Parafrazując najsłynniejszy dylemat w dziejach światowej literatury: grabić czy nie grabić – oto jest pytanie! Jesienią zarządcy nieruchomości zadają je sobie coraz częściej. W legionowskim ratuszu, słuchając opinii świata nauki, odpowiedź znaleziono przed kilkoma laty. I zalegające na trawie liście traktuje się tak, jak życzyłaby sobie tego natura.

Argumentów przemawiających za taką strategią jest wiele, nie tylko ekonomicznych. – Nadmierne grabienie liści, czyli wygrabianie każdego listka, jest szkodliwe dla środowiska. Przede wszystkim następuje wyjaławianie gleby, dlatego że drzewa zrzucają liście po to, żeby znajdujące się w nich odżywcze substancje mineralne trafiły do gleby i z powrotem, za pośrednictwem systemu korzeniowego, do drzewa. To naturalny sposób drzew, by zapewnić sobie swoisty pokarm – tłumaczy Robert Wieczorek, kierownik referatu ochrony środowiska UM w Legionowie. – Ponadto grabienie liści powoduje, że nie ma takiej naturalnej kołderki, która zimą trochę ociepla ziemię, dzięki czemu nie przemarzają rośliny, szczególnie krzewy. Natomiast latem sprawia ona, że gleba jest trochę chłodniejsza i dzięki temu drzewa lub krzewy nie usychają.

W warstwie liści znajduje się ponadto wiele pożytecznych drobnoustrojów. Żerują tam również jeże, które stały się – by tak rzec – twarzą coraz głośniejszej kampanii na rzecz powściągliwości w usuwaniu symboli złotej polskiej jesieni. – Nie mówimy tu o całkowitym zaprzestaniu grabienia liści. Wiadomo, że tam, gdzie są założone ładne trawniki, z podlewaniem automatycznym, liście trzeba wygrabiać. Natomiast jest w Legionowie wiele miejsc, gdzie parki utrzymywane są bardziej naturalistycznie, idealnych do tego, by zachować tam naturalną szatę roślinną – dodaje przedstawiciel ratusza. Dzieje się tak choćby w lasach. Liści nikt stamtąd nie usuwa, co przyrodzie wychodzi tylko na zdrowie.

Świecąc przykładem, do zmiany jesiennych przyzwyczajeń ratusz namawia innych zarządców nieruchomości. Ze spółdzielnią na czele. – Mamy bardzo dużo terenów i bardzo dużo liści. Tak jak ze wszystkim, są ich zwolennicy oraz przeciwnicy: jedni chcą je zostawić, inni wręcz przeciwnie, nie wyobrażają sobie, żeby one leżały i z okna był taki widok – mówi Agnieszka Borkowska, wiceprezes SMLW w Legionowie. Pamiętając swe młode lata, o zostawianie liści upomina się też wielu rodziców. Chcą bowiem, by ich dzieci mogły korzystać z kolorowych uroków jesieni. Problem w tym, że liściasty kamuflaż często skrywa przykre niespodzianki. Na czele z niedopałkami, psimi odchodami oraz mnóstwem zużytych opakowań. A śmieci spółdzielcze administracje tolerować nie mogą. Mimo to w liściastym tunelu widać już słabe światełko. – Myślę, że trzeba będzie znaleźć złoty środek, żeby wszystkich zadowolić. Oczywiście my byśmy te liście chcieli zostawiać, bo to jest – tak jak mówią eksperci – samo dobro. Także dla mniejszych i większych zwierząt. Dlatego pewnie nie będziemy ich już grabić tak jak przez ostatnie lata, niemalże do zera.

Od przyszłego roku gmina nie zapewni worków na odpady zielone, więc w SMLW mają ku temu dodatkową motywację. Co zresztą zaowocowało też innym pomysłem na zagospodarowanie tego, czego pozbywają się drzewa. – Zastanawiamy się i rozmawiamy z administracjami o znalezieniu miejsca na budowę dużego kompostownika. Na razie jest on w sferze planów. Wstępnie wytypowaliśmy dwa miejsca, przy założeniu, że muszą one być oddalone od budynków – zapowiada Agnieszka Borkowska.

Zakładanie przydomowych kompostowników od dawna promują też i ułatwiają miejscy urzędnicy. Mając oczywiście świadomość, że na całkowitą samowolkę pozwolić drzewom nie mogą. – Dochodzą do nas głosy mieszkańców, którzy traktują liście jak śmieci. Dlatego musimy do nich docierać edukacyjnie, także poprzez młodzież. I już to robimy, na przykład chodząc do szkół z pogadankami na temat środowiska, między innymi o tym, że grabienie liści nie zawsze jest konieczne – mówi Robert Wieczorek. Stamtąd, gdzie mokre liście mogą stanowić zagrożenie, zostaną one usunięte. Ale jako się rzekło, tak całkiem ograbione grabiami z liści Legionowo nie będzie. Liści, których wraz z innymi odpadami zielonymi wywieziono z niego w ubiegłym roku prawie 1200 ton.

Poprzedni artykułOrlik jaśnie oświecony
Następny artykułKPR oblał akademików
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 52-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.