Już byli w ogródku, już witali się z gąską… i zonk. Po szumnej kampanii, bannerach wiszących na każdym niemal rondzie, pysze i bucie okazywanej przez kandydatów w internecie i bzdurnych informacjach w „gazetce” stowarzyszenia, okazało się, że zaliczyło ono klapę.

A już obiecywali „szeregowym pracownikom” urzędu, że nie będą zwalniani; już zapowiadali, że po wygranej wymienią tylko kadrę kierowniczą urzędu. No i wtopa. Ich kandydat na prezydenta zajął odległe, trzecie miejsce, zdobywając zaledwie 16,5% głosów. Do rady miasta NMNS wprowadziło zaledwie dwóch radnych, do rady powiatu ani jednego. Klęskę wyborczą odnieśli m.in. redaktor naczelny „Mazowieckiego To i Owo”, który startował jako „jedynka” na liście, były radny miejski Józef Dziedzic, kojarzeni z internetowymi atakami na ratusz Jacek Jaglak, Janusz Baranowski, Agnieszka Waś, a nawet odpowiedzialna za promocję kandydatów Anna Szczepłek.

Do 19 października kandydaci NMNS byli obecni w niemalże każdym wątku i dyskusji internetowej na temat Legionowa. Po ogłoszeniu nieoficjalnych wyników nagle ucichli. Jak mówi jeden ze specjalistów od marketingu politycznego: – Nasze Miasto Nasze Sprawy jest w ciężkim powyborczym szoku. Myśleli, że przejmą władzę w mieście, a mieszkańcy pokazali im, gdzie jest ich miejsce. Ludzie nie kupują tak agresywnej i chamskiej kampanii, jaką zaprezentowali. Opluwanie kontrkandydatów, obrażanie ich wyborców, umniejszanie wieloletnich zasług prezydenta, wręcz pisanie, że jeśli ktoś głosuje na Smogorzewskiego, musi być z kliki – kampania agresji nie przynosi rezultatów, ludzie są zmęczeni wojną na poziomie ogólnopolskim Widać, że za kampanię odpowiadał jakiś amator – mówi znawca tematu.

IgZ

2 KOMENTARZE

  1. Jak się cytuje specjalistę od marketingu politycznego to należy podać jego imię i nazwisko. To samo dotyczy rzekomego znawcy tematu. Jak zawsze wasze dziennikarstwo na poziomie przedszkola. A tak naprawdę autor tego tekstu to wyssał te opinie z palca.

  2. Czuję się zwyczajnie, po ludzku urażona, startowałam do Rady Miasta z ramienia NMNS, nikogo nie opluwałam, ani nie obrażałam. Moją twarzą nie szpeciłam żadnych słupów, czy murów. Po wyborach robię dokładnie to samo, co dwa lata przed nimi, tydzień, czy dzień… Szanowny redaktor, zleceniodawca tegoż tekstu, czy też wydawca powinien zadać sobie chociażby tyle trudu, oczerniając naszych kandydatów, by przyjrzeć się wszystkim z osobna, a nie wrzucać ich do jednego worka, szargając dobrym imieniem wielu z nas! Tak, ten tekst godzi w moje dobre imię, w moją pracę, w którą na co dzień wkładam całe swoje serce…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here