Włodzimierz Nahorny, fot. Matylda Durka-Wróbel

Pielęgnując tradycję legionowskich edycji słynnej „dźemborki”, Miejski Ośrodek Kultury pokusił się swego czasu o jej kontynuację. Już pod nieco inną, acz zbliżoną nazwą: Mazowiecki Jazz Jam. Legionowo. Od piątku do niedzieli w sali widowiskowej ratusza, podczas kolejnej odsłony tej imprezy, owego „dżemu” można było do woli próbować.

Janusz Szrom z zespołem, fot. Matylda Durka-Wróbel

W smaku, jak zapewniał szef MOK-u, znów miała być ona wyborna. – Edycja jak zwykle ciekawa, bo… siódma. A siódemka niesie ze sobą pewną magię. Ten festiwal będzie wyjątkowy. Po latach zagra na nim między innymi Krzysztof Ścierański. On w tym roku obchodzi kilka jubileuszy. Dość wspomnieć, że pierwszy dzień zbliżającego się festiwalu Jazz Jamboree będzie jakby dniem Ścierańskiego. A dzisiaj Krzysio, specjalnie dla nas, zagra tu piękny koncert – mówił tuż przed startem imprezy Zenon Durka, dyr. Miejskiego Ośrodka Kultury w Legionowie. Co prawda z przyczyn losowych Krzysztof Ścierański nie wystąpił z legendarnym zespołem Laboratorium, ale godnie to publiczności zrekompensował. Jako wirtuoz basu, lecz także utalentowany gitarzysta. Występ ze swoim skrzykniętym w trybie awaryjnym bandem mieszkający w Legionowie muzyk ubarwił zabawnymi anegdotami z życia osobistego i zawodowego. Krótko mówiąc, dał jazzu!

Krzysztof Ścierański z synem, fot. Matylda Durka-Wróbel

W piątek, na pierwszym festiwalowym koncercie, wspomagany przez pianistę i sekcję rytmiczną, wystąpił również wokalista Janusz Szrom. – On wygrywał osiem razy z rzędu plebiscyt „Jazz Forum” na najlepszego wokalistę jazzowego. To absolwent Akademii Muzycznej w Katowicach, z doktoratem, z habilitacją. Świetnie śpiewający pedagog muzyczny, no i fajny facet, dobry człowiek – zapewniał dyr. Durka. Dobry też legionowskim słuchaczom przywiózł repertuar. W całości oparty o piosenki wykonywane ongiś przez Andrzeja Zauchę. – Tak mi jakoś ten artysta przypadł, nie tyle do gustu, co do serca. A po latach sięgnąłem do jego twórczości i zebrałem ją w trzytomowym, złożonym z 240 utworów śpiewniku. I to jest właściwie powód naszego dzisiejszego spotkania – mówił ze sceny Janusz Szrom. Poza otwierającym koncert szlagierem „Georgia on my mind”, przypomniał on największe przeboje byłego wokalisty grupy Dżamble. Na czele z tak lubianymi i popularnymi piosenkami, jak „Byłaś serca biciem” oraz „Wymyśliłem Ciebie”.

Mariusz Bogdanowicz, fot. Matylda Durka-Wróbel

W swój drugi dzień Mazowiecki Jazz Jam także wszedł z przytupem – od koncertu trio dowodzonego przez Włodzimierza Nahornego. Słynny pianista, saksofonista i kompozytor, mimo osiemdziesiątki na karku, nie zawiódł oczekiwań publiczności. Wspierany przez kontrabasistę Mariusza Bogdanowicza i grającego na perkusji Piotra Biskupskiego, lider zespołu odmalował słuchaczom ciepły, pastelowy obraz jazzu. Zawierający również instrumentalne wersje piosenek stworzonych przez niego dla innych artystów. Wspomniany już Mariusz Bogdanowicz miał w sobotę najwięcej pracy, bo tuż po występie z mistrzem wszedł na scenę z własnym kwintetem. I również odwalił kawał dobrej muzycznej roboty. A na finał tegorocznej edycji festiwalu wystąpił młody, śpiewający a capella zespół 5/6.

Już tradycyjnie podczas legionowskiej imprezy można było zaopatrzyć się w płyty oraz wydawnictwa o tematyce jazzowej. Towarzyszyła jej też wystawa plastyczna. Tym razem obrazów Roberta Kukli, zatytułowana, jakżeby inaczej, „Muzycy”. – Jej trzon stanowią wizerunki muzyków jazzowych, bo jest to mój ulubiony gatunek muzyczny. Przy malowaniu słucham właśnie jazzu. Są to portrety wykonane rozmaitymi technikami, na różnych materiałach, takich jak tektura czy plecionka, pokrywanych wielokrotnie farbą, a później przecieranych. Tak to wygląda od strony technicznej – tłumaczył artysta.

Co się zaś tyczy festiwalu i jego strony finansowej, przyszłość Mazowieckiego Jazz Jamu wydaje się – przynajmniej na razie – niezagrożona. – Piękne jest to, że mamy cały czas ludzi dobrej woli, władze miasta Legionowo, które pomagają nam finansowo, ale i Samorząd Województwa Mazowieckiego, władze powiatu, czy też legionowskie Przedsiębiorstwo Wodociągowo-Kanalizacyjne. Pojawiają się też prywatni sponsorzy. Gdyby nie oni wszyscy, to by się to nie odbyło – mówi Zenon Durka. A jeśli nawet, przepustką na koncerty stałyby się zapewne bilety. Póki co są jednak nimi, rozchodzące się zresztą w mgnieniu oka, darmowe wejściówki. I tak, wedle dyrektora Durki, ma pozostać. Kto jak kto, ale publiczność z pewnością chętnie takim deklaracjom przyklaśnie.

Poprzedni artykułDom ocalony
Następny artykułNietrzeźwy i z zakazem
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 51-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.