Spoty dla idioty

0
295

Doszedłem do wniosku, że jestem dziwny. A właściwie poznałem kolejny powód czyniący tę konstatację uzasadnioną. Otóż nie biorą mnie reklamy. Gapiłem się właśnie na kolejny, przerywający filmową monotonię show z serii „Jak oni sprzedają”, gdy nagle zdałem sobie sprawę, iż żadnego z polecanych cacek nie posiadłem. Rozejrzałem się po swym betonowym gniazdku, pierwszy raz dostrzegając w nim brak napoju tuningowanego ongiś liśćmi koki, mlecznej kanapki z wapniem, piwa z dorzuconą w browarze drugą porcją chmielu, że o preparacie do rozpalania konarów nie wspomnę. D… ze mnie, nie konsument, pomyślałem. I… tak trzymać!

Przyznaję, nie cierpię perswazji skłaniającej mnie do zrobienia czegoś, co z praktycznego, ekonomicznego lub żadnego innego powodu nie ma sensu. Po prostu rozum, a nie emocje. Tymczasem merytorycznych reklam jest w Polsce mniej niż masonów. Dostajemy kolorowe obrazki i przekaz dający złudne wrażenie, że gdy już kupimy, założymy, czy zażyjemy, to będziemy jak ONI – ci celebrowani, którzy niczym niewolnicy pewnego portalu codziennie po wielokroć twierdzą: lubię to! Niestety, większość ze spotów robi z nas idiotów. I to za naszą kasę. Kiedy trzeba bulić za ujrzenie ringowego pogrzebu boksera Szpilki, grymasimy. Tymczasem z reklamową odmianą pay per view obcujemy każdego dnia. Z tym, że my płacimy po emisji. Bo nikt chyba nie sądzi, że producenci wabią go gratis…?

Na szczęście nie jest tak, że reklamy tylko kłamią. Kiedyś w jednej z nich padło pytanie: „jeśli coś jest tak samo dobre, to po co przepłacać?”. Święte słowa. Od małych polskich producentów często otrzymamy to samo, co od ponadnarodowych koncernów. To samo i taniej. A gdy pozbędziemy się słowiańskich ciągot do marketingowej uległości, dopiero wtedy – niczym chłopiec, którego dziadek faszerował w TV cukierkami o konsystencji kamienia – staniemy się naprawdę wyjątkowi.

Poprzedni artykułPora popedałować
Następny artykułDziałacze w ataku
Waldek Siwczyński
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 47-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here