| Napisany przez Wonder, z 12-01-2012 00:00 |
Powiatowy budżet skrojony na miarę kryzysu
Zanim powiatowi radni wpadli w szampański, sylwestrowy nastój, musieli zmierzyć się z ekonomiczną rzeczywistością. A ta w przypadku tegorocznego budżetu, czego starosta podczas czwartkowej sesji nie ukrywał, jest… jaka jest. Ale mogło być gorzej.
Jeśli radni liczyli na przedsylwestrowy optymizm, starosta na wstępie im go oszczędził. – W ocenie zarządu nadchodzący rok będzie trudny dla finansów publicznych i będzie pierwszym bardzo trudnym rokiem dla finansów jednostek samorządu terytorialnego w Polsce – oznajmił Jan Grabiec. Powiatu legionowskiego też to nie ominie. Powodów jest wiele. Obok stagnacji dochodów z podatku od osób fizycznych, starostę najbardziej boli „janosikowe” (Przez 6 lat wzrosło ono o 300 proc., a dochody powiatu z PIT zaledwie o połowę – red.). W tym roku samorządowy haracz wyniesie blisko 8 mln zł. Mimo wszystko ludzie tej straty odczuć raczej nie powinni. – Priorytetem budżetu było to, żeby przetrwać trudne czasy w sposób taki, który sprawi, że poziom usług dla mieszkańców, klientów starostwa i naszych jednostek organizacyjnych, nie będzie niższy. Tam, gdzie to możliwe, ich jakość będziemy poprawiać. Drugim priorytetem są inwestycje, zwłaszcza na powiatowych drogach. W budżecie premiujemy te z nich, na które mamy szansę pozyskać środki zewnętrzne – dodaje Grabiec. Twórcom budżetu chodziło też o to, aby nadmiernie powiatu nie zadłużać. W liczbach wygląda to następująco. Dochody zaplanowano na 68,5 mln zł, a wydatki na prawie 78 mln zł. Ponad 9 mln zł deficytu załatają pożyczki, wolne środki i nadwyżki z lat ubiegłych.
Kiedy w trakcie sesji przyszło do dyskusji, powyższe liczby oceniano różnie. – Jestem za i trochę przeciw. Za, bo zdaję sobie sprawę, że mimo deficytu budżet musiał być zrównoważony, bo takie są możliwości. Przeciw dlatego, że nie wszystkie wnioski z gmin i komisji znalazły się w tym budżecie – uzasadniał Waldemar Jaroń z Porozumienia Samorządowego. Gdyby się znalazły, budżetowa wyrwa byłaby przeszło dwa razy większa. Ale ponieważ jej uniknięto, pieniędzy nie starczyło dla wszystkich. – Ten budżet pełni rolę takiej zbyt krótkiej kołderki. Jeśli podsuniemy ją pod głowę, to zmarzną nam nogi, a jeśli przykryjemy nogi, będzie nam zimno w klatkę piersiową. Cytując klasyków poprzedniego ustroju można powiedzieć, że to budżet na miarę naszych czasów i możliwości – mówił Igor Krajnow (Platforma Obywatelska). Opozycyjnych radnych liczby, metafory i cytaty nie przekonały. – To co słyszymy, to jest jakaś paranoja. Bo tak: budżet jest dobry, ale nie do końca. To co to oznacza, jest dobry czy nie? – retorycznie pytał w imieniu klubu PiS-u Sławomir Kwiatkowski. Z ust radnej Iwony Górskiej (PS) padł też i inny zarzut. – To niestety budżet, który jest trochę wynikiem walk politycznych.
Nawet jeżeli tak, najważniejsze, że nie poległ w ich trakcie finansowy rozsądek. Siedemnastu radnych było właśnie tego zdania i przedstawiony przez zarząd projekt budżetu poparło. Trzyosobowy klub Prawa i Sprawiedliwości zgodnie z zapowiedziami był przeciw. Jeden z radnych, Piotr Powała, wstrzymał się od głosu. Dziwić może jedynie to, że chodzi o człowieka reprezentującego gminę Nieporęt, która akurat na inwestycyjną część tegorocznego budżetu narzekać nie powinna. Cóż, polityka.
|
Komentarze użytkowników (1)
|
|
|