Wśród imprez, które pandemia najdłużej trzymała w sanitarnej poczekalni, znalazł się turniej Time For Dance. Po kilku zmianach terminów ta znana w całej Polsce impreza wreszcie jednak mogła zostać przeprowadzona. W poprzedni weekend do legionowskiej Areny zjechały z tej okazji tysiące tancerzy pragnących sprawdzić się w rywalizacji z krajową czołówką.

Trwające od piątku do niedzieli zawody na stałe weszły już do kalendarza imprez, na których warto i należy się pojawić. – Czekaliśmy półtora roku, żeby wrócić wreszcie na parkiet. I wracamy z mocnym przytupem, mimo tego, że w tym roku już trzy razy ją przekładaliśmy. No ale w końcu dopięliśmy swego i dzięki temu możemy znowu zagościć w tej naszej pięknej Arenie – cieszy się Mariusz Mikołajek z legionowskiego Studia Tańca Born2Dance. A wraz z nich cieszyli się też uczestnicy turnieju, mogąc wreszcie pokazać jurorom i konkurencji przygotowane, często specjalnie na niego, układy.

Główni organizatorzy imprezy: wspomniane Studio Tańca Born2Dance oraz STN Legionowo zdążyli przyzwyczaić uczestników do jej wysokiego standardu. Uznani sędziowie, nowoczesna oprawa audiowizualna, czy efektowny system prezentacji wyników – to wszystko, obok umiejętności samych zawodników, sprawiło, że przez całe trzy dni było w hali Arena naprawdę światowo. – W piątek mieliśmy street popy, hip-hop. Przyjechała cała polska czołówka – półtora tysiąca tancerzy, którzy walczyli ze sobą po prostu niesamowicie. Poziom, wiadomo, najwyższy w Polsce. Jeżeli ktoś uwielbia tę muzykę, ten styl tańca, to miał prawdziwą ucztę. Dzisiaj, w sobotę, mamy disco, czyli cekiny, piękne i rytmiczne tańczenie – także z udziałem krajowej czołówki. Przyjechało prawie ośmiuset tancerzy, którzy przy dynamicznej muzyce będą pokazywać swoje umiejętności i technikę taneczną: od solówek, po formacje – relacjonuje jeden z pomysłodawców imprezy. Niedziela, przynajmniej pod względem natężenia dźwięku, była najspokojniejsza. Około tysiąca tancerzy rywalizowało w takich kategoriach jak jazz, modern i mająca lokalne korzenie performing art improvisation.

Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało więc podczas turnieju po staremu. Niestety jednak nie na trybunach. Ci, którzy na żywo chcieli obejrzeć popisy zawodników, musieli teraz zadowolić się transmisją w internecie. – Reżim sanitarny zmusza nas, organizatorów, do robienia pewnego rodzaju bloków, do ograniczeń, chociażby na widowni. Mimo że według przepisów mogliśmy wpuścić trochę widzów, nie zrobiliśmy tego ze względu na dobro uczestników. Priorytetem było dla nas ich bezpieczeństwo. Dzięki nim jest ta impreza i chcemy o nich zadbać, dlatego widownia jest bardzo mocno okrojona i są to głównie opiekunowie i trenerzy – przyznaje Mariusz Mikołajek. Inaczej się po prostu nie dało. Ale pomysłodawcy turnieju Time For Dance mają nadzieję, że w przyszłym roku uda im się wskoczyć w jego tradycyjny, styczniowy termin. I tak jak to bywało w poprzednich latach, mocnym akcentem rozpocząć sezon krajowych imprez tanecznych.

Poprzedni artykułArena do wzięcia
Następny artykułTragiczna czołówka
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.