Coś, co jeszcze do niedawna nie nastręczało krajowym gminom większych zmartwień – wywóz śmieci, dzisiaj staje się problemem, który nie tylko brzydko pachnie, ale i coraz więcej kosztuje. Samorządy, a w konsekwencji mieszkańców. Nic dziwnego, że funkcjonujące na rynku firmy próbują dostosować się do nowych wymagań technologicznych, prawnych i ekonomicznych. Jeśli w mieście powstanie punkt przeładunku odpadów, skutki owych działań mogą też być odczuwalne w Legionowie. Również takie przeliczalne na złotówki.

Każdy w śmieciowej branży wie, że jednym z najkosztowniejszych etapów pozbywania się surowca jest jego transport. Im dłużej i dalej trzeba śmieci wozić, tym cały proces jest oczywiście droższy. Rady są na to z grubsza dwie: albo znajdzie się jakieś bliżej położone wysypisko, albo trwale, systemowo obniży się koszty przewozu. Metodą wychodzącą naprzeciw zwolennikom tej drugiej opcji są tak zwane stacje przeładunkowe, gdzie ze śmieciarek odpady można przeładować na dużą ciężarówkę i odpowiednio przygotowane przewieźć do miejsca przeznaczenia. Co to ma wspólnego z Legionowem? Na razie niewiele, ale może mieć, ponieważ dzierżawca fragmentu przemysłowego terenu przy ul. Sikorskiego 11 – położonego w okolicach miejskiego Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych – złożył w lipcu br. wniosek o wydanie decyzji środowiskowej, która ma umożliwić stworzenie w tym miejscu stacji przeładunkowej. Nie, jak sugeruje jedna z lubiących siać trwogę lokalnych gazet – sortowni, lecz właśnie punktu, skąd śmieci przesyłano by w dalszą drogę.

Biorąc pod uwagę topografię miasta, to praktycznie jedyne nadające się do takich celów miejsce, zgodnie z planem zagospodarowania przestrzennego z 2001 r. mogące służyć celom związanym z infrastrukturą techniczną – gospodarowaniem odpadami. Leży ono w pobliżu Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej, zlewni ścieków Przedsiębiorstwa Wodociągowo-Kanalizacyjnego, a także zakładu, w którym kruszy się beton odzyskany z rozbiórek budynków. No i, jak wcześniej wspomniano, sąsiaduje z PSZOK-iem, w którym od kliku lat mieszkańcy dokonujący opłat za śmieci mogą zostawiać między innymi zużyte akumulatory, baterie, opony, przeterminowane leki, chemikalia, czy odpady budowlane. Krótko mówiąc, daleko od budynków mieszkalnych, jednak nie na tyle, aby nie wzbudzić protestów i wątpliwości mieszkańców obawiających się pogorszenia jakości życia.

Na szczęście tutaj z pomocą ludziom idą przepisy. Aby na jakimś terenie pojawiła się stacja przeładowująca odpady, konieczne jest uzyskanie zezwolenia w drodze decyzji administracyjnej, wydanej przez Marszałka Województwa Mazowieckiego na podstawie wniosku. To właśnie do niego wymagana jest decyzja środowiskowa, którą z kolei wydaje gmina. A póki co fakty są takie, że w związku z brakami w dokumentacji nie wszczęto jeszcze postępowania środowiskowego w tej sprawie. Teraz ruch należy do dzierżawcy terenu, firmy MS ECO, która powinna dostarczyć do urzędu brakujące dokumenty. W związku z tym oraz koniecznością uzyskania opinii także od instytucji zewnętrznych, jak podkreślają miejscy urzędnicy, wskazanie ewentualnego terminu wydania decyzji środowiskowej jest w tym momencie niemożliwe. Albo jak kto woli, byłoby wróżeniem z… odpadów.

Dla przeciwników powstania na miejskich peryferiach stacji przeładunkowej (a mimo wciąż mglistej przyszłości tej inwestycji, tacy już się pojawili) dobre wieści są następujące: tego rodzaju obiekt służyłby wyłącznie obsłudze mieszkańców Legionowa i odpadów, które są przez nich wytwarzane. Ponadto, w rozumieniu ustawy o odpadach, nie będą tam one składowane. Co do plusów posiadania własnej stacji przeładunkowej, w sprzyjających okolicznościach stwarza ona szansę na utrzymanie wysokości opłat za odbiór śmieci w kolejnych przetargach. Opłat, które obserwując bliższe i dalsze zakątki kraju, mogą w przyszłości tylko rosnąć.

Na koniec warto wspomnieć, że ewentualne powstanie śmieciowej stacji przeładunkowej nie ma żadnego związku z luźnymi na razie planami ratusza dotyczącymi budowy kosztownej i zaawansowanej technologicznie Instalacji Termicznego Przekształcania Odpadów. Na nią bowiem – oprócz szeregu instytucji – muszą zgodzić się także mieszkańcy. I to w drodze rozpisanego przez gminę referendum.

Poprzedni artykułAsy z klasy
Następny artykułWszyscy dla jednej
Waldek Siwczyński
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 49-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.