Jeśli na sesji rady miasta pojawia się wielu „zwykłych” legionowian, z reguły zwiastuje to emocje. W czerwcu zapewnił je punkt dotyczący uaktualnienia gminnego studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. A konkretnie kilku jego elementów związanych z działalnością ośrodka „Wigor”. Działalnością, w opinii okolicznych mieszkańców, mocno uciążliwą.

Ich obecność na sesji zmusiła radnych do zmiany porządku obrad i szybszego zajęcia się złożonymi do studium uwagami. Te, które ściągnęły ludzi do ratusza, dotyczyły działek przy ul. Jana Kozietulskiego, zajmowanych przez zakład opiekuńczy „Wigor”.

Sąsiadom wadzi on od dawna

– Pamiętam doskonale z poprzednich kadencji rady, jak wpływały skargi i dotyczyły właśnie tego obiektu i działki, która jest zaznaczona, gdzie powinien stać budynek jednorodzinny, gdzie powinna być zabudowa jednorodzinna, gdyż tak to wynika z naszych przepisów i planu miejscowego, natomiast stan jest zgoła odmienny – mówił niezależny radny Leszek Smuniewski. A zastępca prezydenta wyjaśniał: – Rzeczywiście są tam w tej chwili usługi zdrowia i my odzwierciedliliśmy to w planie miejscowym, bo taki był stan faktyczny. (…) Musieliśmy to w planie w 2013 roku uwzględnić i w sposób prosty przenosimy to do planu studium – powiedział Marek Pawlak.

Stoczony podczas sesji bój o przywrócenie dwóm działkom, na których stoi „Wigor”, jednorodzinnego statusu przeciwnicy ośrodka decyzją radnych przegrali. W tej sytuacji wszystkie wysiłki skoncentrowali na obronie trzeciego kawałka gruntu, jaki właścicielka prowadzonej od 17 lat placówki postanowiła w nowym studium „uzdrowić”.

Komu to wyjdzie na zdrowie?

Według Haliny Smolińskiej rozbudowa obiektu nie oznaczałaby dla okolicznych mieszkańców nic złego. Wręcz przeciwnie. – Poza możliwością udzielania świadczeń z zakresu opieki długoterminowej dla mieszkańców, jest również możliwość dania nowych miejsc pracy dla obywateli, dla mieszkańców Legionowa – powiedziała właścicielka. Ten argument przeciwników „Wigoru” nie przekonał. – Jeśli chodzi o działalność i miejsca pracy dla legionowian, nie ma tam żadnych miejsc pracy, bo ludzie są zatrudnieni z dużo dalszych terenów. Druga sprawa, ludzie przebywają tam praktycznie z całego mazowieckiego, a nie tylko z Legionowa. Trzecia sprawa jest taka, że budując taki zakład, trzeba się liczyć z tym, że infrastruktura powinna być odpowiednia i nie może przeszkadzać mieszkańcom – oznajmiła z mównicy jedna kontestujących inwestycję pań.

Nie może i jak stwierdziła szefowa placówki, nie przeszkadza. – W żaden sposób, podkreślam, działalność nie jest uciążliwa. Nie wychodzi poza budynki, nie ma tam żadnej działalności, są to budynki mieszkalne. Na pewno nie jestem skłonna zgodzić się, jako pracodawca, że mój personel medyczny źle pracuje, przez co najbliżsi sąsiedzi mają zakłócany porządek. Jest to nieprawda. Niechęć jest tylko i wyłącznie podyktowana pobudkami osobistymi – oznajmiła właścicielka Niepublicznego Zespołu Zakładów Opieki Zdrowotnej „Wigor”. W sukurs przyszła jej córka jednej z pensjonariuszek. – Ja mam tam matkę. (…) I rzeczywiście mogłabym ją umieścić gdzie indziej, może za takie same, a może za mniejsze lub większe pieniądze. Natomiast moja matka jest tutaj, dlatego że ma świetnych lekarzy, świetne pielęgniarki i świetnych rehabilitantów.

Rada na święty spokój

Na zmianę stanowiska oponentów takie opinie, rzecz jasna, nie wpłynęły. – Wszystko, co powiedziały tu obie panie, to jest kłamstwo – zakomunikował radnym jeden z nich. Sąsiedzi zakładu od lat powtarzają, że obiekt jest za duży w stosunku do działki, na której stoi, i dysponuje zbyt skromnym parkingiem. Ich zdaniem Wigor opiekuje się także większą liczbą pensjonariuszy niż wynika z deklaracji kierownictwa placówki. Ma to – tak samo jak częste wizyty karetek pogotowia oraz… karawanów – bezpośrednio wpływać na obniżenie komfortu życia w okolicznych domach. – Tam jest przekroczona od początku budowy powierzchnia zabudowy. (…) Ci ludzie muszą mieć gdzie spacerować, a prawie cała działka jest zabudowana. (…) To należy bardziej rozpatrywać jako szpital, a nie przychodnię zdrowia. Ludzie nie mają gdzie gdzie spacerować, stąd słyszeliśmy niedawno głosy, że spacerują po ulicy. No a jak wybiegną, to biegają nawet nago po działce. Bo się taka sytuacja zdarzyła!

Kto wie, czy coś równie spektakularnego nie wydarzyłoby się też w trakcie czerwcowej sesji. Na szczęście szef rady twardą ręką temperował emocje dyskutantów. – Bardzo proszę o spokój! Pan tu mówił o pieniaczach, a pan jest największym pieniaczem, bo pan krzyczy najgłośniej – apelował Janusz Klejment. W tych okolicznościach kluczowe były jednak nie decybele, lecz mandaty. Podczas głosowania 19 radnych odrzuciło wniosek właścicielki Wigoru dotyczący zmiany przeznaczenia działki. Żaden nie był przeciw, a czterech wstrzymało się od głosu.

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułWraków coraz mniej
Następny artykułTragiczny wypadek na DW631. Nie żyją 3 osoby
Waldek Siwczyński
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 45-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here