Gdy przed kilkoma tygodniami wybuchła wywołana przez wojewodę wojenka o nazwę Szkoły Podstawowej nr 8, szybko stało się jasne, że bez walki legionowianie jej nie oddadzą. Tuż po dawnych żołnierzach jednostki własną bitwę w obronie 1 Warszawskiej Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki stoczyli w poprzednią środę rodzice uczniów „ósemki”. I bez wahania dołączyli do stojącej na straży nazwy koalicji.

Zanim jeszcze zaczęli, uczestnicy zebrania znali już stanowisko Rady Osiedla Piaski, która oczekiwaniom Konstantego Radziwiłła powiedziała stanowcze NIE. – Dzisiaj zaś my zwołaliśmy nadzwyczajną radę rodziców, na której będziemy podejmować uchwałę, w której albo zgodzimy się z pismem wojewody w sprawie zmiany imienia szkoły, albo nie zgodzimy się na pozbawienie jej nazwy 1 Warszawskiej Dywizji Piechoty – mówił przed spotkaniem Michał Margis, przewodniczący Rady Rodziców Szkoły Podstawowej nr 8 w Legionowie. Wówczas, przed głosowaniem, stanowisko rady rodziców wydawało się jeszcze trudne do przewidzenia. – Wszystkim nowym rodzicom, którzy są nie są związani ze szkołą i z jej nazwą, jest bez różnicy, czy nadal będzie ona nosiła nazwę 1 dywizji, czy np. koziołka Matołka. A tacy jak ja, absolwenci, których dzieci też chodzą do tej szkoły, podchodzą do sprawy bardziej w duchu tradycji, bo są bardziej związani z tą placówką i z jej nazwą.

To samo można powiedzieć o kościuszkowcach, bo to właśnie oni placówkę na Piaskach ponad trzy dekady wcześniej zbudowali. Zachęcając rodziców do protestu, jeden z poprzednich dowódców dywizji przywołał część opinii IPN, a później ostrzelał ją kontrargumentami. Stwierdził, że nie odnosi się ona do tego, czym w istocie cała dywizja była. – Oczywiście można powiedzieć, że była to dywizja przygotowana przez Stalina do specjalnych zadań, do podpierania się nią na arenie międzynarodowej. I o tym wszyscy wiemy. Ale tego orzełka, flagę polską, kapelana – to wszystko, co było polskie, odkupili bitwą pod Lenino, gdzie zginęło i zostało rannych ponad 25 proc. stanu osobowego dywizji. Odkupili walką nad Wisłą, walką o przyczółek magnuszewski, walką o prawobrzeżną Warszawę, gdzie między innymi właśnie ta dywizja szła na pomoc powstańcom warszawskim – przypomniał gen. bryg. Zenon Poznański ze Stowarzyszenia. Ogólnopolska Rodzina Kościuszkowców. – Kiedyś, na naszej wycieczce na Wał Pomorski, określiłem ją jako „tragiczną dywizję”. Żołnierzy bitnych, Polaków, którzy rwali się do walki, bronili swojego honoru, a jednocześnie ginęli, ginęli i jeszcze raz ginęli. Aż 17 tysięcy ludzi zginęło na jej szlaku bojowym.
Generał Poznański starał się też rozprawić z zarzutem, że u zarania PRL-u żołnierze 1 dywizji byli tzw. utrwalaczami władzy ludowej. Przywołał w tym celu historię niedoszłego starcia kościuszkowców z rodakami, którzy nie chcieli podporządkować się komunistom. – Pułkownik Cynkin potajemnie spotkał się z dowódcą oddziału partyzanckiego Żołnierzy Wyklętych i mówi: „Stary, zabieraj tych swoich ludzi i uciekaj, bo jutro NKWD będzie tutaj miało obławę”. I ten wycofał ludzi, a kiedy NKWD ruszyło, okazało się, że las jest pusty. Po wojnie spotykali się i dziękowali sobie wzajemnie za to, że przyszło im walczyć, chociaż po różnych stronach, o Polskę.

Powoławszy się na opinię legionowskich historyków, o powojenną pamięć kościuszkowców zawalczył też były szef rady rodziców „ósemki”. – Jest nieprawdą, że ta dywizja na ostrzach bagnetów przyniosła do Polski komunizm. Kto wtedy myślał, jaka będzie Polska?! Wszyscy myśleli, żeby była wolna, dla Polaków, i nikt się nie zastanawiał. Na to, że tak się potoczyły losy i że ustanowiono nas w strefie wpływów Związku Radzieckiego, nie mieliśmy wpływu. Natomiast odsądzanie od czci i wiary żołnierzy 1 dywizji jest po prostu zwykłym draństwem – stwierdził Stanisław Kraszewski, b. przewodniczący rady rodziców i rady szkoły na Piaskach. Przypomniał on również, jak mocne więzi od zawsze łączą szkołę, w której uczą się ich dzieci, z legionowskimi kościuszkowcami. – Gdy społeczność uczniowska czy pedagogiczna czegokolwiek potrzebowała, nigdy nie było takiej sytuacji, żeby szefowie dywizji powiedzieli nie. (…) Nie wiem, czy życie dywizji toczyło się przy szkole, czy życie szkoły przy dywizji, bo to była naprawdę symbioza.

A skoro tak, zachęcał przewodniczący rady miasta, trzeba zrobić wszystko, by nazwa szkoły nie została zmieniona. – Mam nadzieję, że państwo podejmiecie jedynie słuszną decyzję i wyrazicie negatywną opinię odnośnie tego oczekiwania czy też raczej wezwania – powiedział Ryszard Brański. Kiedy wreszcie przyszło do głosowania, członkowie rady rodziców jednogłośnie odrzucili żądania mazowieckiego wojewody. I dołączyli tym samym do innych, nie tylko lokalnych podmiotów uznających je za bezzasadne. Na czele ze Stowarzyszeniem Ogólnopolska Rodzina Kościuszkowców, które zainteresowało już sprawą media, bratnie organizacje, przygotowało też ulotki informacyjne oraz tekst protestu.

Krótko mówiąc, rodzice z „ósemki” chcą walczyć i o sugerowanym przez Instytut Pamięci Narodowej dopisaniu do nazwy szkoły słowa „żołnierze’ na razie nie myślą. – Jeżeli wojewoda nas zmusi do zmiany nazwy, to wtedy będziemy rozmawiać, na jakie imię miałaby ona zostać zmieniona. Na razie nie rozmawiamy jednak o zmianie, ale o tym, czy będziemy bronić obecnego imienia szkoły – mówi Michał Margis. Jedno jest pewne: po kilku dniach stanowisko rady rodziców stało się także stanowiskiem rady szkoły. Innymi słowy, jej społeczność po dobroci nazwy „ósemki” nie odda.

Poprzedni artykułDruhowie z kluczykami
Następny artykułPogrom i remis
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 51-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.