Do kitu z kitami!

0
106

Wśród obfitości obchodzonych w kraju świąt jest jedno wyjątkowe. Z pozoru tylko odfajkowywane kilkoma mniej lub bardziej udanymi dziennikarskimi kaczkami, które na drugi dzień trafiają wprost do kosza. Tak naprawdę owo święto czcimy jednak każdego dnia – albo osobiście, z ustami pełnymi słów powszechnie uważanych za kłamliwe, albo wsłuchani w kazania rozmaitych kapłanów oszustwa. Tak, tak, prima aprilis mamy u nas na okrągło.

Co do ludzi z politycznego sortu, sceptycyzm dotyczący ich prawdomówności znajduje potwierdzenie w prostym zestawieniu pomruków dochodzących z lewa i prawa. Ponieważ najczęściej znajdują się one na merytorycznych antypodach, od razu wiadomo, że ktoś łże. Bo jeśli według jednych coś jest białe, a zdaniem innych czarne, prawda wcale nie musi leżeć pośrodku. Po prostu część towarzystwa, jak to sami ładnie ujmują, z premedytacją mija się z prawdą. Pozwalamy im na to, dajemy się wkręcać w zastępcze problemy, więc oni to robią. Nabierając przy okazji megalomańskiego przekonania o wyjątkowej wadze swych cennych, wypuszczanych z gęb fraz(esów). A one najczęściej nie są cenne, lecz jedynie kosztowne. Dla posiadaczy mandatów i ministerialnych posad różnica to żadna, lecz dla wyborczej masy olbrzymia, gdyż właśnie ona za wynikające z tych słów czyny płaci.

Z drugiej strony, nawet największy małżonek stanu zaczynał kiedyś jako zwykły człowiek. I właśnie wtedy, dojrzewając i ucząc się życia, doskonalił równocześnie tak w nim niezbędną umiejętność kłamstwa. Zaczynając od bunkrowania przed kadrą rodzicielską pierwszych szlugów, poprzez prężenie muskułów na oczach wybranek serca, aż do przekonywania pracodawców o swych naciąganych zaletach – wszystko to prowadzi do zalegalizowania kłamstwa jako społecznie akceptowanej formy wymiany myśli. Jeśli ktoś sądzi, że jest w tym dobry, idzie do polityki. Kiedy coś w niej osiągnie – widać miał rację.

Poprzedni artykułWieści z dawnego ratusza
Następny artykułPark mają w kieszeni
Waldek Siwczyński
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here