Tak jak na początku września do szkół wrócili uczniowie, do legionowskiej Poczytalni wrócił również teatr. Tym razem (choć nie do końca…) teatr jednego aktora. A właściwie aktorki, która na „deskach” bibliotecznej sceny wcieliła się w postać ekscentrycznej malarki i portrecistki z przełomu wieków, Olgi Boznańskiej.

Przyczyna, dla której na wiele miesięcy trzeba było opuścić legionowską kurtynę, jest taka sama, jak w przypadku wielu innych wydarzeń, nie tylko kulturalnych. – Pandemia niestety bardzo mocno pokrzyżowała nam plany. Musieliśmy przez nią odłożyć projekt, który w zasadzie dopięty był już na ostatni guzik. Otrzymaliśmy na niego pieniądze od Marszałka Województwa Mazowieckiego, ale musieliśmy zrezygnować z jego realizacji, bo w reżimie sanitarnym nie było sensu przedstawiać tych wszystkich spektakli, zważywszy na ograniczone wymiary naszej sali, w związku z czym nie spełnilibyśmy warunków, jeśli chodzi o liczebność publiczności – wyjaśnia Jolanta Żebrowska ze Stowarzyszenia Myślących Pozytywnie. Na szczęście wszystko, także teatralna posucha, kiedyś dobiega końca. Symbolem powrotu do scenicznej normalności stało się w Poczytalni wrześniowe przedstawienie zatytułowane „Olga Boznańska. Sceny z życia artystki”. Spektakl wyreżyserowała Blanka Konopka, a w roli Olgi Boznańskiej – jednej z najwybitniejszych malarek okresu Młodej Polski, wystąpiła Małgorzata Trybalska.

Pomijając chwilową obecność męskiego statysty, odtwórczyni roli Olgi Boznańskiej była na scenie całkiem sama. Co dla aktorki czy aktora zawsze stanowi nie lada wyzwanie. – Chyba najtrudniejsze jest skupienie uwagi przez dłuższy czas na sobie. To najtrudniejsze, ale też w sumie… najłatwiejsze, bo samemu kreuje się swoją przestrzeń i dozuje emocje dla widza. Są plusy i minusy występowania w monodramie. Na pewno wymaga doskonałej pamięci, ale jeśli chodzi o kreację i aktorskie spełnienie, to jest super forma – przyznaje Małgorzata Trybalska. Owo artystyczne spełnienie, jak podkreśla aktorka, stało się też udziałem Olgi Boznańskiej, w której to postać kolejny raz miała okazję się wcielić. – Była wielką maniaczką malarstwa, poświęciła mu całe życie osobiste. Czuła w tym ogromną potrzebę spełnienia się też na polu rodzinnym – swoje obrazy traktowała jak dzieci. Niejedna kobieta powiedziałaby pewnie, że była ona niespełnioną kobietą, ale ja nie mam takiego poczucia. Kiedy o niej czytałam i pracowałam nad monodramem, odniosłam wrażenie, że ona spełniała się w swojej pracowni: jako kobieta i jako artystka – dodaje aktorka Teatru Żydowskiego w Warszawie.

Nawet jeśli ktoś nigdy wcześniej o niej nie słyszał, poświęcony Oldze Boznańskiej monodram świetnie przybliżał tę postać – zarówno z perspektywy jej dokonań, jak też towarzyszących im emocji. W tym przypadku spektakl miał nie tylko bawić, lecz przy okazji także uczyć. – Tutaj głównie ukazuję sceny z życia artystki, począwszy od najmłodszych lat twórczych, czyli studiów, aż po ostatni dzień jej trwającego 75 lat życia. To są scenki trochę rodzajowe: pokazujemy pracownię, pokazujemy najważniejsze dzieła sztuki, sytuacje miłosne, przyjacielskie i warunki, w jakich żyła. Krótko mówiąc, taki ogólny obraz życia artystki – mówi odtwórczyni roli słynnej malarki.

Jak wszystkie wcześniejsze, także ostatnia sztuka przedstawiona (wchodzącym za okazaniem wejściówek) bywalcom Poczytalni spotkała się z ich dużym zainteresowaniem. Choć organizatorzy wydarzenia, czyli Miejska Biblioteka Publiczna i Stowarzyszenie Myślących Pozytywnie, liczą, że taka ostatnia to ona w tym roku nie będzie… Nadzieja, jak to się mówi, umiera ostatnia. – Oby ta pandemia poszła sobie już jak najdalej, żebyśmy mogli pracować tak, jak do tej pory. Bo tak jak nasza publiczność, która tutaj bardzo chętnie przychodzi, dobrze wie – teatr to jest nasz konik. W planach mieliśmy jeszcze zaproszenie Agaty Passent i Mariusza Szczygła. Czekamy na odpowiedź, ale czekamy też na to, co będzie się działo: jakie i czy w ogóle nastąpią kolejne obostrzenia. Na pewno będziemy pisać kolejne projekty, dlatego że te spektakle, które nie odbyły się w ubiegłym roku, mają szansę zaistnieć w naszej ofercie ponownie – zapowiada Jolanta Żebrowska.

Znając determinację kulturalnych animatorów z Poczytalni, prędzej czy później tak się zapewne stanie. W końcu już wiele razy dowiedli legionowianom, że sztukę pokazywania dobrych sztuk mają opanowaną do perfekcji.

Poprzedni artykułZnęcał się nad matką
Następny artykułIch love rowerowe
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.