fot. UM Legionowo

Gdyby nie pandemia, ten fragment styczniowej sesji rady miasta wyglądałby całkiem inaczej. Ale czasy są jakie są, więc pożegnanie odchodzącej na emeryturę Barbary Mierzejewskiej, dyrektor miejskiego żłobka, większość radnych śledziła za pośrednictwem internetu. Na żywo, w sali konferencyjnej ratusza, za ponad trzy dekady pracy w Legionowie podziękować jej mogli tylko nieliczni.

Gdy już miejscy włodarze dokonali na miejscu oficjalnych formalności, korzystając z wirtualnych łączy odchodząca dyrektor po raz być może ostatni zwróciła się do miejskich samorządowców. – Człowiek jest cząstką jakiejś wspólnoty i we wspólnocie jest jego siła. Przynależałam do wspólnoty Żłobka Miejskiego od 31 lat. Przez wszystkie te lata traktowałam pracę jako służbę żłobkowi, mojemu żłobkowi, a nie jako sprawowanie funkcji dyrektora. (…) Dziękuję wszystkim za wszystko i każdemu za cokolwiek, co stało się naszym wspólnym udziałem. W szczególności za to, co było dobrem i na trwałe zapisze się w pamięci i historii żłobka i miasta Legionowo – powiedziała Barbara Mierzejewska.

Co do tego, że wszelkiego dobra było całe mnóstwo, gospodarz ratusza nie ma żadnych wątpliwości. – Tak jak mieszkańcy często mówią o prezydencie „ojciec miasta”, to myślę, że pani Basia Mierzejewska to taka matka tego miasta, bo przez trzydzieści parę lat wychowała, utuliła i dopieściła tysiące młodych mieszkańców Legionowa. Można powiedzieć, że kończy się pewna epoka, ale znając jej ogromne zaangażowanie, trud i wysiłek należy liczyć na to, że dobrze wychowała także personel, który tam zostaje – mówi Roman Smogorzewski. O to, jak twierdzi świeżo upieczona emerytka, prezydent może być spokojny. – Zostawiam naprawdę bardzo dobry zespół wykwalifikowanych, mądrych, bardzo odpowiedzialnych i pełnych miłości do malutkich dzieci pracowników. I życzę im wszystkim, aby ta nowa droga, która się przed nimi otwiera, była równie szczęśliwa. A mojej następczyni życzę sukcesów i dalszego rozwoju naszej cudownej placówki.

Ów rozwój to zawsze był jeden z jej znaków szczególnych. Ze żłobka opiekującego się w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku siedemdziesięcioma pięcioma maluchami, stał się on z czasem największym tego typu miejscem na Mazowszu. Dzisiaj, razem z oddaną we wrześniu ubiegłego roku filią na Kozłówce, uczęszcza tam przeszło ćwierć tysiąca dzieci. Rosnąca oferta i standard żłobka to w dużej mierze zasługa właśnie jego długoletniej dyrektorki. – Szczególne podziękowania należą jej się także za to, jak rozbudowywała oraz remontowała wspólnie z nami stary żłobek i jak przygotowała otwarcie nowej jego filii na osiedlu Kozłówka. Nie było sprawy i nie było rzeczy, której by odmówiła – podkreśla prezydent Legionowa.

fot. UM Legionowo

Barbara Mierzejewska nie odmówiła też przyjęcia z jego rąk statuetki Bolesława Roi, a także związanego z nią prestiżowego wyróżnienia. Dostępnego tylko dla nielicznych i wyjątkowych mieszkańców miasta. – Zasłużyła na ten tytuł i statuetkę „Zasłużony dla miasta Legionowo”, bo miasto to ludzie, a ona o tych ludzi dbała. I o tych małych, i o swoich pracowników. Często też doradzała młodym rodzicom i myślę, że była takim filarem wczesnego wychowania dla tysięcy mieszkańców Legionowa. Bardzo będzie jej brakować, bardzo ją będziemy mile wspominać, szanować tą pracę i dalej będziemy starali się, aby dzieciom w dwóch legionowskich żłobkach niczego nie brakowało – deklaruje Roman Smogorzewski. Sama Barbara Mierzejewska, była już dyrektor legionowskiego żłobka, przyznanie jej tytułu „Zasłużonej…” uważa za ogromny zaszczyt. – Swoją pracę traktowałam przez te wszystkie lata jako służbę drugiemu człowiekowi, jako misję, nie patrząc na godziny czasu pracy, tylko na jej efekty i na to, aby dla mieszkańców to miejsce było jak najbardziej przyjazne.

Cel, sądząc z opinii tysięcy podopiecznych oraz rodziców, został osiągnięty. Mimo to na zasłużonym odpoczynku od dyrektorskich obowiązków Barbara Mierzejewska zamierza nadal mieć związek z wychowywaniem maluchów. Tym razem w roli koordynatora i doradcy dla dyrektorów krajowych żłobków. Jak zatem widać, z chęci dzielenia się z ludźmi swoją wiedzą i doświadczeniem nie wyrasta się czasem nawet na emeryturze.

Poprzedni artykułZrzutka „krewniaków”
Następny artykułEpidemia dobroczynności
Waldek Siwczyński
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.