fot. KP PSP Legionowo

Zazwyczaj to strażacy jeżdżą do pożarów. Zdarza się jednak i tak – choć niezwykle rzadko – że pożar… przyjeżdża do nich. Taka właśnie zawodowa przygoda spotkała we wtorek (18 września) legionowskich pogromców czerwonego kura. Mimo zaskoczenia, z ogniem poradzili sobie błyskawicznie.

Cała akcja rozpoczęła się właściwie standardowo: od telefonu do dyżurnego KP PSP. Około południa zadzwonił do niego zaniepokojony kierowca jednej z obsługujących miasto śmieciarek. – Będąc niedaleko naszej siedziby, zgłosił nam telefonicznie, że ma pożar w przestrzeni na odpady. Gdy nasz wóz wyruszył z garażu, minął się ze śmieciarką, której kierowca postanowił sam przyjechać do nas, żeby przyspieszyć akcję – relacjonuje st. kpt. Łukasz Szulborski, oficer prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Legionowie.

Na taki widok strażacy oczywiście zawrócili, a następnie zatrzymali się przy śmieciarce, by zająć się pożarem. Tak więc akcja gaśnicza miała miejsce tuż przed strażackimi garażami. W jej trakcie śmieci zostały wysypane z przestrzeni ładunkowej pojazdu i przelane wodą. Sama śmieciarka nie została uszkodzona, nikomu też nic się nie stało. Ale na pewno będzie o czym opowiadać…

Poprzedni artykułBrązowa Olimpia
Następny artykułPartie na cenzur(n)owanym
Waldek Siwczyński
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 47-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.