Powiat Legionowski/K. Leszczyńska

Kiedy dwie dekady temu w Wieliszewie postawiono na tańce polskie, mało kto sądził, że zostanie on jedną z ich nieformalnych stolic. A zdaniem znawców tematu, tak właśnie jest. Potwierdziły to XVIII Mistrzostwa Polski w Tańcach Polskich „Mazur 2018”, które w połowie kwietnia znów zawitały do małej, podwarszawskiej gminy. Wraz z setkami zawodników, speców od krakowiaka, kujawiaka czy oberka. No i oczywiście mazura, od którego cała impreza wzięła swą szanowaną w kraju nazwę.

Powiat Legionowski/K. Leszczyńska

Wejście imprezy w dorosłość przyjęto w gminie z radością. Jej sztandarowe dziecko rozwinęło się bowiem bardziej, niż oczekiwano. – Wygląda na to, że to osiemnastolatek w pełnej krasie. Po części dzięki wsparciu wielu przyjaznych osób i instytucji: m.in. starostwa, ministerstwa kultury, samorządu województwa. Ojców sukcesu jest wielu i chwała im za to, bo byłoby nam zdecydowanie trudniej – przyznaje Paweł Kownacki, wójt gminy Wieliszew. Początki gminnego tańcowania, jako się rzekło, były organizacyjną orką na ugorze. – Wtedy nikt nie wiedział, co to jest mazur, co to są tańce polskie. Dzisiaj, jeśli o nie chodzi, Wieliszew jest stolicą regionu centralnego. Ale zawsze w tej gminie była władza, która popierała to, co polskie, co ludowe. Dużo się nauczyliśmy przez te 18 lat. Porównując to, co było kiedyś, w starej hali, a teraz, zaliczyliśmy ogromny skok do przodu. I techniczny, i mentalny. Ale ciężko na to pracujemy. Dziś, na zakończenie mistrzostw, jesteśmy bardzo zmęczeni, ale też bardzo zadowoleni – mówi Dariusz Skrzydlewski, dyr. zawodów i zarazem szef Ośrodka Kultury w Wieliszewie.

Powiat Legionowski/K. Leszczyńska

Zadowoleni byli też uczestnicy trwającej od piątku do niedzieli imprezy. Najbardziej rzecz jasna zwycięzcy. Triumfatorom kategorii 40+ nie medale smakują jednak najbardziej. – Najważniejsze, że jesteśmy razem cały wolny czas i razem możemy się w tym realizować. No i forma jednak póki co jest – śmieje się Małgorzata Piątek. – Taniec nas połączył, dzięki tańcowi się poznaliśmy w gdańskim zespole Jantar i tak od wielu, wielu lat kontynuujemy naszą pasję, naszą przyjemność i naszą wielką radość – dodaje partner i mąż Jacek Piątek.

Z perspektywy trybun wydaje się, że narodowe pląsy to nic trudnego. Tymczasem na swobodę oraz lekkość tańca trzeba ciężko zapracować. Często całymi latami ćwiczeń. – Dla laika, osoby patrzącej z zewnątrz, ten taniec wydaje się prosty. Ale on prosty nie jest. Oczywiście, tańce w młodszych kategoriach: krakowiak czy polka, są łatwiejsze. Dochodzą jednak mazur, kujawiak, oberek, czyli bardzo trudne tańce. Nie ma określonego czasu, kiedy dana para dobrze się ich nauczy. Ale są to naprawdę litry potu wylanego na próbach – twierdzi dyr. Skrzydlewski. – Może na parkiecie tego nie widać, ale jest to dość wysiłkowe i wszystkie treningi, które realizujemy przed turniejami, są forsowne i wymagają kondycji. Dzięki temu tą kondycję mamy – dodaje pan Jacek.

Dopisuje ona również organizatorom mistrzostw. Dzięki temu są one czymś więcej niż tylko rywalizacją na parkiecie. Mając na względzie popularyzację rodzimej kultury, od lat wzbogacają zawody o imprezy towarzyszące. Głównie warsztaty taneczne i sympozja poświęcone polskim tańcom narodowym. Jeśli dodać do tego profesjonalną oprawę, wiele kamer, mini studio telewizyjne, czy strefę dla vipów, wyłania się obraz imprezy właściwie kompletnej. Co jej liczni i wierni goście skwapliwie potwierdzają. – Zawsze bardzo dobrze się tu czujemy: i w starej hali, i teraz, w tej nowej – wspaniałym obiekcie. Super organizacja, ale i bardzo dobra lokalizacja w centrum Polski, więc każdy ma tu tę samą drogę – mówi Małgorzata Piątek.

Przyjmując komplementy, animatorzy wieliszewskiej kultury cieszą się z tego, jak dzięki zespołowi „Promyki” odmienili lokalną młodzież. I nauczyli ją kochać polskie tańce. –Zaczynałem, pamiętam, z kilkunastoosobową grupą dzieciaków. W tej chwili mamy w zespole pięć grup i około 160 osób. Od dwóch lat jesteśmy „pełnoletni”, a w tym roku – 10 listopada, będziemy obchodzić okrągły jubileusz – cieszy się Dariusz Skrzydlewski. Jeśli tak dalej pójdzie, kolejne są tylko kwestia czasu. Bo w gminie Wieliszew tak już jest, że i za „Promykami”, i za „Mazurem” wszyscy sznurem.

Poprzedni artykułRatusz na zielono
Następny artykułInwestycja na chłodno
Waldek Siwczyński
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 47-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.