Rozmowa z Iwoną Anną Górską, pediatrą i członkinią Polskiego Towarzystwa Wakcynologii, na temat celowości przyjmowania szczepionek przeciwko grypie oraz COVID-19, a także wątpliwości związanych z tą formą zabezpieczania się przed tymi groźnymi chorobami.

fot. arch.

Pani doktor, czy rzeczywiście warto przyjąć teraz szczepionki, które mają ochronić nas przed grypą oraz koronawirusem?

Samo szczepienie to najdoskonalszy sposób profilaktyki, bo jest to profilaktyka sensu stricte. Nie ma lepszej formy profilaktyki. Od dziesiątków lat przekonuje nas o tym choćby historia i szczepienia przeciwko chorobom, które w tej chwili są wyeliminowane z życia człowieka, takim jak na przykład ospa prawdziwa, która całkowicie zniknęła z powierzchni ziemi. Więc odpowiedź na pytanie, czy szczepienia są zalecane w jakimkolwiek przypadku, gdy są one dostępne, jest oczywiście twierdząca. Bo przy chorobach zakaźnych przynoszą one ogromny efekt profilaktyczny.

Powinniśmy zatem teraz, jesienią, pomyśleć o przyjęciu obu tych szczepionek?

Mamy szczepienie przeciw grypie i szczepienie przeciw COVID-19 i moim zdaniem, jeżeli jesteśmy osobami, które nie mają bezwzględnych przeciwwskazań do szczepienia, bardzo nierozsądnie jest z nich rezygnować. Uważam, że wszystkie szczepionki, które są na rynku, powinniśmy wykorzystywać, aby zabezpieczyć się przed ciężkimi chorobami zakaźnymi. A trzeba powiedzieć, że w przypadku grypy, jak i COVID-19, zwłaszcza w pewnych grupach wiekowych, to szczególnie pożądane. Po pierwsze po to, aby zabezpieczyć samego siebie przed chorobą lub przynajmniej zmniejszyć objawy i zagrożenie ciężkimi powikłaniami po chorobie, a po drugie, myśląc bardziej społecznie o tym, co człowiek może zrobić dla drugiego człowieka. W ten sposób chronimy bowiem innych: swoich najbliższych, przyjaciół, sąsiadów, czy osoby spotykane na ulicach lub w sklepach. Myślę, że to z naszej strony niebywale szlachetny dar.

A kto nie powinien się szczepić?

W przypadku szczepionek istnieje tylko jedno „ale” – jeżeli są jakieś bezwzględne przeciwwskazania. Jednak zawsze do szczepień kwalifikuje lekarz i zawsze to on pacjenta o nich informuje. Na szczęście jest ich niezwykle mało i znakomita większość społeczeństwa takich przeciwwskazań nie ma.

Wiele osób zastanawia się, czy przyjmowanie obu szczepionek: przeciw grypie i COVID-19, ma sens. No i czy sobie w ten sposób nie zaszkodzą?

Jestem pediatrą i zarazem członkiem Polskiego Towarzystwa Wakcynologii, więc wiem, że u dzieci podaje się szczepionki skojarzone, a nie pojedynczo, bo podawanie kilku szczepionek naraz daje większą odporność na choroby, niż gdybyśmy podawali je pojedynczo. Podawanie szczepionki oznacza wyzwalanie odporności przeciw konkretnej chorobie. Nie ma tak, że jeśli zaszczepimy się przeciw covidowi, to nabywamy odporność przeciw grypie. Szczepienia dają tzw. odporność swoistą, to znaczy przeciw danej chorobie. Nie jest więc tak, że jedna szczepionka chroni przed wszystkimi chorobami. I szczególnie jesienią, kiedy występuje nasilenie zachorowań na grypę i kiedy niestety wzrosła tez liczba zachorowań na koronawirusa, musimy myśleć o obydwu tych chorobach, ale myśleć oddzielnie. Jest w tej chwili rekomendacja, żeby osoby, które chcą się szczepić przeciw grypie i COVID-19, bo jeszcze nie są zaszczepione, robiły to jednoczasowo, w tym samym momencie. W przypadku podawania osobnych szczepionek robi się to natomiast w odstępie minimum dwóch tygodni.

Czyli nie da się, mówiąc potocznie, z tymi szczepionkami przedawkować?

Rodzice mnie często pytają, czy tych szczepionek nie jest za dużo? Wtedy zawsze im mówię: jeśli macie dostęp na przykład do mikroskopu elektronowego, zobaczcie, jakie środowisko nas otacza. Nikt z nas nie zdaje sobie sprawy, czym oddycha, co połyka i z czym ma bezpośredni kontakt. Fakt, że nie chorujemy, wynika tylko z tego, że nasz układ odpornościowy jest już tak „wytrenowany” poprzez kontakt z tymi drobnoustrojami, że reaguje na nie przeciwciałami i nie pozwala im się w organizmie rozwijać. Jeżeli przychodzi jakiś nowy wirus, nowa bakteria, to może nas zaatakować, ponieważ jeszcze nie mamy w pamięci immunologicznej takiej odpowiedzi, która mogłaby tego wirusa zatrzymać. Tak stało się z covidem i tak się dzieje z nowymi, zmieniającymi się wirusami grypy. Dopiero w momencie, kiedy ten nowy wirus nas zaatakuje, zaczynamy na niego reagować. Choroba jest niczym innym, jak naszą odpowiedzią na kontakt z nowym wirusem. Jeśli w naszym układzie odpornościowym mamy to przećwiczone – poprzez kontakt z żywym drobnoustrojem lub dzięki szczepionce – i nasz organizm potrafi zaatakować wirusa, wtedy to robi i zatrzymuje go na wejściu. Nie pozwala mu wchodzić głębiej i tworzyć różnego rodzaju niekorzystnych objawów.

Osobom w jakim wieku szczepienia są najbardziej potrzebne?

Jak wspomniałam, szczepić można się w każdym momencie, zwłaszcza w czasie nasilenia występowania różnych chorób. Mówi się jednak o pewnych grupach wiekowych lub grupach ryzyka większego zachorowania. Są wśród nich dzieci – można je szczepić od szóstego miesiąca życia – w żłobkach, w przedszkolach, bo są one jeszcze w trakcie procesu budowania układu immunologicznego. Kończy się on dopiero w wieku 5-7 lat. Druga grupa to osoby powyżej 60. roku życia, które powolutku zaczynają swoją odporność gubić. Organizm ludzki się starzeje i wszyscy widzimy, jak zmienia się nasza anatomia, jak zmienia się nasza fizjologia. To samo dzieje się w układzie immunologicznym. Więc w tym momencie powinniśmy się zaszczepić. Są teraz rekomendacje dotyczące szczepienia osób powyżej 60. roku życia nową, przygotowywaną co roku szczepionką przeciwgrypową. Właśnie ze względu na to, żeby przypomnieć organizmowi, który powoli „zapomina” to, czego się uczył przez całe życie, jak ma zareagować na kontakt z wirusem.

Czy podobnie należy podejść do trzeciej dawki szczepionki przeciw COVID-19?

Medycyna to bardzo ścisła nauka, opierająca się na obserwacji i badaniach. Jeszcze rok temu bardzo trudno było mówić, czy warto, kiedy warto i co warto. Z biegiem czasu trwania tej epidemii wiemy i będziemy wiedzieli coraz więcej. Choć oczywiście nie wszystko, bo to w medycynie się nie zdarza. Jak dotąd ten proces badawczy, proces obserwacyjny dał naukowcom dane pozwalające twierdzić, że w niektórych grupach wiekowych ta trzecia dawka jest bardzo pożądana. Lekarze i naukowcy z branży medycznej są osobami publicznego zaufania. I tak jak ja ufam swoim nauczycielom, profesorom medycyny, tak ludzie powinni ufać specjalistom, którzy przygotowują się do wydawania rekomendacji i do wspierania społeczeństwa. Nie ma tu żadnych podtekstów sugerowanych przez różne teorie spiskowe, tworzone niestety na podstawie informacji, które nie są oparte na prawdzie, a przede wszystkim na obserwacji i doświadczeniu. Czyli na tym, co w procesie naukowym, w procesie badawczym jest podstawą tworzenia nowych zasad postępowania.

Poprzedni artykułNa plecach po formę
Następny artykułPycha nie popłaca
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.