Jak wszyscy wiemy wiele kobiet marzy o karierze stewardessy. Podróże, emocje, prestiż. To wszystko sprawia, że zainteresowanie tym zawodem jest ogromne. Postanowiliśmy więc przedstawić może nie pomysł na weekend a na całe życie. Jak to jest naprawdę i czy warto starać się o podniebny etat? Na te i inne pytania odpowie mieszkanka Legionowa, która od 6 lat pracuje jako stewardessa.

Nasza rozmówczyni to kobieta, z ogromnymi pokładami pozytywnej energii (nie tylko na pokładzie), która przełamie każdy stereotyp na temat bycia stewardessą. ukończyła filologię angielską, ale jak mówi zawsze interesowało ją lotnictwo. Ze względu na politykę firmy musi pozostać incognito.

 
Dlaczego postanowiłaś zostać stewardessą i jak to wszystko się zaczęło?
Odkąd pamiętam interesowało mnie lotnictwo, zawsze myślałam o zawodzie stewardessy i było mi to bliskie. Poza tym nie wyobrażam sobie siebie w pracy za biurkiem od 8 do 16, są osoby którym to odpowiada, ale ja na pewno nie jestem wśród tego grona. Uwielbiam mieć stały kontakt z innymi ludźmi. Zgłosiłam się tak na prawdę przypadkiem, bo poznałam znajomą, która pracowała jako stewardessa akurat nie miałam pracy, więc postanowiłam spróbować i zaaplikować.

Jak wyglądała rekrutacja?
Najpierw była rozmowa z członkami komisji, takie podstawowe pytanie typu: Twoje mocne i słabe strony czy dlaczego chcesz pracować w tym zawodzie. Później była scenka do odegrania, aby sprawdzić jak radzisz sobie w trudnych sytuacjach. Kolejnym etapem był test z języka angielskiego, ponieważ jak wiadomo, w takiej pracy jest wymagana bardzo dobra znajomość angielskiego. Po zdaniu testu wyznaczano kolejny termin spotkania. Na tym drugim spotkaniu dzielono wszystkich rekrutowanych na kilka grup i sprawdzano jak dana osoba pracuje w zespole. Po tym wszystkim dostaje się odpowiedź, jeśli jest pozytywna to kierują Cię na badania lekarskie i kurs. Dodatkowo w po 6 miesiącach zdaje się drugi język, ja wybrałam rosyjski.

Czyli droga od rozmowy kwalifikacyjnej do pierwszego lotu jest długa i kręta?
Dokładnie, mija sporo czasu zanim wejdziesz na pokład. Poza tym można zainwestować sporo czasu i energii w kurs, ale nie jest powiedziane, że po nim na pewno zostaniesz przyjęty. Można przecież nie zdać egzaminów, tak też czasem się zdarza. Mimo to myślę, że zawsze warto próbować.

Jak pracuje Ci się z pilotami? Traktują Was „z góry”?
Nie, takie sytuacje mi się nie zdarzyły. Mamy w pracy bardzo fajną atmosferę i nie mogę na nikogo narzekać.

Nieodłączną częścią Twojej pracy jest podróżowanie, dużo udało Ci się zwiedzić?
Bardzo dużo. Wszystkie miejsca w których byłam zwiedziłam kilka razy. Najfajniejsze jest to, że dzięki pracy miałam okazję zwiedzić wiele miejsc, do których pewnie nigdy sama z siebie bym się nie wybrała, a okazały się fantastycznym miejscem.

Które miejsce które zrobiło na Tobie największe wrażenie?
Jeśli miałabym wybrać jedno to Manhattan w Nowym Jorku. Nie przeszkadza mi ten tłok pośpiech i mogłabym spacerować tymi ulicami bez końca. Po prostu świetne miejsce, które ma swoją energię.

 
Kochasz latanie i kontakt z ludźmi, a dzięki pracy dużo podróżujesz…ale każda praca ma przecież swoje plusy i minusy. Jaki jest dla Ciebie ten największy minus bycia stewardessą?
Największym minusem jest dla mnie to, że mam mniej czasu dla swoich bliskich. Jeśli np. co roku jestem z rodzina w Wigilię, bo jest to dla mnie ważne święto, a tu nagle, jak właśnie rok temu jestem w zupełnie innym miejscu na świecie i na dodatek bez swoich bliskich to wiadomo jest to ciężkie doświadczenie.

Ciągle w świadomości społeczeństwa utrzymuje się taki stereotyp, że stewardessa to „podniebna kelnerka” i że w tej pracy wystarczy ładnie się uśmiechać. Nie denerwuje Cię to? Jak to tak na prawdę jest?
Ja taki stereotyp bardzo szybko prostuje i ucinam, ale fakt jest on bardzo popularny i dużo ludzi patrzy na nas przez taki pryzmat. Do naszych obowiązków oczywiście należy tzw. serwis czyli np. Podawanie napojów, ale to tylko dodatek do tego wszystkiego. My musimy przede wszystkim przewieźć ludzi bezpiecznie od punktu A do punktu B, na co ciężko pracujemy, bo co roku mamy masę szkoleń i zdajemy z nich egzaminy. Mamy też loty kontrolne z instruktorem, który nas sprawdza. Poza tym przed każdym lotem jesteśmy sprawdzani i przepytywani przez naszą szefową. W każdym typie samolotu są inne zasady, z którymi musimy się zapoznać. Co ciekawe pilot może latać na 1 samolocie, a personel na 3, więc ja przez miesiąc musiałam opanować właśnie 3 typy. Mało osób zdaje sobie z tego, jaka ciąży na nas odpowiedzialność.

Opowiedz o jakiejś najdziwniejszej czy najśmieszniejszej sytuacji na pokładzie.
Czasami zdarza się tak, że w samolocie pasażerami są nie tylko ludzie, ale i zwierzęta. Kiedy zwierzę jest duże przewozimy je jakby pod pokładem w takim luku bagażowym w klatkach. Dostają wtedy środki uspokajacie aby przespać lot. Kiedyś miałam takiego pasażera, który był bardzo związany ze swoim psem, i stwierdził, że musi z nim bardzo pilnie „porozmawiać”. Oczywiście nie było takiej możliwości. Położył się więc na podłodze i krzyczał do niego wiele razy: „Nie przejmuj się, tatuś jest tutaj!” Wszyscy mieliśmy niezły ubaw, bo to była scena niczym z amerykańskiej komedii.

A jak to jest z tym seksem w samolocie?
Mi się nigdy nie zdarzyło nikogo nakryć, ani też o takim przypadku nie słyszałam. Zdarzają się figle, takie „epizody podkocowe” między pasażerami (śmiech)…ale to też bardzo rzadko. Wydaje mi się, że to się zdarza raczej na filmach, no bo nawet ciężko mi sobie wyobrazić jak to jest możliwe w takiej małej toalecie samolotowej, gdzie nawet ledwo ja sama zdołam się obrócić i nie uderzyć o coś.

Pasażerowie często Was podrywają?
Tak, oczywiście to się zdarza. Najczęściej czytają nasze nazwiska na plakietkach i później piszą do nas. Czasem dają serwetki z zapisanym numerem telefonu. Dużo jest takich par, które poznały się na pokładzie i nawet już są po ślubie.

No właśnie, skoro jesteśmy przy związkach to stewardessy na pewno mają trochę pod górkę…ciągłe życie na walizkach, noce poza domem, przystojni piloci….jakie są Twoje doświadczenia w tym temacie? Czy zdarzyło Ci się kiedyś usłyszeć: rzuć to albo odejdę?
Na szczęście nie, bo na pewno na takie rzeczy bym sobie nie pozwoliła…Zazdrość? To zależy od osoby, trzeba trafić na kogoś bardzo cierpliwego i samej być cierpliwą. Czasem zdarza się tak, że i tydzień jest się poza domem to na pewno nie jest proste dla partnera. Często też pojawiają się pretensje o to, że kiedy wracasz z długiego rejsu jedyne na co masz ochotę to odpoczynek. Dużo facetów może tego nie zrozumieć i pojawia się problem. Są też plusy, bo twój partner ma zniżkowe bilety na loty. Dzięki temu, może do Ciebie dolecieć i sam zwiedzić trochę świata.

Katarzyna Gębal