Moda na głoda

0
123

Jako egzemplarz z ponad półwiecznym przebiegiem, dobrze pamiętam czasy, gdy nad Wisłą panowali pierwsi sekretarze. Pierwsi, gwoli ścisłości, jeno do władzy, przywilejów i kasy, lecz jako szafarze ludowego dobrobytu – jednostki raczej drugiej i trzeciej kategorii. Oni to właśnie wprowadzili kiedyś do obrotu kartki na obuwie, które za młodu zdarzyło mi się nawet z osobistą matką realizować. Zasady przydziału były proste: jedna para na wiosnę i lato, druga na resztę roku. Sęk w tym, że mimo państwowej hojności porządnych butów wciąż w kraju brakowało, przeto słoty i chłodów naród nie przyjmował zbyt ciepło. A rozwiązanie problemu było takie proste…

Wpadłem na nie, obserwując współczesną m(ł)odzież, z upodobaniem pomykającą przez cały rok w szmaciato-gumowych butkach ze znaczkami trendy marek. Markowych, znaczy. Pod stopami chrzęści lód, a ci zasuwają w trampkach! Zdobionych zresztą często posiniałymi od mrozu łydkami. Tak potężna jest siła mody! Dlatego aż dziw bierze, że w PRL-u nie wpadli na to, by zamiast łatać deficyt zimowego obuwia, lansować łażenie w letnim. Wystarczyło tylko wmówić rodakom jedną rzecz: „Wicie, rozumicie, tak samo noszą się ci z Zachodu”. Wówczas, znając narodowe kompleksy, demolud wszedłby w ten obuwniczy kit jak w masło. Pardon, w margarynę. Tak czy owak, dziś na ulicach widać, że ten manewr był możliwy. Choć, trzeba przyznać, już i ustrój nie ten sam, i zimy.

Spece od reklamy wiedzą, że najbardziej opyla się najpierw wykreować lub podkręcić jakąś potrzebę, a później dostarczyć produkt, który ją zaspokoi. Coś w stylu leku na zespół niespokojnych nóg. Czemu o tym piszę? Bo coś takiego robi właśnie rząd: kreując przy użyciu podwyżek coraz większy popyt na złotówki. Wprawdzie z ich podażą, za sprawą dodruku, też jest nieźle, ale na wszelki wypadek warto byłoby zachęcić obywateli do życiowego survivalu. Drożeje żarcie? Promujemy lecznicze głodówki! Rosną ceny gazu? Radzimy w domach morsować na sucho! Nie stać ludzi na paliwo? Podsuwamy im rowery! I tak dalej, i tak dalej. Tylko z tymi letnimi butami na miejscu premiera nic bym nie zmieniał. Zawsze to przecież lepiej dostać od wyborców kopa z trampka niż z kamasza.

Poprzedni artykułKorzyści prosto z sieci
Następny artykułMaluchy i spółka
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here