Parafrazując cytat z kultowego polskiego filmu, jak jest jesień, to muszą być liście. No i oczywiście są, co jednak – kiedy już opadną – nie wszystkim mieszkańcom spółdzielczych osiedli się podoba. Tymczasem praktykowane często usuwanie z terenów zielonych wszystkich liści jest pozbawione sensu. Między innymi dlatego, że taki naturalny dywan to doskonałe środowisko dla żyjących wśród miejskiej zabudowy jeży.

Inaczej niż to było w przypadku odwiedzających legionowskie osiedla dzików, obecność jeży niczemu i nikomu raczej nie zagraża. Wręcz przeciwnie. – To bardzo pożyteczne zwierzęta i objęto je całkowitą ochroną. Mimo to są jednak bardzo zagrożone i nierzadko bez pomocy człowieka nie potrafią same przeżyć jesieni lub zimy. Zwłaszcza w miastach, gdzie coraz częściej żerują. W wielu gminach zdecydowano się pomóc tym małym stworzonkom, tworząc dla nich specjalne strefy do przezimowania, w innych z kolei buduje się dla nich domki. Są też gminy, które wybrały prostszy i bardziej ekologiczny sposób, po prostu zostawiając na trawnikach opadłe z drzew liście – mówi Agnieszka Borkowska, wiceprezes zarządu SMLW w Legionowie.

Tą właśnie drogą zamierza tej jesieni podążyć spółdzielcza administracja, dając przyrodzie większą swobodę w kwestii zachodzących w niej co roku procesów. No i, jako się rzekło, wyciągając pomocną dłoń do sympatycznych, kolczastych zwierzaków. – Chcemy pozostawiać kupki liści w różnych ustronnych miejscach, gdzieś pod krzakami, żeby one mogły tam się zagrzebać. Stąd nasza prośba do mieszkańców o wyrozumiałość. Bo bardzo często mamy telefony, że kilka liści zostało niezgrabionych i robi się z tego wielka afera, ponieważ rzekomo jest bardzo brudno. Poza tym sprzątanie wszystkich liści nie jest też wskazane z przyczyn ekologicznych, gdyż sprzyja wysuszaniu gleby. Tak więc część liści będziemy grabić, ale resztę zamierzamy zostawiać w kupkach dla małych jeżyków.

Jeśli chodzi o osiedlową estetykę, dla większości mieszkańców nie powinno to stanowić problemu. Pozostaje tylko kwestia bezpieczeństwa, bo jeże – chociaż są niezwykle urocze – to jednak dzikie zwierzęta i trzeba ten fakt mieć na uwadze. Przede wszystkim wyprowadzając psa czy wychodząc na spacer z dzieckiem. – Ja wiem, że w liściach jest fajna zabawa, ale w tym przypadku warto wytłumaczyć dziecku, że może tam spać mały jeżyk czy inne zwierzątko. Należy więc tego pilnować. A jeśli ktoś może, to niech włączy się do naszej akcji. Mając przyblokowy ogródek, samemu można przygotować tam miejsce dla takiego małego gościa – zachęca Agnieszka Borkowska.

Nam, ludziom, korona z głowy od tego nie spadnie. A lokalne środowisko bez wątpienia skorzysta. Jesteśmy mu to zresztą winni, bo gdy pomyśleć, ile krzywdy na co dzień wyrządzamy przyrodzie, to aż włos się na głowie… jeży.

Poprzedni artykuł(Ro)zbój w biały dzień
Następny artykułWalczący z kadrami
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.