W ramach cyklu „Pasja Passent, czyli świat książki według Agaty” do legionowskiej Poczytalni przyjechał pod koniec listopada gość szczególny. Tym razem Agata Passent zaprosiła na publiczne przesłuchanie Joannę Opiat-Bojarską, dociekliwą i bezkompromisową autorkę powieści kryminalnych, odsłaniających tajniki pracy policjantów. Czasem tak bardzo, że władze „firmy” chętnie by te przecieki w niej zatrzymały. Bynajmniej nie do wyjaśnienia.

Gospodyni zachowała się jak należy, szybko częstując gościa dobrym słowem. – Jesteś tutaj autorką bardzo oczekiwaną. W Legionowie nie ma przemocy i narzucania, tutaj same czytelniczki i czytelnicy wybrali, że chcą się z tobą spotkać. (…) Tak że fajną macie tutaj tą bibliotekę, bo oto jest pani Opiat-Bojarska na wasze życzenie – zagaiła do rozmówczyni i publiczności Agata Passent. Pisarka od razu poczuła się jak u siebie w domu. – To miejsce jest piękne. Jak zobaczyłam zdjęcia z poprzednich twoich spotkań i zobaczyłam te fotele… Ja dokładnie na takim fotelu pracuję!

Podobnie jak wielu autorów przed nią, pani Joanna wcale nie zamierzała pisać. Z wykształcenia ekonomistka, przez lata z powodzeniem prowadziła własną firmę. Wszystko zmieniła ciężka i podstępna choroba, która postawiła na głowie jej dotychczasowe życie. Przykuła ją do łóżka, a później zmusiła do uczenia się na nowo najprostszych czynności. – Leżałam tam (w szpitalu – przyp. red.) i zastanawiałam się, czy kiedykolwiek będę zdrowa? Czy kiedykolwiek będę chodziła na obcasach? Czy pomaluję rzęsy, bo mąż raczej mi nie pomaluje? Czy może zostanę na wózku inwalidzkim? No i ilu rzeczy jeszcze nie zdążyłam zrobić? – zdradziła Joanna Opiat-Bojarska. Wówczas przyszła pisarka postanowiła stworzyć książkę o swej chorobie i o tym, jak sobie z nią radzić. Po sześciu miesiącach pracy oraz sporym sukcesie wydawniczym autorka poczuła, że czegoś jej brakuje. Wtedy przypomniała sobie, że w młodości zaczytywała się w kryminałach. No i postanowiła zacząć je pisać, kładąc nacisk na pokazanie specyfiki pracy polskich gliniarzy. Między innymi tych z „policji w policji”. – „Kryształowi” to jest sarkastyczna nazwa na funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych Policji. To jest takie biuro, do którego, żeby się dostać, trzeba się wykazać skutecznością, dobrymi opiniami, stażem oczywiście również. Trzeba przejść badanie na wykrywaczu kłamstw, czyli wariografie. (…) Mnie w tej grupie zafascynowało przede wszystkim to, że jeżeli funkcjonariusz policji staje się „kryształowym”, zostaje przyjęty do BSWP, to momentalnie traci kolegów. Oni dostają taki dodatek funkcyjny, który sami nazywają dodatkiem za brak kumpli, bo ci, z którymi kumplowało się do tej pory, wiedząc, że ja jestem „kryształowy”, przestajesz ze mną rozmawiać, bo jeżeli ja przyjdę na realizację i zgarnę twojego kolegę, to wszyscy pomyślą, że to ty mi przekazałaś informacje.

Dużo uwagi autorka poświęca też w swoich powieściach policyjnym antyterrorystom. – Ja lubię pracować na faktach. Oczywiście piszę fikcję, ale zawsze chcę znać te prawdziwe mechanizmy. Więc oczywiste dla mnie było to, że muszę dotrzeć do antyterrorysty. Spotkałam się z jednym z nich i on mi opowiedział o tym, jak to funkcjonuje. To, co mnie zafascynowało w antyterrorystach, to bynajmniej nie to, jak oni w serialach wyglądają (…), ale to że oni po prostu są jednym organizmem.

Siłą książek Joanny Opiat-Bojarskiej jest realistyczne ukazanie policji od prawdziwej, nie zaś czyszczonej na użytek mediów kuchni. Kontakty z byłymi i obecnymi, jak sama mówi, „psami” są w tej sytuacji na wagę książkowej autentyczności. – Jeśli rozmówca stara się rozmawiać ze mną ładniejszą polszczyzną, grzecznie, to ja zawsze mówię: „Nie no, spokojnie, mów do mnie tak, jakbym była wasza”. Zresztą ja staram się też do nich potem mówić tak, żeby oni bardzo szybko przeszli na to, że „okej, ona jest nasza. Nie muszę ubierać się w piórka i mogę rozmawiać normalnie”. Jeżeli jakiegoś słowa nie znam, to oczywiście dopytuję. (…) No i mam tego mojego funkcjonariusza Marka, byłego funkcjonariusza BSWP, któremu każdy rozdział po napisaniu wysyłałam i on ewentualnie dawał mi uwagi. I dodatkowo był świetnym konsultantem w temacie alkoholu, bo ja raczej nie pijam. – Powiedziałaś „były”, troszkę się zaniepokoiłam. Czy cieszy się dobrym zdrowiem ten pan Marek? Czy po twoich powieściach już ktoś go „zdjął”, bo za dużo informacji ci „sprzedał”? – dociekała gospodyni wieczoru. – Na razie nie ustalono kim on jest, ale wiem, że poznańskie Biuro Spraw Wewnętrznych Policji stara się ustalić, kim jest osoba, która rozmawia z Opiat-Bojarską…

Wchodząc za kulisy świata policjantów, obie panie poruszyły też kwestię ich rodzin. Nie przypadkiem, bo to praca, o której po służbie mało komu udaje się całkiem zapomnieć. – Czy rzeczywiście to tak jest, że ta praca powoduje, że ciężko po prostu wrócić o osiemnastej do domu i budować coś później z rodziną? – pytała Agata Passent. – Zawsze jak spotykam się z żonami funkcjonariuszy, to im gratuluję cierpliwości i tolerancji, bo myślę, że policjant to najtrudniejszy rodzaj partnera do takiego codziennego życia – przyznała znana „kryminalistka”. Mimo to, o czym wspomniano w Poczytalni, od policjantów kobiety raczej nie stronią. Tak samo zresztą jak miłośników literatury wciąż ciągnie do bibliotecznych spotkań z Agatą Passent i jej gośćmi. Nie tylko wtedy, gdy w tle rozmowy czai się zbrodnia.

Poprzedni artykułSiatkarki na fali
Następny artykułRocznik, jakiego nie było
Waldek Siwczyński
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.