Nagroda za twórczość science-fiction?

1
1585

W konkursie Stowarzyszenia Gazet Lokalnych nagrodę główną dostał dziennikarz, który nie istnieje, za tekst o aferze, której nie było. Nagrodę, do której sam się zgłosił. Czy to scenariusz jakiejś komedii? Nie, to pokaz „rzetelności” lokalnego tygodnika „Mazowieckie To i Owo” oraz wiarygodności nagród, które są przyznawane bez jakiejkolwiek weryfikacji faktów.
A fakty są następujące. Upadający lokalny tygodnik chwali się, że dostał nagrodę w kategorii dziennikarstwo śledcze i interwencyjne. Wydawałoby się – super, czyżby koledzy po fachu w końcu napisali coś, co warte jest przeczytania? Byłoby to zbyt piękne. Nagrodę otrzymał niejaki Karol Krawczyk – człowiek, którego nikt na oczy nie widział, a jak donoszą osoby blisko powiązane z redakcją, jest to jedno z wielu wcieleń jednego z dwóch pracujących w „…To i Owo” dziennikarzy. W kuluarach mówi się, że redaktorzy mają tyle wcieleń, że czasem mylą się, którym nazwiskiem podpisują kierowane do instytucji pytania, a którym potem podpisują gotowy tekst. Dlaczego boją się podpisywać własnymi nazwiskami? Czyżby wstyd im, że w gazecie pracują tylko dwie osoby? Tego nie wiemy. W tej sytuacji nie dziwi nas jednak, że autor nagrodzonego tekstu nie pojawił się na tak ważnym wydarzeniu, jak wręczenie nagrody.
Kolejne zaskoczenie to temat wyróżnionego tekstu. „Co z bankiem prezydenta i prezesa” to artykuł, w jakim rzeczywiście specjalizuje się ta redakcja – napisany na kolanie, całkowicie niezwiązany z rzeczywistością, zawierający stek kłamstw i pomówień w imię zasady „kłamstwo powtarzane wiele razy staje się rzeczywistością”. Na pewno stało się rzeczywistością w oderwanym od prawdy świecie MTiO. CBA nie ma pytań i pozytywnie zakończyło kontrolę. Ale o tym gazeta milczy.
Tak samo milczy na temat sprostowań, które otrzymała po publikacji zgłoszonego przez siebie do nagrody tekstu. Co z tego, że redakcja otrzymywała wyjaśnienia, że to, co napisali, to bzdura. I to z wielu stron – tłumaczyła spółdzielnia, tłumaczył urząd, nawet pozostająca zazwyczaj w cieniu małżonka prezydenta. W wyimaginowanym świecie „…To i Owo” ten całkowicie nieprawdziwy tekst był godny zgłoszenia do ogólnopolskiej nagrody.
Dziwne jest tylko to, że kapituła konkursu nie zadała sobie trudu, aby zweryfikować napisane przez redakcję peany na temat własnej twórczości. Ale czemu się tu dziwić, skoro w wymyślone przez redaktorów bzdury uwierzyła nawet prokuratura, poświęcając tysiące godzin i ogromne pieniądze na śledztwa (już umorzone), wszczęte na podstawie donosu złożonego przez wydawcę „Mazowieckiego To i Owo” na podstawie… własnych, zmyślonych tekstów. Wówczas prokurator powiedział, że nieprawidłowości istnieją tylko w głowie zgłaszającego. To samo zapewne można powiedzieć o wartości otrzymanej nagrody.
Smutne jest już nie tylko to, że lokalny tygodnik, napędzany prywatną nienawiścią do prezydenta, który wiele lat temu odebrał redakcji intratną umowę na publikację ogłoszeń, przedstawia wszystko, co dzieje się w mieście, w jak najgorszym świetle. Nawet nie to, że na postawie własnych wymysłów składa doniesienia do prokuratury. Można nawet zrozumieć też, że w swej zaciekłości zgłasza pełen kłamstw tekst, który był prostowany przez głównych zainteresowanych, do jakiejś tam nagrody. Najsmutniejsze jest jednak to, że ktoś za takie bzdury tę nagrodę przyznaje. Wstyd!
IgorZ

1 KOMENTARZ

  1. Zabawne. Dokładnie to samo można by zarzucić „Annie Krajewskiej” i spółce, oraz rankingom i konkursom wygranym przez naszą Perłę samorządu.

Comments are closed.