Z Kasią Kidą Kasjanowicz, mieszkającą w Legionowie autorką książki „Za tęczową górą, za perłową rzeką…”, rozmawiał Waldek Siwczyński.

– Zdecydowałaś się na krok w świecie literatury rzadki: językową ingerencję w wydany przed blisko wiekiem zbiór bajek i ponowną ich publikację, ale już w wersji zrozumiałej dla młodego odbiorcy, czytelnika z epoki komputerów i esemesów. Skąd w ogóle taki pomysł?

– Z wydanym w 1927 roku zbiorem polskich, francuskich, szwedzkich, irlandzkich i rosyjskich baśni zatytułowanym „Zaczarowane zwierciadło” zetknęłam się we wczesnym dzieciństwie, na początku szkoły podstawowej. Zachwycał w nich niesamowity, mroczny nastrój każdej opowieści, którego próżno by szukać we współczesnych utworach tego rodzaju. Miałam wrażenie uczestnictwa w czymś sekretnym i magicznym. Ale już wtedy w owych bajkach, pełnych zwierząt mówiących ludzkim głosem, czarownic i czarowników, zwracał uwagę archaiczny, często niezrozumiały dla dzieci język. Traf chciał, że ta opracowana przez Stanisława Dzikowskiego książka trafiła w moje ręce ponownie, gdy jako dorosła absolwentka kulturoznawstwa zainteresowałam się dawną literaturą dziecięcą. I postanowiłam przywrócić te wartościowe utwory współczesnemu czytelnikowi.

– Ciekawa i ambitna idea. Jak zabrałaś się za jej realizację?

– Zredagowanie istniejących już bajek stanowiło dla mnie całkiem nowe wyzwanie. Moja praca polegała na możliwie najmniejszej ingerencji w oryginały. Starałam się uwspółcześnić język na tyle, by młody czytelnik mógł samodzielnie rozumieć tekst, ale priorytetem dla mnie stało się zachowanie atmosfery pierwowzoru. Trudne wyrazy zastępowałam powszechnie dziś używanymi. Zależało mi też na tym, aby trochę źródłowych słów umieścić w przypisach. Nie chciałam obniżać poprzeczki, żeby mógł po tę książkę sięgnąć młodszy czytelnik. Uznałam, że to się mija z celem. Treść miała być uniwersalna i chyba coś takiego mi wyszło. Z całego zbiorku nie zdecydowałam się na opracowanie tylko jednej polskiej bajki pt.: „O dziewczynie, co robić nie chciała”, bowiem jej bardzo symboliczna i anachroniczna wymowa jest już dzisiaj zrozumiała tylko dla etnografów.

– Jak duża była Twoja ingerencja w oryginalny tekst bajek?

– W mojej książce nie ma skrótów i uproszczeń. Pomijając wyszlifowanie nader archaicznej formy literackiej, teksty są tymi samymi tekstami, na których wychowały się kolejne pokolenia Polaków i Europejczyków. Wychowały w szacunku wobec rodziców i współczuciu dla słabszych. A bajka jako forma to przecież m.in. przerysowany portret ludzkich postaw – obraz słabości i siły charakteru w konfrontacji ze światem, nasze pragnienia, wyzwania i życiowe wybory, z których zawsze wyłania się morał. I choć nie wszystkie teksty są proste w odbiorze, nie ma tam miejsca dla moralnej szarości. Zło, nawet jeśli ukrywa swą prawdziwą twarz, ostatecznie zostaje zdemaskowane i ukarane. To mocna strona tych historii w świecie, w którym brak jednoznacznych komunikatów.

– W szufladzie leżą Twoje dwie inne, czekające na wydanie książki. Wiesz zatem, jaka jest różnica pomiędzy napisaniem czegoś od zera, a pracą, którą wykonałaś w przypadku zbiorku „Za tęczową górą, za perłową rzeką”.

– Wbrew pozorom, zbudowanie całości w ścisłym oparciu o teksty już istniejące było dużo trudniejsze, niż napisanie czegoś zupełnie nowego. Pisanie przenosi mnie w rzeczywistość, którą sama tworzę i naginam według własnych potrzeb, w zgodzie z aktualnym stanem ducha. Tutaj, miałam wrażenie pracy bardziej przypominającej moją działalność zawodową, podporządkowaną opracowaniu konkretnych faktów.

– Zadbałaś nie tylko o treść, ale i szatę graficzną książki, wykonując zdjęcia oraz ilustracje. Styl, jaki wybrałaś, dla wielu czytelników może być zaskakujący.

– Wszystkie ilustracje są mojego pomysłu i autorstwa. Wykonałam je tuszem i pastelami ołówkowymi, a wybrałam współczesny, komiksowy styl, luźno oparty o japońską mangę. Rysunki są jak połączenie komiksu z kadrami z filmów animowanych, mają charakterystyczny kolor i naturalne, miękkie tło, bez kreski. Chciałam w tej atrakcyjnej formie zachęcić do zapoznania się z bajkami, na których wychowali się moi dziadkowie, rodzice, a także wcześniejsze pokolenia. Te ilustracje to także zamierzony pomost pomiędzy minionym a teraźniejszym. Moje grafiki uzupełniam artystycznymi fotografiami, wkomponowanymi w barwne kartki. Jestem zwolenniczką łączenia technik twórczych, ponieważ poszerza to możliwości interpretacyjne. Fotografie są częścią dwóch zupełnie innych projektów, jednak estetyczne i tematyczne pokrewieństwo skłoniło mnie do wykorzystania ich również w mojej debiutanckiej książce.

– Jakie wiążesz z nią nadzieje?

– Każdy z nas nosi w sercu przynajmniej jedną ulubioną książkę z dzieciństwa, która coś przed nim odkryła, pomogła mu przejść przez jakiś proces, lub po prostu wykreowała taki świat i postacie, że chcieliśmy jeszcze raz stać się uczestnikami opisanych zdarzeń. Mam nadzieję, że dla kogoś moja książka będzie takim przeżyciem. Na tle współczesnej, dość jednorodnej i mało wymagającej literatury dziecięco – młodzieżowej, wyróżnia się bogactwem języka i fabuły. Warto poznać je bliżej.                    

1 KOMENTARZ

  1. lubię wsłuchiwać się poprzez książki, filmy czy wystawy – w inne kultury, rozumienie siebie samego i otaczającego nas świata – zarówno mitologia, legendy jak i baśnie stanowią świetną okazję do poszerzania nie tyle wiedzy ile zrozumienia…

    tę książkę znam, lubię i polecam 😀

Comments are closed.