Ten dzień wielu mieszkańców budynku przy ulicy Królowej Jadwigi 4 w Legionowie zapamięta na długo. I nie będą to niestety wspomnienia radosne. W pierwszą środę marca, wczesnym rankiem, na siódmym piętrze spółdzielczego wieżowca na osiedlu Jagiellońska pojawił się ogień. Dopiero gdy już został ugaszony, lokatorzy mogli zobaczyć, jak wielkie zostawił on po sobie spustoszenie.

Z perspektywy strażaków była to akcja, jakich wiele. Przynajmniej na początku, kiedy jeszcze nie mogli ocenić skali zagrożenia. – O godzinie piątej dwadzieścia otrzymaliśmy wezwanie z informacją o pożarze mieszkania w budynku wielorodzinnym w Legionowie. Zadysponowano do działań zastępy z JRG Legionowo oraz pobliskich OSP. Po dojechaniu na miejsce zastaliśmy rozwinięty pożar mieszkania, płomienie wychodziły na zewnątrz przez okna, a już z daleka było widoczne silne zadymienie. Po rozwinięciu linii gaśniczej od razu przystąpiliśmy do działań – relacjonuje mł. bryg. Łukasz Szulborski z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Legionowie. Wiedząc, że w lokalu nie ma już ludzi, strażacy mogli skupić się na walce z ogniem. – Okazało się, że jeszcze przed naszym przybyciem lokatorzy o własnych siłach opuścili mieszkanie. Kiedy pożar został ugaszony, sprawdziliśmy później wszelkie zarzewia ognia kamerą termowizyjną i je dogasiliśmy.

Ponieważ akcję prowadzono w gęsto zaludnionym budynku, jej bezpośrednie konsekwencje odczuło też kilkudziesięciu mieszkańców. – W dwóch klatkach przeprowadziliśmy ewakuację lokatorów z mieszkań, w których było największe zadymienie. W sumie ewakuowaliśmy 36 osób, które po przewietrzeniu budynku mogły powrócić do swoich mieszkań. A nasze działania skupiły się na zabezpieczeniu miejsca zdarzenia – dodaje mł. bryg. Łukasz Szulborski.

Na wieść o pożarze rano przyjechali tam również przedstawiciele zarządu SMLW. Obok koordynowania działań porządkowych pracowników administracji, zajęli się analizą rozmiaru poczynionych przez ogień zniszczeń. – Cały pion nie ma w tej chwili światła. Robimy wszystko, aby przywrócić dopływ prądu jeszcze dzisiaj. Mamy problem z dojściem do kilku lokali na wyższych piętrach, więc będziemy do skutku szukać ich właścicieli, aby udostępnili nam je w celu sprawdzenia przez elektryków. Był też na miejscu inspektor nadzoru budowlanego i sprawdził, czy konstrukcja budynku nie została w jakiś sposób naruszona. Na szczęście wszystko jest w porządku, ale spalony lokal nadaje się do generalnego remontu – mówi Agnieszka Borkowska, wiceprezes SMLW w Legionowie.

Niestety, co dobrze widać na czarnej od dymu klatce schodowej, nie tylko on jeden będzie wymagał interwencji fachowców. – Część wspólna, czyli tak naprawdę dwie klatki schodowe, będą musiały zostać wyremontowane. W wyniku gaszenia zostało zalanych kilka lokali na niższych piętrach, a przez okopcenie – na wyższych, do 11 piętra. Osoby, które zostały poszkodowane, prosimy o kontakt z administracją osiedla. Będziemy spisywać protokoły i wdrażać przewidziane procedury – zapowiada Agnieszka Borkowska. Już teraz wiadomo, że koszty usunięcia skutków pożaru będą ogromne. I zapewne nie wszystkie uda się pokryć z polis ubezpieczeniowych. – Spółdzielnia ma ubezpieczony majątek części wspólnej. Z informacji, jakie udało mi się uzyskać, właścicielka ma ubezpieczone mieszkanie, ale nie potrafiła powiedzieć, na jaką kwotę. Tak czy inaczej, ponieważ w nocy są jeszcze przymrozki, będziemy chcieli zabezpieczyć w nim doszczętnie spalone okna, żeby nie stało się jeszcze jakieś dodatkowe nieszczęście.

Pogorzelcy oraz ich sąsiedzi są zszokowani rozmiarem zniszczeń. Podczas akcji strażacy zrobili w każdym razie wszystko, by były one jak najmniejsze. – My w swojej taktyce działań zawsze mamy na celu jak najmniej zaszkodzić. Ilość wody, którą wylaliśmy, była naprawdę nieduża. Chodziło tylko o to, aby stłumić płomienie. Późniejsze przelewanie odbywało się już na balkonie. Niestety zdarza się tak, że w wyniku pożaru przepaleniu ulegają na przykład instalacje wodne, często wykonane z plastikowych rurek, bądź też – jak w tym przypadku – rozszczelnieniu uległa instalacja centralnego ogrzewania. Zanim udało nam się zatamować wyciek, minęło trochę czasu, no i mieszkania zostały częściowo zalane – opowiada Łukasz Szulborski z KP PSP w Legionowie.

Jak wynika z informacji udzielonych przez legionowski OPS, w spalonym lokalu mieszkali starsza kobieta wraz z synem. Tuż po nieszczęściu, które ich spotkało, personel legionowskiej placówki kompleksowo się nimi zaopiekował. – Ośrodek Pomocy Społecznej interwencyjnie udzielił państwu wsparcia. W tej chwili rozmawiają oni również z psychologiem. Zabezpieczymy ich w odzież, w żywność i oczywiście w miejsce noclegowe. Będzie to lokal z zasobów gminnych. Jeżeli chodzi o dalszą pomoc, ponieważ lokal został doszczętnie spalony, będziemy czekać do zakończenia postępowania przez straż pożarną i policję. Dopiero wtedy będziemy mogli pomóc poszkodowanym wyremontować lokal – mówi Anna Brzezińska, dyr. Ośrodka Pomocy Społecznej w Legionowie.

Niezależnie od tego pogorzelcom z osiedla Jagiellońska przyda się teraz każda pomoc. – Jeżeli chodzi o odzież, pan jest wysokim – ma 208 cm wzrostu, szczupłym mężczyzną i nosi buty w rozmiarze 50. Z kolei pani ma 170 cm wzrostu i nosi ubrania w rozmiarze 40. Jeżeli ktoś może się podzielić takimi artykułami, prosimy o ich przynoszenie do naszego ośrodka – apeluje szefowa OPS-u.

Przyczyna pożaru przy ulicy Królowej Jadwigi nie jest na razie znana. Wiadomo tylko, że prawdopodobne źródło ognia znajdowało się w małym pokoju mieszkania. Szczegóły pomoże ustalić prowadzone w tej sprawie dochodzenie.

Poprzedni artykułTrójka z Unią
Następny artykułLiczby do raportu
Waldek Siwczyński
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.