Na co dzień Piotr Muszyński, znany też w Legionowie jako „Mucha”, to ceniony pracownik administracji osiedla Sobieskiego. I paradoksalnie, właśnie dzięki temu zajęciu przed kilkoma laty spotkał największą motoryzacyjną miłość swego życia. Ale w przypadkowo znalezionym skuterze M-52 Osa „Mucha” nie zakochał się od razu.

Co tu kryć, zanim bohaterka tej opowieści odzyskała drugą młodość, jej krasa była mocno dyskusyjna. – Ktoś chciał wynająć piwnicę i mieliśmy zadanie ją opróżnić. Było to pomieszczenie, w którym trzymano rzeczy po lokatorach, którzy się wyprowadzili, a dawniej była nadzieja, że może wrócą i zabiorą te swoje graty. Była tam też Osa. Chłopcy wrzucili ją na przyczepę i mieli jechać na złom. Kiedy podjechałem i to zobaczyłem, od razu powiedziałem: „Nic z tego, zabieram ją” – wspomina „Mucha”.

Później pan Piotr, nie mając na pordzewiałą Osę żadnych „papierów”, zabrał się za przywracanie jej świetności. Próby odnalezienia właściciela spełzły bowiem na niczym. – Remont trwał 3 lata. W związku z tym, że możliwości finansowe nie są u mnie aż tak duże, potrzeba było na to czasu. Robiłem to powolutku i stopniowo. Kiedy Osa była już gotowa, zacząłem myśleć o rejestracji. No i zaczęły się schody – mówi miłośnik „pełnoletnich” pojazdów.

Owe schody, choć metaforyczne, okazały się ponadprzeciętnie strome, gdyż ówczesne prawo zabraniało rejestracji motocykla, który już był wyrejestrowany albo nie posiada dokumentów. Na pociechę został przepis, mówiący że nie dotyczy to pojazdów zabytkowych. Najpierw jednak Osa musiała formalnie zyskać nowego właściciela. Jak na złość, poproszona o pomoc Temida miała muchy w nosie. – Złożyłem w sądzie sprawę o zasiedzenie. Po dwóch latach ją przegrałem. Niestety pani sędzia nie dopatrzyła się w moim postępowaniu dobrej wiary – uśmiecha się niefortunny klient wymiaru sprawiedliwości. Na szczęście już dopatrywać się jej nie musiała: w międzyczasie zmieniono przepisy i „Mucha” Osę wreszcie na siebie zarejestrował.

Czas był po temu najwyższy, bo wyprodukowany w 1965 roku skuter zaczął wyglądać jak nowy. Albo nawet – z pięknym żółtym lakierem oraz dorobionym do jednośladu stylowym wózkiem – dużo lepiej. – Starałem się robić wszystko tak, żeby – nawet jeżeli stosowałem jakiś współczesny zamiennik – całość wyglądała dokładnie jak wtedy, kiedy opuszczała ona fabrykę – zapewnia Piotr Muszyński. A czyniła to z dużym fasonem. Jedyny polski skuter był wtedy konstrukcją nowoczesną, komfortową i chętnie kupowaną za granicą. Z mocnym, ośmiokonnym silnikiem, czternastocalowymi kołami i szeroką kanapą brylował nie tylko w mieście. I tak też, mimo upływu lat, zostało. Zwłaszcza, że za oferowane przez siebie korzyści Osa oczekuje maksymalnie czterech litrów na „setkę”. Po kieszeni więc, jak widać, nie żądli. – W ostatni weekend pojechaliśmy nią z małżonką na Mazury – 500 km w obie strony. Nie sprawiła nam żadnego problemu. Jedyna niedogodność to brak kierunkowskazów, w związku z czym trzeba, tak jak w rowerze, machać przed zakrętem łapkami. I to wszystko – żartuje „Mucha”. W ramach rekompensaty otrzymuje się zainteresowanie gapiów oraz fanów dawnej motoryzacji.

Miłośników Os wciąż w Polsce nie brakuje. Mają swoje forum, stronę internetową, organizują też zloty. Było tak już w czasach peerelu, kiedy to, co ciekawe, odbywały się one w miejscowości Dębe. Istnieje nawet pomysł, aby tę tradycję wskrzesić. Osy oraz zakochani w ich brzęczeniu właściciele na pewno zlecą się tam całymi rojami. – Miałem już kilka ofert kupna, ale je odrzuciłem. W tej chwili moja rodzina składa się ze mnie, żony, dwójki dzieci i Osy – uśmiecha się Piotr Muszyński (przy czym głowa rodziny nie powiedziała jeszcze w tej kwestii ostatniego słowa, gdyż w garażu pracuje właśnie nad kolejnym „dzieckiem” – klasycznym, chłodzonym powietrzem zaporożcem).

Ponieważ wszystkich Os powstało w Warszawskiej Fabryce Motocykli tylko dwadzieścia kilka tysięcy, na ulicach podziwiać je można coraz rzadziej. A szkoda. Irytujące brzęczenie oraz opatrzona w milionach egzemplarzy stylistyka współczesnych skuterów to jednak nie to samo.

1 KOMENTARZ

Comments are closed.