Kiedy jakiś czas temu na terenie Narodowego Centrum Kryptologii zaczęły wyrastać nowe obiekty, część mieszkańców osiedla Piaski natychmiast obwiniła o to… wiadomo kogo. Postanowiliśmy więc sprawdzić, czy to „Smogorzewski znów dogęszcza”, czy może jego władza poza wysoki mur NCK jednak nie sięga.

O ile do istnienia jednostki wojskowej mieszkańcy Piasków byli przyzwyczajeni – wszak wielu z nich przez dekady dawała ona pracę – pojawienie się w jej miejsce Narodowego Centrum Kryptologii przyjęli oni, delikatnie mówiąc, z mieszanymi uczuciami. Zwłaszcza odkąd placówkę ogrodzono wysokim, mało estetycznym murem. Kto jak kto, ale mundurowi wiedzą co znaczy tajne przez poufne, więc nieśmiałość Centrum w eksponowaniu ukrytych za płotem wdzięków jakoś w końcu przełknęli. Lecz gdy niedawno zaczęło ich przybywać, to… się zaczęło. Najpierw, jak wspomnieliśmy na wstępie, posądzeniami o deweloperskie ciągotki oberwał szef ratusza. Wiedząc już oficjalnie, że dostał nie za swoje, zasięgnęliśmy języka u wojewody. Przyszedł czas, by wreszcie ustalić, co naprawdę na osiedlu Piaski się buduje. A przynajmniej podjąć taką próbę.

Jak można było oczekiwać, indagowany przez nas urzędnik rządowy służbowo nabrał wody w usta. Wiadomo, tajemnica. Innymi ustami – swego zespołu prasowego, krótko i zwięźle, po wojskowemu, odpowiedział jednak na zadane pytanie. Przy okazji oczyszczając prezydenta Legionowa z cementowego pyłu: „(…) uprzejmie informujemy, że w sprawie udzielenia pozwolenia na budowę jedynie strony postępowania mogą informować na temat przeznaczenia, kształtu i zakresu projektowanej inwestycji. Przypominamy też, że Narodowe Centrum Kryptologii w Legionowie zlokalizowane jest na terenie zamkniętym. Z tego powodu zakres inwestycji jest objęty ochroną informacji niejawnych i nie jest możliwe udzielenie informacji odnośnie wydanego pozwolenia na budowę”. Tyle wojewoda. Skromnie. A co za tym idzie, w kwestii piaskowej inwestycji zainteresowani nią miejscowi pozostają skazani na domysły. Mogą mieć tylko nadzieję, że prędzej czy później działająca po sąsiedzku instytucja przestanie komunikować się z nimi szyfrem.