Siła złego na szczerego

0
146

W życiu chłopca przychodzi czas, gdy na szkolne koleżanki zaczyna patrzeć zgoła inaczej. Ba, w ogóle zaczyna na nie patrzeć. Wcześniej przecież, nim eksplodowała podłożona przez Matkę Naturę (zaraz, zaraz, a czemu nie ojca…?) hormonalna bomba, seksbomby ignorował. W moim oraz kumpli przypadku – z braku śmiałości tudzież lepszych pomysłów na podryw – nagły pociąg do dziewcząt zaowocował szarmanckim pociąganiem ich za warkocze. Ponieważ piskliwy sprzeciw ofiar szedł w parze z cichym wystawianiem się na te awanse, awans do ekstraklasy podrywaczy uznaliśmy z czasem za kwestię czasu. Lecz nagle wygnano nas z raju. Za sprawą jednej z dziewcząt (i nie była to Ewa) wylądowaliśmy na dywaniku u dyra. Poskarżyła się. Jej prawo, myśleliśmy, żałując utraty tak pociągającego zajęcia. Ale gęby ze zdziwienia rozdziawiliśmy ciut później, gdy po weryfikacji źródła przecieku wyszło na jaw, że doniosła akurat ta, której daliśmy święty spokój… Teraz, kiedy po latach słucham obrońców czci adorowanych pań, które wcale odarte z niej się nie czują, mam wrażenie historyczno-histerycznego déjà vu.

Najsłynniejszy dziś samorządowiec w kraju jednej z dam ośmielił się przy ludziach powiedzieć, że jest ładna, inną – za przykładem wielu jej uczniów – nazwał „panią od seksu”, wspomniał też coś o walorach, kompetencjach oraz napaleniu na aktywność społeczną. No i się zaczęło! Pierwsi ryknęli z oburzenia lokalni rywale prezia, węsząc szansę wyprowadzenia ciosu innego niż te parowane dotąd przez sądy i rozsądek. Wyjąwszy z kontekstu słowa, łyknęły to też media. Nie wspominając, bo i po co, że ów kontekst to nie tylko reszta wypowiedzi, lecz także jej okoliczności, słuchacze, ich nastrój. A na żywo owo wyjście z roli politycznego trybuna brzmiało inaczej niż w spreparowanym niusie. Nic dziwnego, że poskarżyli się tylko ci, których tam nie było.