Młodym mieszkańcom Legionowa potoczna nazwa tego miejsca nic nie mówi. Dla tych starszych jest za to pełna różnych treści. Teraz, dzięki przywróceniu okolicom jeziorka Leśniczówka funkcji rekreacyjnej, jego historia będzie mogła tworzyć się na nowo. Przypominając też o tragicznej, wojennej przeszłości goszczącego je od wieków lasu.

Zanim jednak w niedzielę nastąpiło oficjalne otwarcie nowych obiektów Leśniówki, kilkuset uczestników uroczystości wzięło udział w pierwszym Marszu Pamięci przez Lasy Legionowskie. Dołączył też do nich, wcielając się w rolę historycznego prelegenta, szef resortu obrony narodowej. – W tym miejscu spotykamy się, żeby odsłonić tablicę upamiętniającą naszą historię z okresu drugiej wojny światowej; żeby oddać hołd tym wszystkim, którzy zostali zamordowani tu, w Lasach Legionowskich, przez Niemców. To byli ludzie, którzy padli ofiarą brutalnej okupacji, którzy padli ofiarą niemieckiego terroru. To byli cywile. To byli ludzie zatrzymywani w łapankach, a potem osadzani na Pawiaku, a potem wywożeni właśnie w miejsca takie jak to, w którym się znajdujemy, i tam mordowani. (…) Jesteśmy im winni pamięć, jesteśmy również winni pamięć tym, którzy dziś żyją, dlatego że te wszystkie zdarzenia nie mogą być zatarte. Te wszystkie zdarzenia stanowią o naszej tożsamości – powiedział Mariusz Błaszczak. Zdarzenia także z okresu powstańczego zrywu w stolicy. – Po tych kilku dniach Powstania Warszawskiego w Legionowie to właśnie tu, w leśniczówce, dowódca I Rejonu VII Obwodu AK „Obroża”, pułkownik „Grosz”, sformował oddziały, które następnie w sile batalionu przeprawiły się na drugą stronę Wisły, żeby wspierać powstańców warszawskich. A więc jest to miejsce ważne dla naszej pamięci, jeżeli chodzi o Wojsko Polskie, jeżeli chodzi o polskie siły zbrojne – zaznaczył minister obrony narodowej. – Losy tych bohaterów warto wspominać i pamiętać, bo są dla nas drogowskazem i lekcją, która do dziś jest istotna i ważna, bo mówi o tym, abyśmy pamiętali i wspominali te miejsca, które dziś na nowo odkryliśmy – dodał Jarosław Chodorski, wójt gminy Jabłonna.

Przy każdej z symbolicznych, odnowionych kwater poświęconych ofiarom hitlerowskich egzekucji uczestnicy Marszu Pamięci modlili się i składali kwiaty. A wszystko to przy wzruszającym akompaniamencie wojskowego werbla oraz trąbki. I tak oto, w podniosłym nastroju, cały pochód dotarł nad wabiące ongiś tysiące ludzi jeziorko. Przywołujące też u nich, co zrozumiałe, mnóstwo wspomnień. Również tych niezwiązanych z rekreacją. – Przychodziliśmy tu, właśnie do tych lasów, ze swoimi dziećmi. Ale także próbowaliśmy w nich zbierać grzyby. I muszę wspomnieć o pewnym incydencie. Wracaliśmy z koszykiem grzybów, a tą drogą, którą dziś maszerowaliśmy, szła starsza kobieta. Spojrzała na nas, zatrzymała i zapytała: „Państwo nie z Legionowa?”. Odpowiedzieliśmy: „Tak, my mieszkamy w Legionowie”. Na co ona: „Proszę państwa, my tutaj grzybów nie zbieramy, bo tu jest cmentarz!”. I oczy jej się zaszkliły… – mówił wzruszony Wojciech Jeutte, honorowy prezes ZOPAK „Brzozów”.

Jedno jest pewne: po wojnie jeziorko Leśniczówka stało się ulubionym miejscem wypoczynku mieszkańców Legionowa i okolic. – Począwszy od lat 70. lustro wody w jeziorku zaczęło się dynamicznie obniżać. Spowodowane było to intensywną melioracją oraz osuszaniem terenu pod budowę legionowskich bloków. W drugiej połowie lat 70., staraniem Mazowieckiego Kombinatu Budowlanego, teren wokół jeziorka został uporządkowany. Na brzegach wybudowano drewniane wiaty, ścieżkę zdrowia oraz drewnianą scenę, na której w dni wolne odbywały się występy i potańcówki. Drewniana zabudowa przetrwała do lat 80. W kolejnych dziesięcioleciach jeziorko stopniowo wysychało i zarastało, kurcząc się do obecnych rozmiarów – opowiadał dr inż. Paweł Szymański, nadleśniczy Nadleśnictwa Jabłonna. Do najnowszej historii całego terenu – położonego na dawnych mokradłach, zwanych Chocholim Błotem – nawiązał też prezydent Legionowa. – W latach 70. i 80., młode pokolenie nie uwierzy, nie mieliśmy paszportów w domach, zarabialiśmy kilkanaście dolarów miesięcznie i nawet jak udało nam się zdobyć paszport i wizę, to na Zachodzie czy w świecie na niewiele nas było stać. To miejsce dla wielu mieszkańców Legionowa było superatrakcyjne – tu uczyli się pływać, tu się poznawali. I to miejsce często pojawia się we wspomnieniach i na zdjęciach. Dlatego od wielu lat mieszkańcy Legionowa mieli marzenie, żeby móc tutaj znowu w cywilizowany sposób przebywać, spotykać się i cieszyć pięknem polskiej przyrody.

Jak wielu mieszkańców miało takie marzenie, trudno orzec. Wiadomo za to, który z nich na poważnie wziął się za ich realizację. – Jeżeli czasem myślimy, że jeden człowiek nic nie może, to miejsce i dzisiejsza uroczystość jest żywym, jaskrawym przykładem, że jeden człowiek może dużo. Chcę tutaj wymienić pana Dariusza Grodeckiego, bez którego dzisiaj byśmy się tutaj nie spotkali. To niezwykły mieszkaniec Legionowa, który nie przejmował się tym, że przez kilka ładnych lat władze miasta, władze powiatu i tak dalej spotykały się, uzgadniały coś i nic z tego nie wynikało – mówił prezydent Roman Smogorzewski. Zamiast się przejmować, napędzany osobistym sentymentem do jeziorka Dariusz Grodecki po prostu zaczął działać. – Przyjechałem do Legionowa 43 lata temu. Gdy tu przyszedłem, zobaczyłem całe rodziny, zobaczyłem uśmiechniętych i zadowolonych, rozbawionych, kąpiących się mieszkańców. W tamtych latach stały tutaj trochę inne wiaty, zbudowane przez Mazowiecki Kombinat Budowlany we współpracy z Avioteksem. Zakochałem się w tym miejscu, a kiedy zobaczyłem, że z czasem, kiedy kombinat zaczął upadać i to miejsce również, trzeba było coś z tym zrobić – mówi społecznik.

Na szczęście i w Legionowie, i w Jabłonnie, i w tamtejszym nadleśnictwie ciepło przyjęto pomysł rewitalizacji okolic jeziorka. Obiecując też rozważyć montaż tam kamery monitoringu, która pomogłaby zabezpieczyć trzy nowe wiaty przed dewastacją. – Zaczęliśmy sprzątanie w ubiegłym roku. Chcę bardzo serdecznie podziękować tym wszystkim, którzy byli tutaj ze mną: było stowarzyszenie My Mieszkańcy, była Ochotnicza Straż Pożarna, której członkowie stoją też dziś razem z nami w wartach honorowych, była również radna naszego miasta, pani Małgorzata Luzak, za co też jej serdecznie dziękuję. Wszystkie podpisywane petycje, pomoc merytoryczna – to było bardzo dużo. (…) Ta praca zaczęła się od złożenia jakiegoś dokumentu, ale trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że to jest praca wielu ludzi, przede wszystkim tych, którzy to budowali; tych ekip, które były na miejscu i ustawiały to wszystko. Teraz będzie to służyć całej społeczności Legionowa, Jabłonny i wszystkim tym, którzy będą chcieli tutaj gościć. W przyszłości będziemy też chcieli to miejsce promować – zapowiada Dariusz Grodecki. Na przykład poprzez organizowanie tam wykładów, pikników oraz działań charytatywnych. Planowana jest też rewitalizacja samego oczka wodnego, którego nazwa wprost nawiązuje do postawionej tam w XIX wieku leśniczówki. Chodzi głównie o przycięcie zarastającej akwen trzciny i napowietrzenie znajdującej się w nim wody. – Po to, żeby wróciło tu życie. Nie sztuką jest wziąć koparkę i zrobić dół, ale sztuką jest uratować to, co tu w tej chwili jeszcze żyje.

Póki co, w niedzielę ożył teren przy jeziorku, gdzie setki mieszkańców spędziło czas na wspomnieniach i konsumowaniu żołnierskiej grochówki. Prezydent Legionowa, dla odmiany, wybiegł jednak trochę w przyszłość. – Mam nadzieję, że to jest pierwszy krok i deklaruję, że jeżeli będzie zgoda ze strony właściciela, czyli Nadleśnictwa Jabłonna, to jesteśmy bardzo otwarci, żeby tego typu urządzeń, być może także sportowych, pojawiło się tu więcej. Miasto Legionowo będzie chciało dalej rozwijać ten teren, żeby podobnie jak w latach 70. i 80. stał się wspaniałym, cudownym i magicznym miejscem spotkań – zapowiedział prezydent Smogorzewski. Teraz, po modernizacji, jest na to spora szansa. Wszak historia wiele razy dowiodła, że również w przypadku swoich jasnych stron lubi się powtarzać.

Poprzedni artykułZajęcia nie do wyjęcia
Następny artykułPersona ma grata
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.