Zarząd klubu, zawodnicy oraz lokalni fani piłki ręcznej robią wszystko, aby KPR Legionowo – w przypadku wygrania turnieju barażowego – mógł ponownie występować w najwyższej polskiej klasie rozgrywkowej. Problem w tym, że przepustką do PGNiG Superligi jest nie tylko dobra postawa na boisku. Równie ważne są też pieniądze.

Fragment opublikowanego przez klub komunikatu nie pozostawia wątpliwości: „(..) Obwarowania licencyjne zakładają wykazanie minimalnego budżetu w wysokości 2 mln zł netto, co zrozumiałe, nie jest rzeczą prostą. Kryzys, jaki nas spotkał, mocno ogranicza pole manewru, możliwość współpracy ze sponsorami, a także jednostkami samorządowymi, dlatego zwracamy się z prośbą bezpośrednio do Was. Wspólnie możemy zawalczyć o zebranie środków, które pomogą nam w spełnieniu marzeń” – apelują do kibiców działacze oraz zawodnicy legionowskiego KPR-u. A równocześnie robią, co mogą, aby na czas udało się uskładać tę ogromną, wymaganą od superligowców kwotę.

Obok sprzedaży za pośrednictwem portalu zrzutka.pl klubowych gadżetów, piłek lub wyjazdów na mecze, społeczność KPR-u każdego dnia oferuje w sieci przeróżne sportowe pamiątki, mogące zainteresować nie tylko miłośników szczypiorniaka, ale w ogóle – wszystkich kibiców. Stąd też na internetową licytację trafiają na przykład takie perełki, jak opatrzona autografem koszulka Roberta Lewandowskiego z czasów jego gry w Borussi Dortmund lub (po)meczowy trykot byłego zawodnika Legii Warszawa Ivicy Vrdoljaka, lecz także wspólny trening z zawodnikami KPR-u albo najnowsza płyta rapera Quebonafide, oczywiście z autografem artysty. Warto nadmienić, że jeżeli ktoś dysponuje pamiątką, którą chciałby przeznaczyć na KPR-ową licytację, będzie ona, rzecz jasna, mile widziana.

Chcąc wspomóc klubową akcję, najlepiej śledzić jego facebookowy profil, a jeszcze lepiej wysupłać z kieszeni trochę złotówek i pomóc sportowcom zrealizować ich marzenia. Tak czy inaczej, ekonomiczna walka o PGNiG Superligę trwa i dopóki piłka będzie w grze, legionowscy szczypiorniści – podobnie jak w trakcie swoich meczów – nie zamierzają odpuszczać.

Poprzedni artykułImprezowa posucha
Następny artykułPożar na Głowackiego
Waldek Siwczyński
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 47-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here