Na swym niedawnym posiedzeniu rada nadzorcza legionowskiej SMLW postanowiła czasowo obniżyć o 80 gr obecną stawkę odpisu na fundusz remontowy. Powodów tej dla wielu mieszkańców być może zaskakującej decyzji znalazło się kilka. Mają one jednak pewien wspólny mianownik – koronawirusa.

Pomysł zarządu SMLW jego szef tłumaczy następująco: – Jak przeanalizowaliśmy naliczenia z tego tytułu i nasze zamiary, to bardzo wielu robót nie moglibyśmy wykonać. Albo realizować je z dużym utrudnieniem. W szczególności te wymagające wejścia do lokalu i wykonywania w nim jakichś zabiegów. Przeglądy techniczne – na przykład kominiarskie i gazowe, które mamy obowiązek robić raz w roku, też musieliśmy zawiesić, bo bardzo wielu mieszkańców nie wpuszczało do środka konserwatorów. A nawet jak wpuszczali, to często nie zgadzali się na podpisanie protokołu, bo nie chcieli niczego dotknąć. Dlatego w związku z tym, że procesy wykonawcze by nam się przedłużyły, lepiej było obniżyć stawkę – uważa Szymon Rosiak, prezes SMLW w Legionowie.

Niższy odpis na fundusz remontowy będzie obowiązywał do końca października br. Od listopada nastąpi powrót do poprzedniej stawki. Wszystko po to, aby w przyszłym roku spółdzielnia mogła nie tylko realizować zaplanowane konserwacje i remonty, lecz także nadrobić powstałe teraz zaległości. Licząc wszystkie wydatki, zarząd SMLW liczy też na to, że mimo okresowo niższych stawek wystarczy pieniędzy na konieczne modernizacje. Ale dużo zależy od tego, w jakim stanie obudzi się rynek po przejściu epidemii. – Plany remontowe na rok przyszły, które ustalamy z administracjami i z radami osiedlowymi, postaramy się tak skonstruować, żeby ich wykonanie nie przekroczyło zgromadzonych przez nas środków. Pojawiły się pierwsze symptomy wskazujące, że być może koszty przeprowadzenia remontów nie wzrosną albo nawet spadną, ale nie wiemy, jak się to zachowa – przyznaje Szymon Rosiak. Na razie, jak zauważa, ceny usług budowlanych nie spadają. – Mało tego, niektóre firmy zawieszają działalność, a po to, by podpisać kontrakt, żądają zaliczki. Mamy na przykład osiedle, gdzie w 40 proc. są zmodernizowane dachy, a firma zadeklarowała uruchomienie produkcji dopiero na początku maja. Przy czym jeszcze nie wiemy, którzy jesteśmy w kolejce. A nie da się jej zastąpić, ponieważ pierwsze budynki zostały zrobione w tej technologii, w tym kolorze i według tego wzoru, więc nie możemy teraz nagle skorzystać z innego źródła. To jest poważny problem.

Mimo to szef SMLW jest dobrej myśli i uważa, że do końca czerwca spółdzielnia powinna się z tą sprawą uporać. Jeśli chodzi o inne działające na jej rzecz firmy, tutaj także zarząd i mieszkańcy mogą pozwolić sobie na umiarkowany optymizm. – Na razie nie mamy problemu z wykonawcami. Z tymi, którzy dla nas pracują, staramy się współpracować na takim poziomie, aby nie musieli likwidować działalności. Bo później powstałby dla nas problem polegający na znalezieniu następnych – mówi prezes Rosiak. Wszystko wskazuje na to, że tego rodzaju zmartwienia jednak legionowską SMLW ominą. W odróżnieniu od mniejszych lub większych remontów, które prędzej czy później ruszą na spółdzielczych osiedlach pełną parą.

Poprzedni artykułPrzedszkola ruszyły, ale…
Następny artykułSeniorzy i kompetencje
Waldek Siwczyński
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 49-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.