rodzicami dzieci, których dotyczy sytuacja, zbieram zrozumiałe „pomyje”od rodziców, bo przecież znaczna część z nich pracuje zawodowo, żeby Pana „rząd” mógł mieć środki na pospolite rozdawnictwo. I czekam… sobota godzina 14.00 czekam… sobota godzina 16.00 czekam, sobota godzina 18.00 czekam, sobota godzina 20.00 czekam, bo przecież muszę coś rodzicom napisać , ustalić organizację pracy przedszkola od poniedziałku, więc czekam. Uff godzina 21.14 – patrzę na swoją prywatną komórkę,( tak tak nie wszyscy mają służbowe komórki i diety) dzwoni i to nawet sanepid. Jakaż radość w mym sercu zapanowała ogromna Panie Ministrze, wreszcie czegoś się dowiem. Odbieram… i..??? I słyszę prośbę, aby poinformować rodziców z grup których dotyczy pozytywny wynik u nauczycieli, że są na kwarantannie od 19.10.2020 do 22.10.2020 ( lub 23.10.2020- tego jeszcze nie wiadomo), gdyż sanepid nie zdąży wszystkich „obdzwonić”. I żeby byłą jasność Panie Ministrze, wcale nie mam pretensji do miłych Pań z sanepidu, wręcz jestem wdzięczny, że w odróżnieniu od moich znajomych koleżanek i kolegów dyrektorów ja mam kontakt z tą miłą instytucją, a oni często tego zaszczytu nie mają. Pewnie Pan nie pomyślał, że PSSE będą niewydolne z uwagi na brak zwiększenia kadry do obsługi takich „molochów” jak ten którym ja kieruję. No nic…. wracając do tematu, oczywiście na prośbę sanepidu wysyłam informację do rodziców o przymusowej kwarantannie i informuję, że sanepid będzie sukcesywnie dzwonił do zainteresowanych. Tylko wie Pan jaki jest problem, że nadal nie mam odpowiedzi na swój wniosek w sprawie zawieszenia pracy przedszkola? Nadal nie wiem, jak organizować pracę od poniedziałku, bo sanepid jeszcze nie zadzwonił do nauczycieli, którzy mogli mieć (może nie znaczący) kontakt z osobami pozytywnymi…. I nadal nie wiem czy będą objęci kwarantanną… i nadal nie wiem kogo w poniedziałek mam w pracy a kogo nie. No nic… pełen optymizmu myślę sobie, że w końcu jutro niedziela…

Panie Ministrze, jest niedziela 18.10.2020 r. godzina 8.00…9.00….10.00…11.00 nic . Nadal nic nie wiem. Wreszcie godzina 12.31 – dostaje informację o kolejnym pozytywnym wyniku- tym razem u ucznia szkoły podstawowej klasa „7”… i cóż robię Panie Ministrze? Ano wdrażam kolejną procedurę, kontaktuję się z sanepidem, organem prowadzącym, przeprowadzam wywiad jak wyżej, informuję rodziców i nauczycieli, zbieram listy uczniów i nauczycieli, którzy potencjalnie mogli mieć kontakt z dzieckiem pozytywnym (mimo środków ochrony, bo szkoła ogromna). Wysyłam do sanepidu i co robię czekam….. Tak Panie Ministrze, ja nadal czekam…Czekam na odpowiedź na wczorajszy wniosek jak i na dzisiejszy… pełen optymizmu, atrakcyjnie spędzając niedzielę…czekam. Uwaga Panie ministrze, jest godzina 14.05 – odbieram telefon. Nie , nie, Panie Ministrze, to nie sanepid. To kolejny przypadek pozytywnego wyniku u ucznia, tym razem w oddziale „6”, no i już chyba wie Pan, co będę zaraz robił? Wie Pan? Tak Panie Ministrze ! wdrażam procedurę ….. która oczywiście chwile trwa, jak Pan wypróbuje to się Pan przekona, Pewnie Panu zajęłoby to dłużej, ale proszę się nie martwić, jak Pan tyle razy co ja przejdzie całość to będzie Pan mistrzem. I co dalej? Czekam…bo przecież bez opinii sanepidu ani rusz, choć i działacze np. Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty czy ZNP Panu tłumaczyli, co należy zmienić. Wiem ZNP Pan chyba średnio lubi, to może jakiś pierwszy lepszy artykuł z portalu internetowego, np Oko Press?

Ale cóż, kosztem życia rodzinnego działam kolejny wolny dzień i oczywiście…czekam…Wiem, wiem, Panie Ministrze, mój zawód to powołanie, dlatego cierpliwie czekam. Zresztą gdybym nie czekał pewnie powiedziałby Pan że jestem nieudolny …znam Pana „mądrości” niemalże na pamięć. Panie ministrze , uwaga, godzina 16.00 dziennik elektroniczny librus oraz iprzedszkole rozgrzane do czerwoności więc co robię? No już nie czekam… dzwonie do sanepidu…ponaglam…tłumaczę, że muszę już wiedzieć jak organizować prace dwóch jednostek od poniedziałku (jutra), rodzice muszą wiedzieć co dalej. Słyszę, że badają….no z jednej strony rozumiem, bo jednostek w powiecie jest wiele, ale z drugiej strony co mnie to obchodzi, że Pan nie pomyślał wdrażając taką procedurę. No ok., może coś optymistycznego – po chwili telefon. Uwaga! Mam telefoniczną zgodę na zawieszenie pracy 4 (z 10) grup przedszkolnych oraz wszystkich oddziałów (31) klas 4-8 w SP. I wie Pan co? To jeszcze nie koniec, teraz wreszcie przygotowuję organizację (dzięki Bogu mam wicedyrektorów), piszę do rodziców z konkretami, bo przecież sam nie mogłem podjąć odpowiednich decyzji, bo przecież Pan nie ufa ani nauczycielom, ani dyrektorom. Ale, że nie szanuje Pan też rodziców, którzy również ponoszą konsekwencję Pana pomysłów to się dziwię. W końcu są wśród nich pewnie i Pana wyborcy. Eh, chyba szkoda gadać…

Wie Pan co? Jak zawsze nauczyciele i dyrektorzy stanęli na wysokości zadania, bynajmniej nie zrobili i nie robią tego każdego dnia dla Pana, lecz dla swoich uczniów i ich rodziców. Pewnie Pan nie wie, ale każdy ma prawo do strachu, nauczyciel również, ale pomimo tego staje w gotowości do pracy na pierwszej linii ognia, bo właśnie ma powołanie i empatię której Panu i nie tylko Panu w tym „rządzie” brakuje. Nauczyciel senior też jest gotowy do pracy, pomimo braku wyznaczonych godzin dla seniorów w szkołach, bo chyba powiedział ktoś Panu, że młodzi nauczyciele już nie garną się do tego zawodu? Prawda?

To tylko mały skrawek codziennych obowiązków dyrektora. Takich absurdów związanych z życiem szkoły wymyślonych przez Pana lub Pana „rząd” jest wiele… życzę Panu, aby doświadczył je Pan w praktyce. Jest niedziela 18.10.2020 godzina 17.54, idę coś zjeść. Proszę wybaczyć, ale pismo i tabelkę ws. zawieszenia zajęć i wprowadzenia edukacji zdalnej dla Kuratorium oraz tabelkę w Systemie Informacji Oświatowej wyślę jutro, bo przez noc może jeszcze się duuuużo zmienić. AAAA …jutro powołanie nowego ministra….. dlaczego nie spodziewam się mądrzejszych decyzji? Bo wasz „rząd” nie rozmawia z tymi którzy mają wiedzę i doświadczenie. Nie liczę na przełom. Ale dla uczniów, nauczycieli i rodziców, będę działał dalej.

Poprzedni artykułNapad na ulicy
Następny artykułPolish pan słowiańszczyzny!
Waldek Siwczyński
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 49-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.