„Nauka jest niekończącym się rejsem po oceanie wiedzy” – pod takim hasłem odbył się ostatniego dnia stycznia bal ósmoklasistów z legionowskiej „siódemki”. Szczęśliwie ominęły go sztormy i burze, dzięki czemu uczniowie spokojnie mogą już obrać kurs na czekający ich w kwietniu egzamin.

Tak wczesny termin pierwszej po latach zabawy najstarszych uczniów wybrano celowo. – W różnych placówkach bale ósmoklasistów odbywają się w różnych terminach. U nas, na prośbę Rady Rodziców, dominowała chęć zorganizowania balu przed tym największym stresem, który będzie czekał naszych ósmoklasistów. Egzamin jest w kwietniu, w związku z tym rodzice, no i dyrekcja szkoły wspólnie uznali, że zorganizowanie go w styczniu, w ramach dawnych „połowinek”, to bardzo dobre rozwiązanie. Ten termin się chyba sprawdzi i przyjmie. Bo ostatni bal organizowaliśmy jeszcze za czasów, kiedy szkoła podstawowa była sześcioletnia – przypomina Mariusz Borkowski, dyr. SP nr 7 w Legionowie.

Co zresztą, w kontekście istnienia gimnazjów, okazało się pomysłem, delikatnie mówiąc, kiepskim. Źle ocenianym i przez wielu rodziców, i nauczycieli. – Uważam, że ta zmiana, która następowała po szóstej klasie, nie była dobrym rozwiązaniem. Cieszę się, że ta reforma jest i uczniowie są u nas do ósmej klasy. Oczywiście zawsze są plusy i minusy. Powodowało to pewne perturbacje w placówce, która i tak była duża. Ale widzę, że uczniowie pozostali w tym samym gronie, ich przyjaźnie zostały zachowane i mam nadzieję, że przez to bardziej się związały i będą trwać przez przyszłe lata – dodaje dyrektor. Podobną opinię wyraziła też goszcząca na balu prezes opiekującej się szkolnymi obiektami miejskiej spółki KZB. – Na pewno było dużo wzlotów i upadków, dużo radości i szczęścia, pojawiały się pewnie również łzy. Ale na pewno powstało dużo przyjaźni, a ta przyjaźń młodzieńcza zostaje na bardzo, bardzo długo – powiedziała Irena Bogucka.

Zgodnie z towarzyszącym mu hasłem, piątkowy bal tonął w motywach związanych z oceanami i żeglugą. Każdy element dekoracji był przemyślany i miał symboliczne znaczenie. Może poza niespotykaną dawniej na takich imprezach „ścianką”, na tle której raz po raz robiono sobie pamiątkowe zdjęcia. – Scenografia jest całkowicie marynistyczna – nawiązuje do morza, do okrętu. Cóż, wszyscy płyniemy, mam nadzieję, że wyłącznie po sukcesy. To scenografia wymyślona w całości przez rodziców. I bardzo się cieszę, że współpraca szkolnej społeczności jest naprawdę na bardzo wysokim poziomie. Szczerze mówiąc, gdy zobaczyłem, jak ma wyglądać ta dekoracja, bałem się, czy to się uda, dlatego że projekt stawiał przed nami wiele wyzwań. (…) Udało się i myślę, że dzisiejszy wygląd tej sali i panująca w niej atmosfera jest najlepszą, jakiej mogliby spodziewać się nasi uczniowie – sądzi Mariusz Borkowski. – Pracowaliśmy nad tym od września. To bardzo duże przedsięwzięcie, cztery klasy, i organizowaliśmy je sami, przy wsparciu pracowników szkoły. Było wiele wyzwań, prace na wysokości, a ostatni tydzień był naprawdę mega męczący – dodaje Agnieszka Barzycka, przewodnicząca Rady Rodziców SP nr 7.

Na szczęście wysiłek się opłacił. Tak samo jak żmudne szlifowanie tradycyjnie rozpoczynającego szkolny bal poloneza. – Dzieciaki przychodziły po lekcjach, tańczyły do upadłego. Były bardzo spięte, ale poszło im rewelacyjnie. Wcześniej widziałem próby i to była najlepsza wersja tego poloneza. Tak że dali radę. Natomiast u nas było parę wtop i pewnie jeszcze kilka będzie, ale wyciągniemy z nich wnioski i przyszłym roku ten bal będzie jeszcze lepszy. Ale już sam fakt, że go zrobiliśmy, to dla nas takie duże „łał”. Bo podchodziliśmy do niego jak do jeża; jak do każdej rzeczy, którą się robi po raz pierwszy – przyznaje pani Agnieszka.

Za kilka miesięcy ponad 80 przyszłych absolwentów „siódemki” pierwszy raz stanie też przed ważnym edukacyjnym wyzwaniem. Dyrektor nie ma wątpliwości: będą gotowi. – To jest ostatni odcinek prostej, na którym muszą przypomnieć sobie cały materiał, który realizowali w szkole podstawowej. Egzamin ósmoklasistów jest pierwszym poważnym egzaminem w ich życiu, ale jako dyrekcja szkoły się go nie boimy. Mamy dobrych nauczycieli i myślę, że nasi uczniowie są przygotowani. To będzie czas wytężonej pracy i wysiłku, ale wspólnie damy radę – uważa dyrektor SP 7. Wierzą w to również rodzice. I często jest to wiara oparta na solidnych podstawach. – Jesteśmy bardzo dużą szkołą, borykamy się czasem z dużymi problemami, ale przyznam, że chodziła bądź chodzi tutaj cała trójka moich dzieci. I gdybym miała wybierać raz jeszcze, to zdecydowanie byłaby to „siódemka”. Mamy fajny kontakt z nauczycielami, jest świetna atmosfera i nawet jeżeli pojawiają się jakieś zgrzyty, to dajemy sobie radę. Myślę, że to kwestia tego, że obie strony chcą: my chcemy, żeby ta szkoła dobrze funkcjonowała dla naszych dzieci, a nauczyciele po prostu lubią to, co robią. I robią to fajnie – mówi Agnieszka Barzycka.

Gdyby przypadkiem ktoś miał wątpliwości, zapewniamy: na swoim pierwszym balu dzieciaki bawiły się znakomicie. Teraz muszą tylko pamiętać, że ich przygodę ze szkołą podstawową zakończy już niebawem ostatni dzwonek.

Poprzedni artykułFantastyczny patron
Następny artykułDemolka po ukraińsku
Waldek Siwczyński
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.