Po wielu miesiącach przerwy siatkarscy kibice z Legionowa mogli oglądać w akcji swoją drużynę. I to od razu w starciu z mistrzyniami Polski, ekipą Grupy Azoty Chemika Police. Starciu, po przypominającym thriller tie-breaku, zwycięskim.

W wyjściowym składzie gospodyń znalazły się kapitan Maja Tokarska, Julie Oliveira Souza, Jessica Rivero Marin, Olivia Różański, Shelly Stafford, Alicja Grabka oraz libero Iza Lemańczyk. Najnowsze „zakupy” DPD Legionovii miały więc od razu szansę zaprezentowania się kibicom. I wykorzystały ją znakomicie.

Pierwszy punkt sezonu padł łupem mistrzyń kraju. Gospodynie nie pozostały dłużne, a jako pierwsza punktowała w DPD Arenie Olivia Różański, zagrywając na 1:2. Po chwili jej ekipa objęła prowadzenie 4;2 i wykorzystując błędy i słabą obronę gości, powiększyła je do stanu 8:4. Kiedy zrobiło się 11;6, trener policzanek poprosił o czas. Wiele nie wskórał, bo podopieczne Alessandro Chiappiniego grały z mistrzyniami jak równy z równym. Czego dowodem ich prowadzenie w połowie seta 13:8. Udany atak, a po chwili obrona szalejącej na lewym skrzydle Różański pozwoliły Nowiankom wyjść na 15:9. I nic nie wskazywało na to, że tę przewagę mogą wkrótce stracić. Dobrze atakowały, ambitnie broniły i gładko dojechały do końcówki inauguracyjnej partii. Lecz kiedy „chemiczki” doszły je na 19:16, trener Chiappini zarządził „uspokajający” czas. Zaczęła się nerwówka, w trakcie której goście tracili już w pewnej chwili tylko jeden punkt (21:20). A za moment było po 23. Pierwszego setbola miały miejscowe, ale go nie wykorzystały. Skończyło się grą na przewagi, zwieńczoną asem Alicji Grabki, która ustaliła rezultat na 27:25.

Drugi set rozpoczął się od asa dla legionowianek, po potężnym serwisie z wyskoku Jessiki Rivero Marin. Później górą były policzanki, lecz po kilku minutach Novianki prowadziły 5:4. Nie czekając, aż znów się rozkręcą, trener Ferhat Akbas od razu wziął czas. Mimo lepszej gry jego podopiecznych, gospodynie do stanu 9:9 szły łeb w łeb. Później „chemiczki” wypracowały skromną przewagę. Gdy sięgnęła ona trzech „oczek” (11:14), szkoleniowiec zagubionych w tej fazie meczu Novianek wziął czas. Tyle że ich rywalki uporządkowały już szyki i ani myślały znów pozwolić na nerwową końcówkę. Wprawdzie przy stanie 15:20 legionowianki miały chwilę oddechu, lecz skuteczność mistrzyń Polski – w połączeniu z nieudanymi serwisami rywalek – dopełniły dzieła. Chemik Police zwyciężył 25:19.

Początek trzeciej partii piątkowego meczu miał wyrównany przebieg, z lekkim wskazaniem na miejscowe, które wyszły na 5:3 i do stanu 10:10 utrzymywały rywalki na dystans. Z czasem dało się zauważyć lepsze zgranie policzanek, popełniały one też mniej błędów. Przegrywając 10:12, trener Chiappini zaprosił zawodniczki na przerwę. Wiele nie wskórał, dlatego trzy stracone punkty później zrobił to ponownie. Ale dobrze już rozkręcone mistrzynie ani myślały zwalniać tempa. Przy ich prowadzeniu 19:14 trener z Polic wziął czas, by ustawić zespół na końcówkę partii. Mimo podejmowanych przez Novianki prób poprawienia wyniku, na udaną pogoń było zwyczajnie za późno. Po końcowym ataku Igi Wasilewskiej jej drużyna zakończyła seta, zostawiając miejscowe z 19 punktami.

Na czwartą partię Novianki wyszły z wiarą w przełamanie rywalek. Objęły prowadzenie 4:1 i trener z Polic z miejsca przerwał grę. A gospodynie kontynuowały natarcie, odskakując na 8:4. Kilkadziesiąt sekund później, po ataku tej zawodniczki i poprawce Julie Oliveiry Souzy było już 11:5. Zgromadzeni w DPD Arenie kibice uwierzyli w tie-breaka. Policzanki goniły, ale rywalki nie oddawały pola. Przy stanie 12:9 Alessandro Chiappini wziął czas, by zmotywować zespół na drugą część seta. Inna sprawa, że kipiącym energią siatkarkom było to zbędne. Ostro „podgryzane” przez mistrzynie, broniły prowadzenia jak lwice. Widząc na tablicy wynik 16:12, trener Akbas poprosił o przerwę. Po niej Novianki jeszcze wyrwały do przodu i wyszły na 18:13, a później 20:14. Tie-break był tuż, tuż. Niestety, trzy kolejne „oczka” zgarnęli goście, na co Chiappini od razu zareagował czasem. Po nim „chemiczki” jeszcze zmniejszyły dystans, dochodząc już tylko na 21:22. Kolejne punkty zdobyły jednak Novianki i miały setbola przy 24:21. Pierwszego, przez autowy blok, przegrały. Po ataku Rivero Marin kibice odetchnęli z ulgą – ich drużyna wygrała do 22.

Tie-breaka legionowianki rozpoczęły koncertowo. Błyskawicznie wyszły na 5:1, a zaskoczone rywalki nie wiedziały, co się dzieje. Niestety tylko przez moment. Zdołały dojść miejscowe na 5:5, te jednak znów odskoczyły i na zmianę stron schodziły przy stanie 8:6. Grały jak w transie, więc kiedy po ataku Różański zrobiło się 14:11, kibice już zaczęli otwierać szampana. Za wcześnie. Ich dziewczyny zgubiły trzy punkty z rzędu i szanse na końcowe zwycięstwo się wyrównały. Przełomowy był kolejny punkt, wygrany po szalonej wymianie przez legionowianki. Co prawda następny straciły, lecz obijając rękami Olivii Różański blok rywalek, wygrały w tie-breaku 17:15, zaś całe spotkanie 3:2. Tym samym debiutująca w DPD Legionovii zawodniczka przypieczętowała swój wybór na MVP meczu.

– Szczerze mówiąc, byliśmy dzisiaj pewni siebie, ponieważ dziewczyny bardzo dobrze trenowały, były świetnie przygotowane. Oczywiście wciąż jesteśmy nowym zespołem i mamy mnóstwo elementów do poprawienia, ale dobrze zaprezentowaliśmy się w grach towarzyskich. Jestem naprawdę dumny z tego, co dzisiaj pokazaliśmy. Zwłaszcza po tym, kiedy straciliśmy trzeciego seta i graliśmy niezbyt dobrze. Ale wróciliśmy na właściwą drogę, znów z dużą pewnością siebie weszliśmy w mecz, przezwyciężyliśmy słabość i zagraliśmy wielkie spotkanie – komentował je trener Alessandro Chiappini. – Na prezentacji drużyny powiedziałem, że liczymy na niespodziankę, bo ja znam i wierzę w siłę tej drużyny. W zeszłym roku pokazaliśmy, że możemy grać z najlepszymi, a w tym chcemy potwierdzić, że nie tylko potrafimy z nimi grać, ale też wygrywać. Bardzo mnie cieszy ta końcówka, to że potrafiliśmy odwrócić losy meczu, bo przegrywaliśmy 1:2, a dziewczyny nie zwiesiły głów i walczyły do końca. Mamy historyczne zwycięstwo nad Chemikiem w ekstraklasie. Ósmy sezon i pierwsze zwycięstwo, więc to cieszy – dodał rozradowany prezes klubu Konrad Ciejka.

Ze szczęścia nie posiadały się też, rzecz jasna, legionowskie siatkarki. – Byłyśmy przygotowane na dobrą walkę, na ciężki mecz, no więc tak – spodziewałyśmy się tego. Nie wychodzimy na boisko po to, żeby przegrać, aczkolwiek w jakimś stopniu na pewno było to niespodzianką kolejki. Natomiast my chcemy mierzyć jak najwyżej. Oczywiście z pokorą, nie mamy tutaj narzuconej żadnej presji i chcemy grać dobrą siatkówkę. Myślę, że jak zaczynać sezon, to tylko tak – mówi libero Izabela Lemańczyk. Sądząc, że może to być swego rodzaju lokata, która w przyszłości zaprocentuje większą pewnością siebie i wiarą we własne umiejętności. – Każde zwycięstwo w jakiś sposób scala zespół, ale cementują go również porażki. To nie jest żadna nowa filozofia. Na pewno będzie się lepiej pracować w dobrej atmosferze, po wygranej przeciwko mistrzowi Polski, bo wiadomo, że ona cieszy i waży dużo. Bardzo się cieszymy, że udało nam się to zrobić przed własną publicznością i tak fajnie otworzyć sezon w Legionowie, bo kibice byli bardzo stęsknieni za siatkówką. My też, nie da się ukryć, czekałyśmy na ten mecz. Miałyśmy głód gry i te meczowe emocje były przez nas mocno wyczekiwane.

Nie chcąc wyróżniać żadnej ze swoich zawodniczek, trener Chiappini podsumowuje: – Dzisiaj najważniejsza była współpraca w zespole, kiedy dziewczyny nie będące akurat w ataku pomagały w obronie czy w przyjęciu. Mieliśmy kilka trudnych momentów przy serwisie, szczególnie w drugim i trzecim secie, kiedy robiliśmy zbyt dużo błędów i trochę straciliśmy kontrolę. Ale to, jak dziewczyny sobie pomagały, wspierały się, było dziś bardzo istotne i myślę, że ten rezultat to zasługa całego zespołu.

DPD Legionovia Legionowo – Grupa Azoty Chemik Police 3:2 (27:25, 19:25, 19:25, 25:22, 17:15)

Legionovia: Tokarska, Souza, Rivero, Różański, Stafford, Grabka, Lemańczyk (libero) oraz Majkowska, Kulig, Szczyrba, Matejko, Dąbrowska.
Chemik: Grajber, Kowalewska, Kąkolewska, Brakocević, Wasilewska, Łukasik, Maj-Erwardt (libero), Bałdyga, Żurawska, Salas.
MVP: Olivia Różański

Poprzedni artykułAktywność na diecie
Następny artykułSesja specjalnej troski
Waldek Siwczyński
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 49-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.