Są ludzie uwielbiający brać, są też tacy, co wolą dawać. Profesjonalistów w rodzaju komorników lub dam (cóż za ciekawa semantyczna zbieżność formy i treści…) nieobyczajnych obyczajów nie liczę. Ci drudzy wychodzą na żer w okolicach imienin Adama i Ewy. Zapatrzeni w brzuchatego brodacza, gromadnie zamieniają się wtedy w podarkofilów, marzących wyłącznie o wysłaniu bliskich do wrzuconej pod świecącego iglaka paki. Słodkie i wzruszające. Sęk w tym, że owa paczka, choć obdarowanego ma uczynić szczęśliwym, często z jego pragnieniami się mija. I nie chodzi tu o złą wolę naśladowców pana Mikołaja. Po prostu wyłazi z nich egoprezentyzm.

Przeciętny homo sklepus za nic nie kupi czegoś, co mu się nie podoba. A to gotowa recepta na gift, który będzie smakował głównie darczyńcy. Nie przypadkiem duzi faceci fundują małym facetom cacka, o jakich sami przed laty marzyli. Bo pod pozorem tatusiowania sami będą się mogli nimi bawić. Fakt, nie wyklucza to wcale dziecięcej radości, gdyż chłopców od mężczyzn różnią głównie zarost i przymus płacenia alimentów. Jednak łatwo w ten sposób sprezentować sobie i pacholęciu kłopot. Na linii dziewczęco-kobiecej czy też wśród pań bywa zresztą podobnie. Przykładem z życia wziętym może tu służyć historyjka, gdy jedna pani przez całe lata otrzymuje od krewnej pokaźny zestaw rajstop, podczas kiedy nawet krzesła w owej familii wiedzą, że ten element garderoby obdarowana kojarzy nie z rajem, lecz z najgorętszym piekłem. A co tam, liczą się intencje!

Czas spojrzeć prawdzie w oczy: kupować prezenty trzeba umieć. To nic, że nie uczą tego w szkołach. Wskazówki dotyczące oczekiwań ofiar naszego grudniowego rozdawnictwa mamy na wyciągnięcie ręki: w ich słowach, spojrzeniach, reakcjach na sklepowe wystawy. Należy jeno właściwie je odczytać. Później zostaje już tylko sięgnąć do kieszeni. Niekoniecznie głęboko.

Poprzedni artykułOprawca za drzwiami
Następny artykułWigilia w opowieściach
Waldek Siwczyński
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 49-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here