Po plenerowej przygrywce oldbojów z Vistula River Brass Band szósta edycja festiwalu Mazowiecki Jazz Jam. ruszyła w miniony piątek pełną parą. A wraz z nią na koncerty tłumnie ruszyła też legionowska publiczność, spragniona pięknych dźwięków i bezpośredniego kontaktu z artystami, którzy potrafią je na scenie wykreować.

Zanim jednak w sali widowiskowej ratusza zabrzmiały pierwsze dźwięki, obok niej oficjalnie otwarto wystawę fotografii Lecha Basela. Oczywiście z jazzmanami w rolach głównych. – To są zdjęcia w 95 procentach koncertowe. Ja jestem rejestratorem, a nie człowiekiem, który kreuje jakieś sytuacje. W większości przypadków są to festiwalowe, klubowe, koncertowe zdjęcia – mówi fotografik, używający też ukutego przez siebie terminu „jazzograf”. Fakt, że często te zdjęcia są tak udane, to według autora zasługa tego, że jazz on po prostu kocha. – To się czuje… Należę do tej grupy fotografów, którzy zostają na koncercie do końca, a nie po naszych regulaminowych dwóch, trzech utworach uciekają do holu, wrzucają zdjęcia do laptopa i wysyłają do redakcji. U mnie zawsze muzyka jest na pierwszym miejscu, a fotografowanie jest tylko takim intuicyjnym sposobem zapisu moich emocji, które towarzyszą słuchaniu muzyki – dodaje Lech Basel.

W piątek owych emocji dostarczyła fanom jazzu Ewa Bem, wyjątkowo ciepło przywitana przez nadkomplet publiczności. – Wielka gwiazda, śpiewająca z ogromnym polotem i swobodą, z wielką techniką i wielkim sercem. Miała kilka lat przerwy w śpiewaniu z przyczyn rodzinnych, osobistych; lat trudnych i ciężkich. I nagle postanowiła kolejny raz wrócić na scenę i właśnie w Legionowie zagrać jeden z pierwszych w tym roku koncertów – anonsował jej występ Zenon Durka, dyr. Miejskiego Ośrodka Kultury. Ewie Bem jak zwykle akompaniował doskonały zespół, złożony między innymi z takich legend krajowego jazzu, jak perkusista Czesław „Mały” Bartkowski oraz pianista Andrzej Jagodziński. Na legionowskim festiwalu występujących zresztą nie po raz pierwszy. – To będzie program z płyty, której premiera odbędzie się 12 listopada. Będzie to płyta „Ewa Bem live”. (…) To materiał, który został nagrany w Radio Łódź, w pięknej sali radiowej i z fantastyczną publicznością, tu rzec muszę. Cztery lata, mroczne, ciemne dla mnie lata czekał na to, żeby móc się okazać i przedstawić – powiedziała w trakcie występu wokalistka. Tak więc obok dawnych przebojów Ewy Bem miłośnicy jej głosu mogli też posłuchać tego, co grało jej w duszy wiele lat później. I sądząc po głośnych owacjach, nie byli zawiedzeni.

W sobotę, drugiego dnia długiego jazzowego weekendu, magnesem dla publiczności był występ Jana „Ptaszyna” Wróblewskiego. – Weteran jazzu, grający z każdym wielkim polskim muzykiem, również z Krzysztofem Komedą, którego to nasz festiwal jest imienia. Rok temu nie mógł wystąpić ze względów zdrowotnych, a w tym roku już gra, i to świetnie – zachwalał mistrza dyrektor MOK-u. Tak czy inaczej, słynny muzyk dowcipnie dał fanom do zrozumienia, że z ponad ośmioma krzyżykami na karku dmie się już w saksofon trochę trudniej. – Witam państwa bardzo gorąco i na wstępie od razu chciałbym przeprosić, że będę się z wami komunikował na siedząco. No ale dopóki nie na leżąco, to jeszcze nie jest tak źle… Co prawda, to prawda. Bez względu na przyjętą przez lidera bandu pozycję słuchacze dostali tego wieczoru to, czego oczekiwali.

Tak jak nie zawiedli się w sobotę miłośnicy dobrego jazzu, zadowolony opuszczał też koncert szef organizującego festiwal Miejskiego Ośrodka Kultury. Zadowolony i cięższy o Honorową Odznakę Zasłużony dla Kultury Polskiej, przyznaną mu na wniosek PSJ przez Ministerstwo Kultury i Sztuki. – Polskie Stowarzyszenie Jazzowe stara się uhonorować ludzi, którzy dla polskiej muzyki jazzowej oddają swe serce, poświęcają swój cenny czas i nierzadko całe życie. Mamy to wielkie szczęście – państwo większe niż my – bo jest wśród nas, wśród was w tym mieście taki człowiek: pan Zenon Durka – powiedział przed dekoracją laureata Mariusz Bogdanowicz, prezes Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego.

Jak zatem widać (i słychać), organizacyjny trud bywa czasem doceniany nie tylko przez publiczność. Której to akurat na Mazowieckim Jazz Jamie, zakończonym w niedzielę koncertem O.N.E. Quintet i Marcin Wasilewski Trio, od początku brak powodów do narzekań. – Wystarczy przypomnieć, że grały już u nas takie muzyczne osobowości, jak Leszek Możdżer, Adam Makowicz, Michał Urbaniak, Adam Bałdych czy Wojciech Karolak – wymienia Zenon Durka. Wielkich nazwisk zatem festiwalowi nie brakuje. A dzięki finansowemu wsparciu samorządu województwa, a także urzędu miasta, starostwa czy PWK Legionowo, w kolejnych latach Mazowiecki Jazz Jam. powinien być równie smaczny.

Poprzedni artykułPauza na plus
Następny artykułNowa „Miejscowa na Weekend”!
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.