Nienażarty o zdrowiu

0
262

Skoro wedle statystyk żyjemy coraz dłużej, pora odrzucić dręczące nasz markotny naród przekonanie, że starość unika chadzania pod rękę z radością. Precz z pokutą za cud narodzin! Pomijając wydawane przez los zwolnienia z marszczenia się u boku sióstr Apopleksji i Demencji Parkinson lub kuzyna Alzheimera, wielu z nas osobiście ich pozna. Pytanie tylko, czy to konieczne? Zdaniem orędowników pojednania z matką naturą, nie. Rzecz w tym, że ich recepty na zdrowy żywot często się wykluczają. I weź tu, szary człeku, zrealizuj choćby tę jedną, jedyną!

Bodaj w dwóch kwestiach znachorzy są z natury zgodni: po pierwsze, większość chorób to efekt podtruwania mas dostarczaną im przetworzoną paszą, po drugie, za zły stan zdrowia pacjentów odpowiadają głównie… lekarze. A właściwie wciskające im towar i wymiernie za to wdzięczne koncerny farmaceutyczne. Gdybym w przypływie demaskatorskiego szału zechciał, przytaczając dane i statystyki, owe tezy uzasadniać, zabrakłoby w „Miejscowej” miejsca. Inna sprawa, że bankowo ktoś mój chory zapał postarałby się, ordynując gazetce miejscowe znieczulenie, szybko powstrzymać. Tak na wszelki wypadek. Każdemu z nas pozostaje więc jeno w pojedynkę toczyć pojedynek z po(d)stępem cywilizacyjnym.

A bój zapowiada się totalny, na każdym froncie egzystencji. Trudno dociec, kto to wymyślił – jeśli boss Adama i Ewci, pewnie zemścił się za zwinięte jabłko – ale tak już w życiu jest, że wszystko, co pyszne, wychodzi nam nie tylko tradycyjnie – tyłem, lecz głównie bokiem. No może poza w(y)stępnymi grami, które w swej nienapoczętej formie stanowią pożywną dla orgazmizmu orgię smaków. Chcąc zatem uniknąć kontaktów z lekotwórczą mafią i medyczną ignorancją, należy odrzucić prawie całe menu, jakim dotąd karmiło się ciało i umysł. Za wyjątkiem owoców, warzyw oraz konsumpcyjnej zasady nr 1, że więcej wcale nie znaczy lepiej. Dla wielu będzie to rewolucja, być może okupiona głodem, a na dokładkę rodzinnym i towarzyskim ostracyzmem. Bo co to dla babci za wnusio, który przestał wciągać jej popisowe kotleciki? A kysz, jarska zjawo! Ale choć kłopoty z nową dietą można mieć nie na żarty, wycofać się trochę głupio. Zwłaszcza (z) rakiem.

Poprzedni artykułWtyczka do ekologii
Następny artykułPrzez las po puchar
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 52-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.