Ich love rowerowe

0
130

Kiedy mowa o tzw. dowodach miłości, wielu z nas – zwłaszcza czytelnicy literatury pełnej sercowych uniesień – kojarzy je z niewieścią czcią złożoną na ołtarzu męskiego pożądania. Po części słusznie. Inna sprawa, że w odróżnieniu od ociekających wzruszeniami książek, w prawdziwym życiu zdarzają się ponoć damy, które z powodzeniem oddzielają uczucia od łoża. O ile mają powodzenie, rzecz jasna. Mniejsza jednak o to. Trzeba bowiem wiedzieć, że dowody miłości oferują też faceci. Gdzie? Wbrew pozorom nie tylko u jubilera czy przy kuchni, zmywając gary, Otóż prawdziwi mężczyźni swe przywiązanie demonstrują również na… ścieżkach rowerowych.

Każdy wie, że gdy nadchodzi weekend, termin „druga połówka” wielu rodakom kojarzy się raczej z perspektywą płynnej okrasy męskiego party, niż widywaną na co dzień tudzież w nocy połowicą. I ani prawdziwemu Polakowi wtedy w głowie jakakolwiek aktywność fizyczna! Co najwyżej w markecie, z którego trzeba przytargać imprezowe sprawunki. Tymczasem, odkładając na bok żywotne potrzeby, panowie dosiadają swych ram, by w ramach relaksującej przejażdżki towarzyszyć własnym paniom. Relaksującej głównie ze względu na tempo, w jakim się odbywa. Gdzie w tym akcie dowód miłości? To proste. Jako zwierz z natury szukający roli lidera, gdy już siedzi na zakręconym rumaku, chłop chciałby depnąć po pedałach i narzucić swoje, raczej żwawe tempo. Lecz z kobietą na rowerowym spacerku to nie przej(e)dzie. Dla niej cały ten wypad jest niczym rozmowa – nie musi do niczego prowadzić. A już na pewno, za wyjątkiem związków pragnących zerwać z praktykami sad(ł)o-mas(ł)o, do zwiększonego spalania kalorii. Pedałują więc sobie niedzielne cyklistki w tempie pędzącego ślimaka, a obstawa, z zaciśniętymi na kierownicy dłońmi, snuje się za nimi, w pokorze znosząc jednośladową dolę. Toć to o niebo wymowniejsze niż zwyczajne „kocham Cię”! No i od razu widać, kto kogo w danym związku prowadzi na łańcuchu.

Poprzedni artykułMonodram jak malowany
Następny artykułDrugi krzyżyk „Kombatanta”
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.