Trzydziesta, kolejna zdalna sesja Rady Powiatu Legionowskiego miała dać odpowiedź na pytanie, jak jej członkowie oceniają ubiegłoroczne dokonania zarządu powiatu. W ostatni poniedziałek czerwca pretekstem do dyskusji samorządowców stał się kolejny raport o stanie powiatu legionowskiego. Dokument ważny, bo poprzedzający głosowanie nad votum zaufania dla jego kierownictwa.

Ponieważ radni wcześniej mogli się z raportem zapoznać, sekretarz powiatu skupił się tylko na omówieniu zasadniczych kwestii. Podkreślił m.in., że liczy on już prawie prawie 120 tysięcy mieszkańców, czyli tyle, ile GUS przewidywał dopiero za pięć lat. Wspomniał też jednak, że coraz więcej z nich nie ma pracy. – Jak wszyscy wiemy, pandemia wpłynęła na liczbę bezrobotnych. Analizując wykres na koniec każdego roku, widzimy, że obecnie mamy prawie 2900 osób pozostających bez pracy. I jest to znaczny wzrost, jeżeli patrzymy na rok 2018 i 2019 – ocenił Paweł Trawkowski. W bardziej optymistycznym duchu mówił on o utworzeniu w starostwie punktu doradczego dla firm chcących skorzystać z tarcz antykryzysowych. – Na chwilę obecną przedsiębiorcy złożyli ponad 14 tysięcy wniosków, a ponad 12 tysięcy było pozytywnych. Tutaj mamy ponad 64 miliony złotych, które zostały przeznaczone na wsparcie przedsiębiorców w powiecie – dodał sekretarz powiatu.

Kto ma więcej

Gdy przewodniczący rady otworzył debatę nad raportem, z uwagi na brak dyskutantów dość szybko musiał ją zamknąć. Dlatego sam pokusił się o krótki komentarz. – Jak widać, powiat legionowski ma się chyba wyjątkowo dobrze, mimo tych przeciwności losu, na które absolutnie nie mieliśmy wpływu – powiedział Leszek Smuniewski. Do dyskusji nad udzieleniem szefom powiatu votum zaufania zachęcać nikogo już nie musiał. Najpierw zabrali głos reprezentanci koalicyjnej większości, wystawiając zarządowi piątkę z plusem. Przedstawiciel PO był mniej łaskawy. O ile pracę starostwa ocenił bardzo wysoko, miał uwagi do działań jego politycznych zwierzchników. – Niestety, przy wielu budżetach zgłaszane też przeze mnie inwestycje w gminie Jabłonna nie są realizowane prawie w ogóle. Jest bardzo duża dysproporcja środków przeznaczanych na gminy. Są gminy – nie chcę tu wskazywać, każdy się orientuje – gdzie wydatkowane są olbrzymie pieniądze w stosunku do takiej gminy, jak Jabłonna, gdzie naprawdę inwestycje leżą – stwierdził Zbigniew Garbaczewski. Wskazał on głównie na te drogowe i edukacyjne.

No i się zaczęło… – Ja mógłbym tutaj wiele powiedzieć, natomiast zadam pytanie: gdzie pan był, panie radny, za poprzednich kadencji? Dlaczego pan nie zgłaszał chęci inwestycji i oczekiwania ma pan wygórowane? Natomiast proszę brać pod uwagę budżet i możliwości starostwa, jak również kwestię związaną ze współpracą z poszczególnymi gminami. (…) Proszę nie oczekiwać od starostwa, że będzie za gminę wykonywało określone działania na terenie gminy. Bo pan rozumiem, że takie oczekiwania ma, a to rozumiem, że panu się chyba myli mandat radnego powiatowego z mandatem radnego gminnego – sugerował Artur Stankiewicz, członek zarządu powiatu. – Nie moją intencją jest atakowanie kogokolwiek. Patrzę tylko na liczby, które pokazują poziom inwestycji. I uważam, że takie wycieczki osobiste nie są dobrze widziane. Ja oczywiście mógłbym wdać się w dyskusję, ale nie będę z panem dyskutował na ten temat – odrzekł radny Garbaczewski.

To oświadczenie politycznego adwersarza członek zarządu uznał za akt kapitulacji. – Jeżeli pan radny na argumenty nie jest w stanie dyskutować i ucieka tutaj od jakiejkolwiek polemiki albo rzuca pewne hasła i nie jest w stanie kontynuować swojej wypowiedzi, to ja rozumiem, że za bardzo tutaj argumentów nie ma. I rozumiem, że przyjął, że tak powiem, to, co do niego skierowałem – powiedział Artur Stankiewicz. Szybko wyszło na jaw, że pan Zbigniew jednak nie przyjął. Co więcej, wskazał na swoich sojuszników. – Nie tylko gmina Jabłonna boryka się z tym problemem. Taka sama sytuacja jest z gminą Wieliszew. Tą kwestię podnosił Mirosław Kado (wiceprzewodniczący rady powiatu – przyp. red.) dwie albo trzy sesje temu. Więc to nie jest tak, że tylko gmina Jabłonna jest niedoinwestowana.

O sporcie i nie tylko

W podobnym tonie wypowiedział się reprezentant stolicy powiatu. Wrzucając przy okazji kamyczek do ogródka jej mieszkańców z drugiej strony politycznej barykady. – Jako radny, którego wybrali mieszkańcy Legionowa, muszę też zwracać uwagę na to, co się dzieje w mojej gminie. A w ubiegłym roku działo się niewiele, jeżeli chodzi o inwestycje i jeżeli chodzi chociażby o wspieranie sportu, do którego rokrocznie nawiązuję. W związku z tym zarówno ja, jak i kolega i koleżanka z klubu, wybrani przez mieszkańców Legionowa, mamy prawo mieć mieszane uczucia, jeżeli chodzi o funkcjonowanie zarządu w roku ubiegłym. Co mnie szczególnie dziwi i martwi, bo dwóch spośród pięciu członków zarządu to mieszkańcy Legionowa – zauważył Michał Kobrzyński. Skoro uderzono w stół, szybko odezwały się również jedne z „nożyc”. – Ja też sobie życzę oczywiście, żebyśmy mieli lepszą przestrzeń dla rozwoju naszego miasta, w kontekście też i Legionowa, bo też jesteśmy z tego okręgu wyborczego – ten mandat zaufania otrzymaliśmy od mieszkańców Legionowa. Na szczęście, i tutaj się cieszę z tej współpracy z kolegami, członkami zarządu, jesteśmy świadomym samorządem. No i też powiedzieliśmy, że na uwarunkowania, które otrzymaliśmy, no nikt się nie spodziewał. Aktualizujemy strategie, planujemy kolejne inicjatywy czy inwestycje, a z pewnych rzeczy musimy chwilowo się wycofać bądź je zawiesić, z wiadomych powodów – tłumaczył Przemysław Cichocki.

Wiadomych także wicestaroście, który szybko ruszył w sukurs członkowi zarządu powiatu. Tym razem odnosząc się do kwestii finansowania lokalnego sportu. – Ja rozumiem, że oczekiwania czy potrzeby klubów sportowych w mieście i nie tylko są dosyć duże, natomiast powiat robi w tej mierze, co może. W poprzedniej gazecie nawet był obszerny artykuł o tej decyzji, która podjęliśmy, o wsparciu klubów sportowych. Rokrocznie takie środki przeznaczamy. Oczywiście ja rozumiem, że być może one są niewystarczające i często te kluby sportowe składają dużo większe wnioski na dużo większe dotacje, no ale niestety powiat ma swój budżet i w pewnej takiej dyscyplinie finansów musimy się poruszać – zwracał uwagę Konrad Michalski. Jednak radny Kobrzyński tego tłumaczenia nie przyjął. – Wiem, że bardzo wiele jest potrzeb, jeżeli chodzi o sport i wspieranie tego sportu. I absolutnie się z tym zgadzam, że każdy z klubów powiatu legionowskiego – nie tylko legionowskich – powinien te wsparcie uzyskiwać. Ja tylko coraz mniej rozumiem zasady i przesłanki, którymi się zarząd kieruje, dzieląc w taki, a nie inny sposób. (…) I na przykład tegoroczny tegoroczny podział jest już dla mnie kompletnie niezrozumiały, gdzie drużyna, która wygrywa pierwszą ligę i jest ewenementem w skali ogólnopolskiej, dostaje takie same środki finansowe jak niewielki klub, w którym zrzeszonych jest kilkanaście osób. Może warto by jednak pomyśleć o zwiększeniu tych środków finansowych i jednak zachować jakieś proporcje – retorycznie pytał radny. Dzięki temu – jak to w prawdziwym sporcie być powinno – uda się działać w duchu finansowego fair play.

Finał ze wstrzymaniem

O uczciwe współzawodnictwo w politycznym wydaniu zadbał na koniec legionowski starosta. Obiecując zarazem pochylić się nad uwagami dyskutantów. – Zawsze jest pewien niedosyt, to nie ulega wątpliwości. Nawet to dobrze, że mamy jeszcze swoje pomysły, mamy swoje inicjatywy, mamy swoje spojrzenie. Wszystko to jest oczywiście elementem uwagi, i pewnie będzie, zarządu. Dziękuję oczywiście za te wszystkie uwagi, które państwo kierujecie – podsumował dyskusję Sylwester Sokolnicki.

Kiedy przyszło do głosowania nad udzieleniem zarządowi powiatu votum zaufania, piętnastu radnych było za, a siedmiu wstrzymało się od głosu. Podobnie rzecz się miała w przypadku omawianego na tej samej sesji absolutorium za wykonanie ubiegłorocznego budżetu. Tutaj również powiatowa opozycja solidarnie wstrzymała się od głosu.

Poprzedni artykułPieniądze na przekonywanie
Następny artykułDragi zamiast papierosów
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.