21.05.2012.
" Portal Legionowa i okolic "
Czas andropauzy Drukuj Email
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
 
Napisany przez Waldek Siwczyński, z 01-12-2011 00:00
ImageZwykle artyści goszczący na ratuszowej scenie grają widzom na emocjach. W piątek, do tego dwa razy pod rząd, ich męskiej części zagrali na troskach i słabościach. Plus jest taki, że podana przez gwiazdy sceny i ekranu naga prawda o andropauzie okazała się całkiem znośna. A przedstawienie pod tym medycznym tytułem, nawet bardziej.

– Właściwie ta sztuka jest o tym, że nie wszystko jest takie smutne i niekoniecznie trzeba się andropauzą przejmować – mówi Marek Siudym. – I da się z nią żyć – dopowiada Maciej Damięcki. Da się, o ile do rozstania z testosteronem senior płci męskiej odpowiednio się przygotuje. Na przykład uzbrajając swą samczość w optymizm. – Z każdej wady można zrobić zaletę – zaczyna Maciej Damięcki. – No, nie z każdej. – zauważa pan Marek. – Mów za siebie – śmieje się Boguś z „Bulionerów”. – To jest tak, że trzeba wadę przekuć w zaletę. Ale żadnych przykładów to ja tu podać nie potrafię… Na szczęście ze znalezieniem „plusów dodatnich” problemów nie miały legionowskie panie. Sądząc z tego co mówią, u mężczyzn w sile wieku siłą bywa już choćby to, że dzielnie trwają przy swych damach. – Jest potrzebny. W domu, do pomocy – bez mężczyzny nie byłoby kobiecie łatwo. Mimo to, że w czasie andropauzy bywa nerwowy, ale to jednak ktoś, kto w domu musi być – uważa pani Grażyna.

ImageBohaterowie sztuki Jana Jakuba Należytego przebywali jednak nie w domu, lecz w sanatorium. I (potwierdzając obiegową opinię o dojrzałych kuracjuszach) spędzali czas nie tylko na leczeniu. Wychodząc pewnie z założenia, że zabieganie o kobiece względy to także zabieg mogący przywrócić im zdrowie. Ale tylko jeżeli się powiedzie. A postaciom z „Andropauzy” na tym froncie wiodło się, delikatnie mówiąc, różnie. – Nie wstyd, żeby mężczyzna w takim stanie kobiecie seks proponował?! Proszę bardzo! Trzej muszkieterowie: wylew, udar i paraliż. Panowie, wasze kobiety mają na imię andropauza, prostata i skleroza – strofował niedoszłych amantów Piotr Skarga, sceniczny dr Zós.

Jak łatwo się domyślić, testosteronowe żarty najbardziej bawią panie. Z reguły głównie te, które z androawariami miały już osobiście do czynienia. Mimo to obecność na spektaklu dzielnie znoszą także jego anonimowi, dźwigający swe problemy herosi. I chwała im za to. W końcu nie samymi hormonami facet żyje. – Wychodzą roześmiani i to jest chyba najważniejsze. W podświadomości mają to, że właściwie wszystko jest w porządku, bo każdy wiek ma swoje prawa i w każdym można znaleźć coś wesołego, i coś smutnego. Po co więc przejmować się smutnymi rzeczami, skoro można pamiętać tylko wesołe – mówi Maciej Damięcki. Ot, choćby to, co ze sceny rzekł przebrany za salową dr Zós: – No, nie taka baba straszna, jak się umaluje.

Komentarze użytkowników (0)

Nie komentowano

Dodaj komentarz!



mXcomment 1.0.7 © 2007-2012 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Go to top of page Go to top of page