W przeciwieństwie do amerykańskich osadników, legionowscy seniorzy Dzikiego Zachodu zdobywać nie musieli. W środę bez jednego wystrzału opanowali za to teren Miejskiego Ośrodka Kultury. I chociaż próżno tam szukać saloon’u, urządzili sobie zabawę rodem z najprawdziwszego westernu.
    – To pierwszy organizowany przez nas piknik country. Ta muzyka to muzyka ludzi w drodze. My też w pewnym sensie jesteśmy „w drodze” – jako organizatorzy, szukamy drogi do tego, aby członkowie naszego związku czuli się jak najlepiej. Ma im być wesoło, zabawnie, a wszystkie troski powinni zostawiać gdzieś daleko – mówi Ryszard Winnicki, prezes legionowskiego oddziału PZERiI.

 

Już na pierwszy rzut oka było widać, że plan się powiódł. Dość powiedzieć, że ochotę na chwileczkę imprezowego zapomnienia wyraziło trzystu członków związku. Symboliczny (bo ułożony z kostki) parkiet rzadko więc świecił pustkami. Tym bardziej, że pląsającym kowbojom oraz ich damom przygrywały na przemian aż dwa zespoły. Może nie zawsze w stylu country, ale tańczyło się przy tym świetnie. Inna sprawa, że pod względem zabawowego kunsztu legionowscy seniorzy zostawiają młodsze pokolenia daleko w tyle. – Na pewno obecna tu „młodzież” bawi się inaczej. Ma więcej doświadczenia w zabawie, wie jak to robić i wie kiedy należy zakończyć imprezę. A to jest bardzo ważne – uważa Andrzej Sobierajski, dyr. Miejskiego Ośrodka Kultury w Legionowie.
    Jedząc, pijąc i bawiąc się, piknikowicze nie zapomnieli o wyborze najbardziej stylowo ubranego uczestnika imprezy. A właściwie, jak można było oczekiwać, uczestniczki. I zrobili to najlepiej jak mogli. Wkrótce członków legionowskiego oddziału Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów czeka jednak ważniejsza decyzja: wyłonienie nowych władz ich organizacji. Stąd obecnemu szefowi, Ryszardowi Winnickiemu, trudno jeszcze mówić o planach na kolejne imprezy. – Życie pokaże, jakie będą pomysły po wyborach. Pozostaje mieć nadzieję, że takie same jak dotychczas, czyli wystrzałowe.

Poprzedni artykułPu-erh
Następny artykułSiorbinj sobie TERERE
Waldek Siwczyński
Trudno powiedzieć, czy to wpływ zodiakalnego Koziorożca, ale lubi czasem nabić kogoś na medialne rogi. Starając się przy tym, a to coraz rzadsze zjawisko, nie nabijać w butelkę czytelników. 50-letni chłopiec starannie skrywający swe emocje. Głównie pozytywne. Posiadacz wielu cech, które dyskwalifikują go jako wzór dziennikarza. Mimo to od ponad dekady dzielnie trwa na legionowskim posterunku.