Załatwianie na polanie

0
137

Przeciętny konsument medialnego kleiku dezinformacyjnego wierzy w to, co widzi i słyszy. Niezbyt nad tym dumając, przyjmuje że kluczowe polityczne decyzje zapadają w trakcie serwowanych mu na podwieczorek obrazków ze zjazdów, plenów, spotkań i innych form obcowania ludzi władzy. Utwierdzają go w tym przekonaniu ich uśmiechy, uściski dłoni i buńczuczne zapowiedzi, czego to oni wkrótce (nie) dokonają. Prawda jest inna. Dzień w dzień oglądamy jeno medialne dobranocki, mające za zadanie uśpić czujność wichrzycieli i elementów wywrotowych wątpiących w kompetencje ich panów. Realna polityka za rozgłosem nie przepada. Jej uprawianie – podobnie jak to się ma z seksem za pieniądze – bywa bowiem przyjemnością perwersyjną, lubieżną, dwuznaczną moralnie, stymulowaną płynnymi afrodyzjakami, pozwalającymi stanąć na wysokości zadania. Innymi słowy, się dogadać.

A tak, cytując jankesów, baj de łej – jak myślicie, kto więcej załatwił u Amerykanów: „Kwach” pomykający z Bushem wózkiem golfowym i kadzący mu w jego rodzimym języku czy późniejszy z naszych władców, pozwalający, aby w prezydencką intymność bez pardonu wdzierał się tłumacz? Odpowiedź narzuca się sama. Później, na konferencjach prasowych, liderzy rządów powtarzają jedynie to, co uzgodnili w tzw. kuluarach. To samo dzieje się zresztą i na niższych szczeblach. Sesje gminnych czy powiatowych radnych stanowią tylko widowiskowe zwieńczenie wcześniejszych targów, odbywanych z reguły na komisjach lub w cztery oczy. Widowiskowe, bo tam można zabłysnąć, pozwolić się wyszaleć własnemu ego, poczuć zmysłowy dotyk władzy. Dać głos i głosować.

Kiedy więc Legionowu czy powiatowi będzie czegoś potrzeba, inwestycyjne lobbowanie sugeruję przenieść poza urzędowe salony. Lepiej wziąć decydentów do knajpy, uwolnić od krępujących krawatów, a następnie z flaszką w rękach rzucić im się do gardeł. I nie odpuszczać, póki nie wydadzą ostatniego przed zwałką tchnienia. Prawdopodobieństwo sukcesu jest większe niż 40 procent. Są tego w historii do-wódy.

Poprzedni artykułPomoc ze znakiem zapytania
Następny artykułFajterka jak złoto!
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 51-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here