Oprócz samej lektury, dla miłośników książek nie ma nic ciekawszego od spotkań z ich autorami. To, które w końcówce listopada zaproponowała Poczytalnia, było pod tym względem strzałem w dziesiątkę. A właściwie, mając na uwadze bohaterów wieczoru, strzałem w samo okienko. Okazją stało się wydanie napisanej z pomocą Dariusza Kurowskiego autobiografii Władysława Żmudy – jednego z ostatnich piłkarzy pamiętnej drużyny Kazimierza Górskiego, który takiej pozycji dotąd na swoim koncie nie miał.

Chociaż trochę to wszystko trwało, w opinii współautora książki, ale i osób, które już ją przeczytały, warto było poczekać. Życiowa opowieść słynnego obrońcy broni się bowiem sama. – Ta książka, co jest ciekawe, zaczęła powstawać w 1996 roku. Później było wiele lat przerwy, które Władek przeznaczył na załatwianie jakichś tam swoich spraw, a ja nie nalegałem, bo uważam, że w człowieku musi być takie wewnętrzne przekonanie i nie można nikogo do niczego zmuszać. A w ubiegłym roku tak ostro przystąpiliśmy do finiszowania, przed tą pandemiczną przerwą mieliśmy zebraną mniej więcej połowę materiału. No i udało się to skończyć, zaś książka ukazała się drukiem, z czego się bardzo cieszę – mówi Dariusz Kurowski, pisarz i dziennikarz sportowy.

Decyzją autorów książka otrzymała tytuł „A ty będziesz piłkarzem”. Jak łatwo się domyślić, to zdanie, które przyszły wybitny polski obrońca usłyszał kiedyś od pewnego starszego boiskowego wyjadacza. O wiele jednak trudniej wpaść na to, w jakich okolicznościach… – Władek, jako młody piłkarz – junior Motoru Lublin, pojechał z drugą drużyna na zgrupowania na Węgry, gdzie byli zabierani najlepsi piłkarze z drużyny juniorów. I był tam też jeden starszy zawodnik, który postanowił zrobił im taki wyjątkowy „chrzest”. Nalewał każdemu po pół szklanki wódki i mówił: „Młody, pić!”. No i następnego dnia ci młodzi nie nadawali się do życia, a Władek jako jedyny wstał z łóżka, po czym poszedł na śniadanie. I ten, który dokonywał tego „chrztu”, powiedział: „Zobacz, oni się nie nadają, a ty będziesz piłkarzem” – opowiada gość Poczytalni.

Te słowa, jak wiadomo, okazały się prorocze. Uczestnicy niedzielnego spotkania mogli dla przypomnienia obejrzeć fragmenty niektórych meczów z udziałem Władysława Żmudy. Skomentowane częściowo przez samego Dariusza Szpakowskiego, który po starej dziennikarskiej znajomości wpadł do Legionowa, aby wesprzeć współautora książki. Inna sprawa, że jej bohater to doskonały, szczery i obdarzony dobrą pamięcią gawędziarz. Co samo w sobie czyni tę pozycję wyjątkowo atrakcyjną. Szczególnie dla kibiców piłki nożnej. – Wystarczy przeczytać na tylnej okładce fragment wstępu, gdzie Władek pisze, że jest to coś między Jamesem Bondem a kapitanem Klossem, z mocnym wątkiem love story. I muszę powiedzieć, że tak jak się czasami mówi „kobiety, wino i śpiew”, to jest to właśnie w tej książce, do tego bez żadnej przenośni i bez żadnej przesady. Powiedziałbym, że to nie jest książka piłkarska czy biografia piłkarza, ale raczej biografia człowieka, który był piłkarzem w niby szarych czasach PRL-u, ale jak okazuje się przy czytaniu tej książki, bardzo kolorowych. I on potrafi to wszystko barwnie opisywać. Muszę powiedzieć, że chłopaki naprawdę świetnie się wtedy bawili – śmieje się Dariusz Kurowski.

Niezłą rozrywkę powinni też mieć czytelnicy książki „A ty będziesz piłkarzem”. Tym starszym ze wzruszenia zakręci się pewnie łezka w oku, młodsi zaś poznają realia polskiego futbolu z czasów, gdy jego gwiazdy nie zarabiały jeszcze milionów. Za to przez miliony rodaków były uwielbiane i noszone na rękach.

Poprzedni artykułZnieważyła policjantów
Następny artykułChłód bezdomności
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.